Wspomnienia z Tatr i z coś ala tygodnia miodowego

Po 12 latach udało się matce i ojcu jechać samym na wakacje, coś jakby nierealnego, niemożliwego.

Niestety nie mamy tyle szczęścia co niektórzy że wysyłają na wakacje dziećmi z dziadkami lub na weekend i mają czas tylko dla siebie. Ale dzieci pojechały na obóz, chłopiec już po raz 4 a dziewczynka pierwszy raz w życiu (i wróciła zachwycona w przyszłym roku chcę jechać znowu jestem z niej dumna )

No więc po odwiezieniu dzieci na dworzec spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Uczucie dziwne jak to tak bez dzieci, więc wzięłam małpę przytulankę dzieci 🙂

sdr

Po przyjeździe okazało się że domek całkiem przytulny, drewniany, własny pokoik z balkonem i widokiem na góry, Mieszkamy w części Stachonie – Olcza pod domem mamy przystanek busa i kolejne linie jeżdżą częściej na głównej drodze z 500 metrów dalej.

Domek nazywa się Willa Kalina 🙂

dav

sdr

Następny dzień wstajemy rano i jedziemy busem do Kuźnic i ruszamy do hali Gąsienicowej, tempo mamy niezłe i po godzinie i 15 minutach jesteśmy w schronisku. Pogoda na razie dopisuję ale zaczyna padać, chwila odpoczynku i idziemy dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego i wtedy zaczyna lać, tak że w jednej chwili jesteśmy mokrzy,  wyciągamy kurtki ale niewiele to daje spodnie przyklejają się mi do ciała, siadamy w kosodrzewinie woda wali z nieba jak z wiadra, po chwili zaczyna już tylko kropić, przebieram się w inne rzeczy (i to idealna rzecz mieć zawsze w plecaku rzeczy na przebranie, co tam, że  świecę majtkami i tak nikt nie idzie wszyscy wystraszyli się deszczu) a my idziemy na Karb i potem dalej na Kościelec, byliśmy już wiele razy ale po latach już nie pamiętałam trasy i tego że pod samym szczytem parę miejsc że nie jest tak łatwo, a do tego pada i mgła, jest trochę strasznie. Na samym szczycie spotykamy dwóch starszych panów (chwila odpoczynku , połówka marsa i schodzimy w dół) , w drodze powrotnej okazuje się że znacznie trudniej zejść i czasami nie mam pojęcia gdzie nogi położyć i idealna pozycja okazuje się na 5 punktów podparcia łącznie z tyłkiem co po deszczu jest kiepską opcją.

Na szczęście słońce wychodzi, przewiewa chmury i są piękne widoki, w ten dzień już co chwilę mamy deszcz na zmianę ze słońcem, ale schodzimy do Zakopanego szczęśliwi że udało się zdobyć pierwszy szczyt.

fcvebdav

Schodząc z Kościelca widok na Czarny Staw Gąsienicowy
sdr

Tak tam byliśmy w oddali Kościelec

Kolejny dzień pogoda znacznie mniej łaskawa ale jedziemy do Łysej Polany i idziemy do doliny pięciu stawów, pot się leje, trasa daje nam w kość , ale idziemy szybko no i pada po drodze co chwilę. Leci też helikopter ratunkowy, W schronisku okazuje się że osoby siedzące z nami przy stoliku były świadkiem gdy starsza pani przy nich padła na zawał serca i raczej nie przeżyła, ale padła z uśmiechem na ustach bo bardzo chciała po latach wrócić w góry.. Ciarki przechodzą po plecach. Chcemy atakować Szpiglasowy Wierch ale po wyjściu ze schroniska zaczyna tak padać że decydujemy się wrócić do na dół.

sdr

sdr

 

W środę tak pada że tylko spacerujemy po Krupówkach i lenimy się w pokoju, zalewa woda szlaki i zmywa mostek w dolinie Roztoki do doliny 5 stawów nie ma dojścia o czym się dowiadujemy w następny dzień gdy jedziemy znów zaatakować Szpiglasowy.

Dlatego zamiast przez dolinę 5 stawów idziemy do Morskiego Oka i stamtąd pniemy się do góry, po drodze chwilę zawahania bo woda tak zalała że parę razy musimy przeskakiwać przez rwące strumienie przepływające przez szlak i buty mamy kompletnie mokre. Po drodze mijamy pojedyncze osoby, ale ogólnie szlak pusty coś pięknego w Tatrach,szkoda tylko że widoków nie ma za bardzo bo deszcz siąpi i wkoło mgła, ale jest magicznie ..Docieramy na szczyt Szpiglasowego Wierchu 2172 m n.p.m. robimy kilka zdjęć i schodzimy w dół, Po dojściu do Morskiego Oka jesteśmy kompletnie mokrzy, przebieram się częściowo w suche rzeczy w butach chlupocze woda, schodzimy w dół szybko, łapiemy busa i powrót do domu. Gdzie już ciepłe suche rzeczy, bluza i kolacja.

sdr

fcveb

W drodze na Szpiglasowy Wierch strumienie przepływają przez drogę tutaj jeszcze taki mniejszy

sdr

Mój uniform po drodze płaszcz przeciwdeszczowy za 14 zł z marketu nie zdał egzaminu przez zapięcia na zatrzaski i szwy mega przeciekał

dav

sdr

Na szczycie Szpiglasowego Wierchu, mgła i niewiele widać…

digdig

fcveb

sdr

Widok na Morskie Oko w drodze powrotnej

Następny dzień piątek – cel Hala Gąsienicowa, znów leje, kupujemy workowe płaszcze przeciwdeszczowe w których pocimy się jak szczury ale przynajmniej rzeczy mniej mokre, tak pada, że po drodze tylko marzę żeby dojść do schroniska. W schronisku o dziwo tłumy choć po drodze niewiele widzieliśmy osób, okazuje się że część wjechała na Kasprowy kolejką i zeszli w dół do schroniska. Okazuje się przez deszcz który pada i pada gdy decydujemy się iść do przełęczy Liliowe i może zaatakować Świnicę nie ma takiej opcji bo wszystkie szlaki tak zalane że nie ma opcji przejść (szkoda że nie zrobiłam zdjęcia jak płynie olbrzymi potok) , więc wracamy do Kuźnic.

dav

dav

sdr

Trasa w deszczu mamy nowe foliowe uniformy żeby uchronić się przed deszczem, plan na przyszły rok kupić kurtki techniczne bo membrana 10000 nie daję rady. Ja mam kurtkę Milo ale już ma z 14 lat ale niewiele noszona …Ale widać wiek jej nie służy bo już nie dawała rady przy ulewach.

W następny dzień sobota pogoda jest dla nas łaskawa wreszcie wychodzi więc ambitny plan wstajemy wcześnie rano i jedziemy do Kuźnic, w tempie błyskawicznym w trochę ponad godzinę jesteśmy w schronisku Murowaniec w hali Gąsienicowej, chwila odpoczynku i idziemy do Czarnego Stawu Gąsienicowego , szlak trochę zalany ale udaje się przejść po kamieniach, wokół czarnego stawu też ścieżka pod wodą chwilami idziemy trzymając się kosodrzewiny. I potem już kamieniami do góry początek taki sami jakbyśmy szli na Zawrat ale w pewnym momencie odbijamy zielonym szlakiem na Zadni Granat. Kamienie pną się w górę, krok za krokiem, pot się leje , ale udaje się wdrapać na szczyt i jesteśmy na Orlej Perci. Kiedyś już tu byliśmy ale minęło kilkanaście lat. Uczucie wspaniałe, widoki zapierają dech w piersiach. Idziemy czerwonym szlakiem w kierunku Krzyżnych, mijamy wszystkie Granaty i Buczynowe Turnie, momentami jestem przerażona, nie mam pojęcia gdzie nogi położyć, ręce bolą od łańcuchów, ale cieszę się że jednak mam kondycję bo inaczej nie wyobrażam sobie tej trasy, wymagająca i mega męcząca, ale dla tych widoków, adrenaliny naprawdę warto. Spotykamy tylko kilka osób i o dziwo niektórzy idą całkiem sami w pojedynkę, prawie biegiem mija nas gościu z plecaczkiem o posturze biegacza, poza tym dziewczyna samotnie idąca, i jeszcze starszy pan żartujący że powiedział żonie że wróci do domu jak tylko przepłynie Czarny Staw bo szlaki zalało. Wszyscy widać że kochają góry. I ja też. Dla tych widoków i przeżycia naprawdę warto choć momentami wrzeszczę do mojego Piotra z wściekłością że nie czeka na mnie, że mi nie pomaga, choć nie mam żadnych podstaw i to bardziej z przerażenia. Finalnie po 11 godzinach od wyjścia z Kuźnic jesteśmy spowrotem na dole , nogi mam jak z waty ale mega się cieszę. Po drodze z Krzyżnych jeszcze spotykamy kozice górskie i myję się w strumyku bo już nie mogę wytrzymać swojego zapachu i przepoconych ciuchów.

sdr

davdav

dav

Staw Czarny Gąsienicowy zachwyca nie wiadomo gdzie niebo gdzie woda, gdzie góry 🙂

sdr

Atakujemy Granaty.

dav

dav

 

dav

Ze szczytu Granatu Zadniego

sdr

dav

dav

dav37582418_2231225116893408_7799189653487091712_n37584462_2231225183560068_4955050971362230272_n37585932_2231225360226717_8234599303218200576_n

sdrdav

Przyłapana na łańcuchach w drodze z Granatów na Krzyżne, było czasami naprawdę ciężko 🙂

dav

Ale dla takich widoków warto się zmęczyć

 

37663852_2231225536893366_6582316747267768320_n37681668_2231225416893378_5091820433922064384_ndav

 

davdav

W drodze z Krzyżnych  kaczuszki

 

Po tych 5 dniach chodzenia okazuje się na moim zegarku że mamy zrobione 147 km. szok! Ale też duma. No i najważniejsze że nic nam się nie stało:-)

I o dziwo okazało się potrafimy się nie kłócić z mężem i może być naprawdę miło. trochę poczułam się jakbym cofnęła się wiele lat wstecz gdy pierwszy raz pojechaliśmy w góry razem, było naprawdę inaczej..niż zwykle na codzień w domu gdzie wiele spraw mnie wkurza, denerwuję i jakoś tak codzienność powoduję że nie zauważam czasami w tym moim mężu faceta w którym kiedyś się zakochałam. A ten wyjazd jednak pokazał że może być tak jak kiedyś. Więc koniecznie musimy to co jakiś czas powtarzać 🙂 A góry kocham już marzę żeby tam znów wrócić.

 

 

 

 

 

Coś dla każdej mamy i nie tylko

Każda z nas doskonale wie, że często ilość obowiązków dnia codziennego przytłacza, od rana pędzimy w dzikim pędzie, żeby zdążyć do szkoły, pracy, zapamiętać o drugim śniadaniu dla dzieci, nie zapomnieć stroju na wf, teczki z ważnymi sprawami do pracy, mailach służbowych, zakupach, podlaniu kwiatów, praniu,prasowaniu, itp itd można by długo wymieniać.
Czasami doba się wydaje za krótka, ale powiem Wam szczerze że im więcej się ma na głowie tym lepiej ta organizacja wychodzi. I nic tak nie poprawia organizacji i spokoju ducha w ciągu całego tygodnia jak parę spraw które robimy tylko dla siebie…

Choć od jakiegoś czasu pozmieniało się, nie muszę wstawać rano,  budzik nie dzwoni, na uczelnię nie trzeba pędzić, jeszcze tylko parę dni będę musiała podjechać do pracy i wakacje. Po okresie gdy chodziłam 7 dni do pracy coś fantastycznego, jest czas posprzątać kąty zapomniane, przejrzeć rzeczy w szafach, poukładać słoiczki z przyprawami na półeczkach, poprzeglądać książki z przepisami, upiec pyszne ciasto w malinami, zrobić własnej roboty lody truskawkowe. W planach jeszcze wyprawa na rynek po truskawki które się kończą żeby dżemy zdążyć zrobić i pomrozić trochę bo własnej roboty sorbet to niebo..

Jest też czas odwiedzić z dziećmi Ikeę, spotkać się z przyjaciółką,  pojechać na wycieczkę rowerową, odwiedzić zapomnianą bibliotekę ( przy okazji zapłacić karę bo wcześniej ciągle w biegu było nie po drodze), jest czas usiąść pomalować i uszyć torby, wyciągnąć wreszcie rzeczy letnie z szafy i schować walizkę która zagracała sypialnię 🙂

Jest czas pobiegać po polu i rozpisać treningi biegowe, jest czas iść na crossfit, trening z trenerem..jest czas nawet w ciągu dnia zaliczyć drzemkę, popodlewać kwiaty zanim zaschną, jest czas liść po listku umyć ulubiony kwiat, poobrywać suche liście, jest czas poprzeglądać szufladę z papierami i wyrzucić to co niepotrzebne

Jest czas na kąpiel w wannie gdzie magiczna woda , ale wcześniej nie było czasu poleżeć, a u nas w kranie miękka woda… Niby takie nic, ale uwielbiam się w niej kąpać, jest jak deszczówka za dziecięcych lat, włosy są inne bardziej miękkie i lepiej się układają. I teraz na to wszystko mam czas…Coś wspaniałego, jak niewiele nam starcza do szczęścia. A mamy ją dzięki —– KLIK

Bo tak niewiele nam potrzeba do SZCZĘŚCIA

Wystarczy prysznic i miękko otulająca nas woda, świeżo nakryty obrusem stół, pachnące kwiaty, własnej roboty ciasto, nowa gazeta z przepisami, książka przy łóżku którą jest czas kiedy czytać bez zasypiania na 1 stronie, wspólna gra w planszówkę z dziećmi, wspólny spacer trzymając się za ręce, drobny gest i pogłaskanie wtedy kiedy tego potrzebujemy, wspólny rysunek przy stole z dziećmi,  i wiele innych drobnych spraw których często w biegu pędzie po prostu nie zauważamy…, A szkoda. Bo czas szybko leci

I może za jakiś czas już nie będziemy mieli z kim wspólnie spędzić czasu, dzieci dorosną pójdą w świat, a bliska osoba oddali się już tak, że nie będzie o czym rozmawiać

A miło jest  zacząć dzień od buziaka i przytulasa..od miłego słowa, od wspólnego śniadania.. Ostatnio staram się z dziećmi chociaż wdrażać to w życie, bo mąż wcześnie wstaje i do pracy leci.

Poza tym dla zdrowia fizycznego i psychicznego w naszej rodzince ostatnio bardzo ważny też stał się sport , ale o tym napiszemy Wam więcej w kolejnym poście…

A dziś pamiętajcie zróbcie sobie przyjemność,  nawet jeżeli budzik rano budzi i do pracy musicie gnać pamiętajcie o czymś miłym dla siebie i bliskich, dzięki temu dzień na pewno będzie lepszy.  I wprowadźcie te drobne gesty, dary w codzienny rytuał , dzięki temu będzie łatwiej pokonywać problemy w pracy, wyzwania dnia codziennego, bunty 2, 3 i 15 latków,  fochy męża lub żony i wiele wiele innych spraw.

Ściskamy Was ❤

IMG_0666_SMALLIMG_0669_SMALLIMG_0833_SMALLIMG_0834_SMALLfcvebfcvebIMG_20180704_194715_723IMG-20180704-WA0000IMG_20180704_194311_613IMG_20180702_201717_798IMG_20180704_125158_908

fcveb

fcvebIMG_0836_SMALL

Co można zobaczyć w Bari _Włochy

 

Dawno nic się na blogu nie działo, ostatnio mam tyle spraw na głowie, że czasu brak.
Ale obiecałam już jakiś czas temu że się z Wam podzielę zdjęciami i sugestiami co można zobaczyć w Bari i okolicach w tzw rejonie Apulia.
Bari to miejscowość leżąca nad Adriatykiem, stolica prowincji Bari i regionu Apulia. Mamy tam duży port, lotnisko, dworzec kolejowy, ale także uniwersytety , Politechnikę (we Włoszech są w sumie 3), stare miasto, teatry…
Miasto posiada uliczki które zachwycają ale i wprowadzają w całkiem inny świat dla nas odmienny, bo nagle spacerując starym miastem znajdujemy się w wąskich uliczkach, gdzie w jednej części na murze mamy małą kapliczkę, za chwilę prawie możemy zajrzeć do kuchni włoskiej rodziny gdzie kobiety wyrabiają ciasto i wyrabiają tradycyjne taralli (małe okrągłe kruche słone krążki, idealna przekąska do piwa i nie tylko).
Region nie należy do zbyt bogatych ale jest bardzo piękny, w stosunkowo bliskiej odległości są takie miejsca jak Alberobello,Polignano a Mare, Trani, Grotte di Castellana i wiele wiele innych.
Nam udało się dzięki pomocy znajomych odwiedzić Alberobello – piękne miejsce uznawane za jedno z najbardziej oryginalnych i rozpoznawalnych miasteczek Apulii, które jest wpisane na listę UNESCO. charakterystyczne domki trulli wymalowane na biało, na pewno wyglądają malowniczo na zdjęciach, po uliczkach można pospacerować,kupić pamiątki, wejść do środka domków, a dla tych którzy mają więcej czasu i chcą przeżyć coś innego jest też możliwość nocowania w jednym z domków trulli.

IMG_0782_SMALLIMG_0788_SMALLIMG_0805_SMALLIMG_0789_SMALLIMG_0790_SMALLIMG_0794_SMALLIMG_0798_SMALLIMG_0802_SMALLIMG_0811_SMALL

IMG_0780_SMALL

Innym miejscem które udało nam się odwiedzić to Trani, miejscowość położona na północ od Bari nad morzem z piękną romańską katedrę. Miasteczko małe, spokojne i klimatyczne z pięknym parkiem

IMG_0760_SMALLIMG_0762_SMALLIMG_0765_SMALLIMG_0770_SMALLIMG_0774_SMALLIMG_0778_SMALLIMG_0771_SMALL

Kolejne piękne miejsce w okolicy to Polignano a Mare, Niestety nie miałyśmy możliwości wykąpania się w zatoce znanej ze wszystkich pocztówek i zdjęć z tego regionu, ale pospacerowałyśmy , zjadłyśmy pyszny lunch i zrobiłyśmy piękne zdjęcia 🙂

IMG_0814_SMALLIMG_0816_SMALLIMG_0818_SMALL

IMG_0826_SMALL

A jeśli chodzi o Bari to pochodziłyśmy dużo po krętych i wąskich uliczkach, przetestowałyśmy pyszną pizzę La Pazzeria Dregher miejscu zakręconym prowadzonym przez braci, jednego śpiewaka który wieczorami oprócz wspaniałej pizzy serwował gościom repertuar swoich piosenek. Miejsce nas urzekło bo było mega fajne, klimatyczne, rodzinne, no i pizza przepyszna. Wracałyśmy tam parę razy. No i pizza tylko 4-6 euro.

pazzeria-2_dopostupazzeria-dregher

 

Poniżej różne zdjęcia z Bari 🙂

Jeśli szukacie inspiracji co zwiedzić polecam strony KLIK i KLIK

Nam pomogły, poza tym chodziłyśmy z mapą i metodą check zwiedzałyśmy:-)

IMG_0685_SMALLIMG_0688_SMALLIMG_0690_SMALLIMG_0697_SMALLIMG_0699_SMALLIMG_0704_SMALLIMG_0707_wersjaa_smallIMG_0711_SMALLIMG_0717_SMALLIMG_0721_SMALLIMG_0723_smallIMG_0725_smallIMG_0730_SMALLIMG_0735_SMALLIMG_0744_SMALLIMG_0745_SMALL

dav

mde

bty

fcveb

bty

dav

mde

sdr

Oprócz odpoczynku też trochę pracowałyśmy i prowadziłyśmy na Politechnice warsztaty dla studentów podczas których uczyli się w praktyce robiąc samolotyz papieru na czym polega produkcja push/pull/kanban. I finalnie mieli grę marshmallow i budowali budowle z makaronu:-)

btybdrdavdav

33873809_2153255184690402_9040867713827733504_n

a i załapałyśmy na bieg Race for the cure. Bieg charytatywny, dystans tylko 5 km ale było ekstra, atmosfera i w ogóle to że biegłyśmy we Włoszech mega przeżycie:-)

btyfcvebbty

CIEKAWOSTKI :

MINUS- W Bari nie doświadczycie na ulicach uprzejmości kierowców,  grzeczność puszczania pieszych na pasach nie istnieje, kierowcy jadą jak szaleni, co chwilę trąbią i pieszemu prawie przejadą po nogach i jadą dalej, czasami nawet na czerwonym

PLUS- jest to miejsce gdzie można tanio i dobrze zjeść w różnych miejscach, najlepiej spytać oczywiście o poradę miejscowych bo tripadvisor czy google maps czasami sugerują miejsca które niekoniecznie są tanie, raz trafiłyśmy do knajpki gdzie pani nas zagadała i same nie wiedziałyśmy co dostaniemy, przyszły półmiski z mozarrellą, pomidorami suszonymi, focaccia, inny rodzaj sera, potem z kolei ciepłe zapiekane warzywa różne, pure z ziemniaków itp. I cena wyszła 40 euro więc za tą ceną mogłybyśmy w dwa dni się najeść. Ale jest mnóstwo miejsc innych gdzie można zjeść pyszną pizzę, sałatki, oliwki

MINUS – na ulicach jest dość brudno, sprzątanie kup po psach to rzadkość, wyrzucanie śmieci na ulice przeraża, u nas też nie zawsze jest czysto bo jednak wiele osób nie sprząta, ale w Bari było jeszcze gorzej

PLUS- mnóstwo fajnych sklepów, niektóre sieciówki ale też małe lokalne włoskie z rzeczami w swoim innym stylu, i cenowo też bardzo przystępnie

MINUS- dobrze pamiętać że w południe miasto zasypia i w okolicach siesty przez parę godzin sklepy pozamykane, niektóre knajpki też , miasto ogólnie ma wszędzie też korki i duży ruch samochodów

PLUS- jest dużo biegaczy, wspaniała ścieżka biegowa nad brzegiem morza, biegają ludzie w każdym wieku i o każdej porze więc nie ma problemu że  się biega bo dla wszystkich to normalne 🙂

 

To chyba tyle ciekawostek które mi przyszły do głowy.

Teraz już praca i zapomniałam o odpoczynku..Ale już niedługo wakacje ❤

Uściski . Niedługo będzie nas tu więcej obiecuję. Bo mam mnóstwo pomysłów co Wam pokazać tylko czasu brak.

 

 

 

 

 

 

Wreszcie wiosna!

Wreszcie przyszła wiosna, dawno nas tutaj na blogu nie było, wiem, ciągle coś i jakoś nie było kiedy posta napisać.

Od kwietnia obiecuję poprawę będzie nas więcej i częściej. Pokażę Wam nasze zmiany w domu,inspiracje książkowe i kulinarne itp itd.

Co u nas, dzieci rosną mają już półmetek roku szkolnego za sobą, chłopiec z niecierpliwością czeka na wycieczkę do Torunia, na którą jadą z klasą w przyszłym tygodniu gdzie czeka ich jeden nocleg w forcie. Zapowiada się niezła przygoda. Z kolei dziewczynka też ma wycieczkę , ale dopiero w maju na jeden dzień też do Torunia.Od kilku dni wreszcie odeszły mrozy i zimowe pogody i mamy piękną słoneczną pogodę, na razie przez pracę nie miałam czasu odgruzować balkonu, ale zbieram się i może do końca tygodnia się uda…u Was pewnie już piękne kwiatki zasadzone:-)

W wolnych chwilach poza pracą ostatnio wkręciłam się z crossfit skończyłam cykl tzw on ramp, podczas którego parę razy ducha wyzionęłam, ale mega pozytywnie się potem czułam.  I teraz jeśli mogę staram się 2-3 razy w tygodniu być na treningach chociaż wczoraj miałam przerwę bo w sobotę okazało się, że można zamknąć bagażnik na swoim nosie i mam plastroszwy i dochodzę do siebie..masakra nie wiem jak ja to zrobiłam. Wyglądam jak po niezłej walce bokserskiej i pod okiem jeszcze wykwitł cudny fiolet.

Dlatego też mam przerwę w basenie aż się nos nie wyleczy. Bo oprócz crossfitu jestem 3 razy w tygodniu na basenie i doskonale mojego kraula.

Ponieważ dawno nas nie było zdjęcia z naszych ferii w górach kilka wklejam, byliśmy w Zieleńcu i całe dnie spędzaliśmy na stokach bo pogoda była mega fajna, jedyny minus to ilość ludzi na stokach i kolejki przy wyciągach. ale odpoczęliśmy i naładowaliśmy akumulatory.

fcvebdav

dav

dav

davdav

dav

dav

sdr

Ogólnie tęsknimy już za wakacjami, codzienne budziki, wszystkie weekendy w pracy męczą mnie już. Marzy mi się lenistwo i laba, ale jeszcze trochę. W perspektywie weekend majowy i trochę odpoczynku.

Aktualnie jesteśmy na etapie poszukiwań butów ,na zalando się trochę obraziłam bo nie wiem dlaczego ale buty od nich szybko się niszczą, cenowo też nie mają fajnych promocji. Odkryłam ostatnio stronę  https://1but.pl/  i będziemy od nich zamawiać buty wiosenne. Na razie wybieram jakie..np dla chłopca waham się Adidasami,New balance i Nike, musimy z chłopcem usiąść i wybrać:-). Będziemy testować i damy znać:-)

Ponieważ wiosna przyszła pora odświeżyć szafy, w planach przegląd wszystkich ciuchów, żeby zobaczyć co wydać komuś kto potrzebuje, co jeszcze nosić i wreszcie może znajdę czas żeby uszyć spódnice których wzór dawno temu zapisałam..Inspiracji szyciowych mam jeszcze kilka innych poniżej zdjęcia .

newnew2new3

new4new5new6

A poniżej jeszcze trochę naszych kadrów i ściskamy Was ciepło i wiosennie:-)

IMG_0362_SMALLmdedavdavfcvebfcvebsdrdavdavsdr

Są takie dni

Są takie dni, że od samego rana obojętnie co, mała pierda nas wkurza. Wstajemy rano i okazuje się , że złośliwy los zamknął nam drzwi, które zwykle otwarte i z impetem nabijamy sobie guza idąc do łazienki, potem kąpiel niby prosta i nieskomplikowana czynność, ale mydło może się skończyć, szampon nalecieć do oczu, lub nagle okazuje się że zapomnieliśmy domknąć kabinę lub co gorsze nie możemy jej zamknąć bo mąż od roku naprawia i pół łazienki zalane. No ale dobra wycieramy, ubieramy się,  majtki jakieś dziwne po ciemku wybrane te co już 10 lat w szufladzie leżą i cisną tu i tam, ale czasu nie ma do pracy trzeba się szykować, śniadanie dzieciom uszykować więc idziemy już w tych cisnących (ale nie polecam bo cały dzień o sobie przypominają..)

Potem szykujemy śniadanie dzieciom do szkoły i okazuje się że chleba prawie nie ma bo mąż w wilczym głodzie nocnym skonsumował prawie cały. No ale jest jakieś chrupkie pieczywo, banany, aktimele jakoś daje się powkładać coś do śniadaniówek dzieci. Kawa jest o pyszna i nawet mleko sojowe więc nie jest tak źle, jakiś pozytywny akcent też się zdarza.

Potem budzimy dzieci, oczywiście wyzwanie niezłe, bo tak jak w weekend wstają czasami przed 7 i czytają, bawią się tak w tygodniu godzina taka to środek nocy i nie mają siły, nie chce im się, ale zależy od dnia czasami udaje się i szybko ubrane. Choć ubranie się ,zjedzenie śniadania, umycie zębów i wyjście o czasie z domu graniczy z cudem, jeszcze żeby było jedno dziecko może byłoby łatwiej, ale przy dwójce która w międzyczasie jeszcze się kłóci, chlapie wodą, przepycha do ubikacji itp itd..bywa gorzej. Nie wiem jak to ogarniają Ci którzy mają 3, 4,5 dzieci…Podziwiam:-)

Na ulicach też nagle okazuje się , że gdy śnieg pada, deszcz lub czasami nie wiadomo dlaczego nagle korki mega i drogę którą zwykle pokonujemy w 20 minut jedziemy godzinę, oczywiście wtedy wiele planów wali w łeb bo nie zdążymy i cały plan dnia się zmienia..

W pracy też różnie bywa, czasami miło, a czasami ktoś marudzi, studenci wysyłają maile z setkami dziwnych pytań, koniec semestru się zbliża i pojawiają się na zajęciach studenci zaginieni którzy przez cały semestr nie mieli  czasu dojść na zajęcia bo było tyle ciekawszych zajęć ale teraz w niedzielę ostatni zjazd pojawiają się, tak byli umierający, chorzy, dziś nie prezentować projektu nie mogą bo są tak przeziębieni że ledwo oddychają, albo dlatego dopiero się pojawili na zajęciach bo to wina dziekanatu że dopiero ich przepisał na ten kierunek studiów..Niektórzy lepiej żeby nic nie mówili, bo zapach w powietrzu wskazuje na udaną imprezę sobotnią a może nawet już niedzielną…Niektórzy chcąc się przypodobać mówią takie bzdury że nie pozostaje nic innego jak nie komentować i nie patrzeć i odliczać sekundy żeby już dali spokój. Na szczęście to ostatni zjazd i perspektywa wolnych dni.

Więc wracamy do domu a tutaj sodoma, po piątkowych porządkach zero śladu, poza tym ulubione stare krzesło po dziadku z ułamaną nogą (tak tylko przypadkiem to się stało..), na ziemi ilość jedzenia wskazująca że talerze czy inne naczynia to przeżytek, nie wspomnę o stole. naczynia w zlewie kipią bo przecież zmywarka zajęta czystymi więc miejsca nie ma….I tutaj można by wymieniać jeszcze..Ale po co się denerwować

W takiej sytuacji dobrze mieć wino w lodówce i ulubioną książkę. I wziąć kąpiel, nasmarować się ulubionym balsamem, i spakować torbę na trening żeby w poniedziałek poćwiczyć, zaplanować kolejny tydzień co zrobimy dla siebie, jak już musimy to posprzątać i ogarnąć dom, bo przynajmniej ja tak mam, że w porządku dobrze się czuję, a jak wszystko porozwalane to mnie nerwica bierze straszna…No ale jak posprzątamy to ubrać te ulubione dresy, zapalić świeczki jak je lubimy, książkę poczytać czy po prostu usiąść i posta napisać lub pooglądać zdjęcia na instagramie i poczytać co na naszych ulubionych blogach słychać, no albo też przytulić się do tej drugiej połówki , jeśli byliśmy wredni wyjątkowo to przeprosić że to przez to że wiele spraw do d.. dziś było..

Ale co tam nie zawsze tak jest, czasami wszystko się układa lepiej. Może trzeba się pozytywniej nastawić , nie wiem 🙂

I taki post na dziś..Tak sobie popisałam. Uściski dla Was 🙂

IMG_0360_smallIMG_0598_smallIMG_0601_smallIMG_0602_small

IMG_0604_smallIMG_0607_small

IMG_0610_smallIMG_0612_small

Święta , święta i po świętach i nowy rok..jaki będzie zobaczymy..

Święta minęły, pewnie gdyby nie moje dzieci wielu rzeczy nie chciałoby mi się tak zorganizować, zaplanować, domu ustroić, prezentów pakować, ale dzięki tym małym (choć w sumie już nie takim małym) dzieciom moim kochanym  nockę zawaliłam żeby prezenty im zapakować, już w październiku prezentów szukałam, starałam się tym razem wspólnie z nimi uczestniczyć w tworzeniu listów do Mikołaja żeby wiedzieć o czym marzą, na szczęście mam kochane dzieci i mój budżet był wstanie sprostać ich marzeniom, chłopiec chciał książki, książki i kulki magnetyczne , dziewczynka też książkę, zestaw do rysowania spiral, papugę (ale zamieniliśmy ją na lalkę nauczycielkę Natalię która mówi i śpiewa po polsku i angielsku) i szachy i warcaby.

Oprócz tego pod choinką też czekały na nich gry w domu i u dziadków – Mastermind and Who I am.

Obie super i w święta graliśmy zaśmiewając się zwłaszcza przy Zgadnij kim jestem, w którą grały dzieci, ja i nawet dziadek. Było prześmiesznie:-)

Szkoda że pogody zabrakło zimowej, świątecznej, a zamiast tego za oknem deszcz i plucha, ale jeden dzień się udało, że pogoda była fajna i pojechaliśmy do miasta oglądać żłobek w kościele Franciszkanów, przejść się po Starym rynku i wypić kawę w McDonaldzie bo wszystko ze względu na święta było pozamykane.

Na stole gościło u nas wiele potraw, z moich dziecięcych lat były niektóre inne np karp po żydowsku w szarym sosie, w tym roku za to była ryba zapiekana w czosnku i maśle, ryba po grecku, kapusta (bigos świąteczny) w wersji vege wg przepisu Vegenerata Biegowego – pyszna ! przepis TUTAJ

Były też śledzie po chłopsku, i wersja z czarnuszką, i zapiekane w occie..i ryba dorsz pieczona, i karp (chociaż to tylko teściowa lubi jeść bo nikt inny nie lubi takiej). I zupa barszcz robiony na własnym zakwasie z uszkami.

Z ciast mieliśmy sernik tradycyjny bez żadnych dodatków tylko ser , jajka itp. W stylu jak TUTAJ Było też ciasto marchewkowe z orzechami, cynamonem – też pyszne 🙂 No i oczywiście wspólnie pieczone z dziećmi i dekorowane na bazie roślinnych barwników (można kupić tutaj w przyprawa.pl polecamy!)

Trochę przez to, że nie były to w pełni święta rodzinne (całej rodziny) z różnych powodów , nastrój miałam taki sobie, ale dzięki dzieciom wyszło naprawdę świątecznie i magicznie, bo jednak patrzenie na święta przez pryzmat oczu dzieci wszystko zmienia, ich emocje, radość, szczęście całym sobą, są nie do podrobienia, my dorośli już tak nie umiemy, a szkoda…

Poniżej trochę naszych kadrów 🙂 ❤

Na wielu zdjęciach chłopca brak bo pozowanie to obciach 😉

IMG_0445_dopostu_SMALLIMG_0447_do postu_SMALLIMG_0448_do postu_SMALLIMG_0449_do postu_smallIMG_0455_do postu_smallIMG_0457_do postu_smallIMG_0458_smallIMG_0459_do postu_smallIMG_0461_SMALLIMG_0462_do postu_smallIMG_0463_smallIMG_0464_do postu_smallIMG_0467_do postu_smallIMG_0468_do postu_small

IMG_0477_SMALL

IMG_0489_do postu_smallIMG_0494_do postu_smallIMG_0496_do postu_smallIMG_0499_do postu_smallIMG_0507_do postu_smallIMG_0525_do postu_smallIMG_0547_do postu_smallIMG_0550_do postu_smallIMG_0564_do postu_smallIMG_0567_do postu_smallIMG_0578_do postu_smallIMG_1045_SMALL

A co na zdjęciach moja i Tosi cudna sukienka zielona od miszkomaszko dostępne wkrótce:-)

co jeszcze fajna mega big torba od ushmama ale następną chyba uszyję sama bo ich ceny ufff

wianek ten i inne od róbotka ręczna i wspaniała Paulina która tworzy cuda 🙂 Można ją znaleźć na Instagramie – KLIK

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla Was, pamiętajcie że pomimo codziennego biegu trzeba myśleć też o sobie, może to trochę egoistyczne , ale dla zdrowia psychicznego własnego, rodziny, dzieci, otoczenia , naprawdę warto

Ja zaczęłam detoks noworoczny:-) dieta itp. Poza tym wracam do treningów, basen jest ciągle (na szczęście) , no i treningi z trenerem od piątku znów 🙂 Uściski miło że niektórzy tu wpadają. Jeszcze milej jak zostawicie po sobie znak i będę wiedziała że nas czytacie

Co wkrótce…

Co czytamy.zarówno matka jak i dzieci

jak mieć magiczną wodę w domu

jak oznaczyć dzieciom różne ich rzeczy

jak uszyć spodnie dresowe ze ściągaczami:-)

 

 

 

 

 

 

 

Kiermaszowo, grudniowo, świątecznie

Grudzień upływał nam pod hasłem kiermaszowym świątecznych u dzieci, dużo się działo, kilka nocek zarwanych żeby uszyć trochę obiecanych rzeczy na stoiska, powstały kosmetyczki/piórniki w wersji zwykłej i pikowanej, torby malowane, poduchy liski, kotki itp…

Poza tym w biegu pędzie, uczelnia zajęcia, dzieci, szkoła, jasełka, zebrania Rady Rodziców.. Udało się też chodzić na basen  i na treningi bo trzeba mieć coś dla siebie…żeby nie oszaleć i odreagować stresy no i trzymać formę.

Mało nas tu ostatnio wiem..mam nadzieję że to się zmieni i pokażemy Wam nasze pomysły handmade, kulinarne, domowe itp itd. Póki co tak ciągle w biegu że na wszystko czasu brak.

Ale wklejamy zdjęcia kiermaszowe, szyciowe, domowe, świąteczne

No i nasz kalendarz adwentowy, pełen słodyczy,ale też niespodzianek, ołówków,kredek, klejów, naklejek, ozdób świątecznych i kartek z zadaniami:-)

IMG_0292_small

IMG_0283_SMALL

IMG_0366_do fb_smallIMG_0369_do fb_small

IMG_0386_smallIMG_0385_smallIMG_0384_small

 

 

 

IMG_0418_smallIMG_0411_smallIMG_0410_smallIMG_0406_smallIMG_0423_smallIMG_0357_smallIMG_0354_smallIMG_0335_smallIMG_0336_smallIMG_0337_smallIMG_0338_smallIMG_0344_smallIMG_0342_smallIMG_0324_small

IMG_0349_smallIMG_0346_smallIMG_0342_small

IMG_0330_small

IMG_0400_small

 

IMG_0318_small

IMG_0436_smallIMG_0437_smallIMG_0441_smallIMG_0443_smallIMG_0444_smallIMG_0446_smallIMG_0448

Mam nadzieję że jeszcze zaglądacie do nas czasami,  życzymy Wam na święta rodzinnych świąt, z dala od codziennych problemów, biegu, pędu

U nas niestety rodzina będzie podzielona, siostra w Norwegii, rodzice sami bo tak zdecydowali,, ja z moimi dziećmi , teściową i siostrą męża,babcia (albo i prababcia) z siostrą mojego taty w Toruniu. A pamiętam takie święta, Tosia miała 2 latka i byliśmy wszyscy razem było magicznie, potem niestety dziadek umarł i wszystko się posypało..Teraz jedynie mogę starać się stwarzać jak najlepszą atmosferę dla moich dzieci..Ale smutno że minęły czasy dawnych świąt , wspólnych, gwarnych, że już niektórych osób nie ma..

Wesołych świąt , spokojnych, rodzinnych! ❤

 

Już niedługo grudzień _trochę inspiracji

Już niedługo grudzień, u nas będzie kalendarz adwentowy,  jaki pokażemy w grudniu 🙂

Przeglądając różne strony , pinterest i nie tylko zebrałam dla Was garść inspiracji świątecznych, dekoracyjnych, adwentowych..

Ja lubię prosto, naturalnie, w stylu niewymagającym mnóstwa ozdób.Zresztą sami zobaczcie może coś się Wam spodoba i dalej zainspiruje …

1aa4cc6e2c232b4858f212f80009244737c52ee5bdf65d7c3f38341dd19b4516d9eb19cf094983fb300f50c26a586214d66a92b5a4e259dcf271414d1ee2069ed9a1b2e7d797c8b9966cfef2bd88106c37e861d96e3f43411845f3d6341d5f4f253aab5306eeaa73b10c3594bf1eee6a

54c0515c1cbbe546e4f2ef116b92b36ff202dfa007868593bcbbbae1c8f0a61ff72cda845b4ff6b9d8d09858da8ca92dcae6f1a518aefe57afa515fd562814c0

c54d22416a34554705d7701341f201e4b756a20dfdf5a1eebd797edf6650f0e10004559d4d344124deea8f3afcae775c3493d2d6f70175197e98a9448309b9ac719f446c951a60605c3e98f375373e9e32fbd1dd48e81bc28412a37357b6ccb79aa98ed6522200a6a1fa987bb915efb66d98535222723162e0a383fe9cc69802aa06cb43a004bec840bd3c1a5ff4bc52

c385e0adb697cb0ced2bff566e2c1f3c

554418d4601c9efe0568d3d01530ce8b

372103b8ab31d9429f2dd5b9101f3be6

85054337c88a4c3c42b894ad4dbce8e2--christmas-room-christmas-living-roomsdiy-minimal-christmas-tree-alternative-151116-300-03a-800x533twocraziesoneblog-december-2014-hang-the-green-in-middle-and-add-some-small-christmas-decorations-thats-that-enjoy-your-home-made-wall-decoration_christmas-decorations-on-a-wall_apartmen

27-wonderful-paper-and-cardboard-christmas-decorations

Część inspiracji handmade, więc do dzieła, działajcie 🙂

Ściskamy!

 

 

Nasz październik , listopad

Wiele u nas spraw ostatnio i jakoś blog poszedł w odstawkę, czasu brak, ale też jakoś dawnej werwy i weny ..mam nadzieję że wróci niedługo
Nasz październik i listopad dużo wrażeń, wiele się działo.
Było trochę zawodów i biegania, Bieg Piotra i Pawła w Poznaniu na którym spotkałam się z facebookowymi znajomymi biegowymi. i półmaraton w Wągrowcu przebiegnięty wspólnie z mężem, który mi tylko pokazał że moja forma jest jeszcze daleka od ideału, jedyne co optymistyczne to czas prawie identyczny jak w Poznaniu na półmaratonie kiedy znacznie więcej biegałam , trenowałam. Więc forma nie jest gorsza, ale mogłaby być znacznie lepsza.
Z biegowym spraw też biegłam bieg niepodległości w Luboniu ciężka trasa z górkami i jeszcze pogoda wietrzna, zimna, deszczowa, ale udało się wybiegać czas 55 minut i 58 sekund. A następnego dnia niespodzianka 5 km na jesiennym biegu po lasku marcelińskim i z czasem 25 minut i 50 sekund 3 miejsce w kategorii wiekowej 🙂

To tyle z biegania, teraz plan dalej walczyć, trenować i mieć progress. w przyszłym roku na wiosnę główny cel to półmaraton Poznań.Co jeszcze to czas pokaże.

poznan_pp_przed_startem_start_2017_221

poznan_pp_meta_2017_629poznan_pp_przed_startem_start_2017_238poznan_pp_meta_2017_63159ec820dbb5b9_o,size,933x0,q,70,h,c6609c22688560_1541692642567154_1643814112595131452_n

Mieliśmy oprócz tego imprezę urodzinową chłopca, duże balony jako 10tka.Urodziny były w domu, była prawie cała klasa, były podchody, dużo jedzenia głównie własnej roboty i mam nadzieję wspaniała zabawa

Jak ten czas leci mój mały chłopiec ma już 10 lat. Rośnie, rozwija się, czasami ciągle chce się przytulić i spać nie pójdzie jak się nie wyściskamy, ale też sam robi wiele rzeczy i wtedy mama mu już nie jest potrzebna, ostatnio uwielbia czytać, a tak się bałam bo dość późno zaczął czytać, a teraz czyta czyta i czasami spać nie można go wygnać.
Ma czasami swoje foszki mniejsze większe, ale ogólnie jestem z niego bardzo dumna, że taki fajny mi syn rośnie 🙂

IMG_0007_do postu_SMALL

IMG_0008_do postu_smallIMG_0012_do postu_smallIMG_0015_do postu_smallIMG_0020_do postu_smallIMG_0024_do postu_smallIMG_0025_do postu_smallIMG_0027_do postu_smallIMG_0029_do postu_smallIMG_0032_do postu_smallIMG_0037_do postu_small

Dziś razem z dziewczynką mieli zawody pływackie, nie byli najlepsi , ale w moich oczach byli super, pięknie pływali i dumna z nich byłam mega jak dają z siebie wszystko.

IMG_0192_smallIMG_0197_small

W październiku też dziewczynka miała pasowanie na pierwszoklasistę. No i skończyła 7 lat 🙂

Szkoła póki co bardzo jej się podoba, z wielką starannością piszę literki, odrabia zadania domowe i cieszy się że poznaje nowe rzeczy. Zobaczymy jak będzie dalej 🙂

IMG_9980_smallIMG_9984_smallIMG_9986_smallIMG_9990_small

Teraz listopad, zbliżają się święta. U nas w domu powoli pojawiają się dodatki trochę bardziej świąteczne, w planach też kalendarz adwentowy oczywiście własnej roboty z zadaniami itp. ale to Wam pokażemy niedługo 🙂

trochę kadrów domowych poniżej (na zdjęciu też spódniczka dziewczynki którą niedawno uszyłam)

IMG_0178_smallIMG_0179_smallIMG_0180_smallIMG_0181_smallIMG_0182_smallIMG_0044_do fbIMG_0183_smallIMG_0184_small

23316325_1925972470752009_3324806577432160008_n

Uściski i mam nadzieję że jeszcze wpadacie czasami tutaj do nas

 

 

 

Marzenia są różne..

Marzenia są różne , są małe i duże, z czasem zmieniają się lub ciągle pozostają takie same.

Gdybym miała zrobić na pewno zebrałoby się kilka punktów, chciałabym mieć swój dom z ogródkiem, choć nie mam co narzekać bo mam mieszkanie dość dużo miejsca i balkon, więc zawsze coś…więc może niekoniecznie to takie marzenie które koniecznie trzeba spełnić. Ale jednak…Ostatnio oglądałam bardzo fajne mieszkania i  szeregowce , mające coś w sobie, trochę drewna, fajnego dizajny, podobały mi się. Jak chcecie zobaczcie może też Was urzekną  apartgd.pl

Choć chyba najbardziej marzyłby mi się dom, nawet jakiś starszy, na uboczu, wyremontowany,z  duszą, wielką jabłonią, i trawnikiem z ławeczką, hamakiem, trochę jak za dziecinnych lat, gdzieś na wsi.

Niektórym marzy się idealna sylwetka, biegają, ćwiczą, wszystko dobrze jeśli nie tracą pewnej kontroli nad sobą i cel nie przyćmiewa wszystkiego.

Był okres że dużo biegałam, ćwiczyłam ostatnio mniej, bo dziewczynka poszła do szkoły, bo jakoś inne obowiązki i trudno mi się zebrać. Ale wróciłam na basen i kupiłam karnet, w tym czasie co dzieci w sekcji pływackiej ja też sobie popływam. Zawsze jakiś ruch..i mam zamiar więcej biegać jednak bo w planach 8 października bieg na 10 km Piotra i Pawła i 22 października półmaraton w Wągrowcu, na razie kiepsko to widzę z moją kondycją ale zobaczymy.

Rok temu miałam wspaniałą motywację zobaczcie 🙂 więc w tym roku szkoda byłoby nie biec

14720474_1488328137849780_6585164380728360729_n

Chciałabym żeby moje dzieci wyrosły na naprawdę fajnych ludzi, na osoby którym nie zawróci w głowach pęd za niewiadomo czym, jakimś bogactwem, karierą… bo przecież nie tylko to się liczy, bo jeśli już będę miała więcej lat to chciałabym żeby znaleźli chwilę żeby zadzwonić, przyjechać na ciepły placek z kruszonką, który dla nich upiekę, czy po prostu tak o, żeby opowiedzieć o swoich problemach sercowych, albo zdanym egzaminie, albo żeby się poradzić jaką kanapę wybrać do salonu..czasami banalnych sprawach, czasami bardzo ważnych..Żeby też wiedzieli że najważniejsze to przytulać bliskie osoby i być z nimi gdy tego potrzebują.

Chciałabym żebym też ja miała dla nich cierpliwość zwłaszcza teraz gdy rosną, mają różne potrzeby , niekoniecznie na wszystkie się zgadzam, gdy musimy jakoś znaleźć kompromis i nie zawsze nam wychodzi.

Chciałabym być zdrowa, niedługo wreszcie jadę na badania i mam nadzieję że choroba którą miałam, przez którą przez rok brałam zastrzyki i miałam trochę wykreślone z życiorysu to przeszłość.

Chciałabym żebyśmy mieli takie szczęście w domu, bo ostatnio różnie z tym bywało, żeby była szczerość, a nie kłamstwa. Żeby było jak najmniej łez, a dużo czułości, ciepła , miłości..

Pewnie za dużo chcę..Ale przecież zawsze można sobie pomarzyć, co z tego się spełni czas pokażę..najważniejsze to chyba kłaść się spać każdego dnia z myślą że robimy co w naszych siłach żeby część z tych marzeń spełnić, że nie myślimy tylko o sobie ale też innych. Choć czasami dla równowagi w przyrodzie właśnie tylko myślimy o sobie.

Czytałam ostatnio dwie książki Blog Julki Rozumek i Zamiast wychowania -Jesper Juul..

jeśli nie czytaliście polecam naprawdę. Każda z nich ma w sobie coś, nie musicie się z wszystkim zgadzać oczywiście, ale jeśli już czyta się i trochę zapomina o tym co dzieje się wkoło, to książka jest dobra.

A to cytat od Julki..cudowny

„To nie sztuka wybudować nowy dom.
Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
Nie wynosi się na śmietnik snów i wzruszeń.
To nie sztuka wytrenować sobie mózg.
Sztuka sprawić, by rozumiał ludzi,
By pozwolił nam się wsłuchać w deszczu plusk,
By nie budził z marzeń nas jak budzik.

To nie sztuka skonstruować superplan,
Wszystko z góry mieć zaplanowane.
Sztuka z losem grę prowadząc sam na sam,
Nie bać się przegranej i wygranej.

To nie sztuka bijąc głośno w głośny gong,
Nóg tysiące zmusić do tupotu.
Sztuka skomponować tak ulotny song,
Co bezskrzydłym da przyjemność lotu.

To nie sztuka z cudzej studni wodę pić,
Zbierać cudze zasługi i winy.
Sztuka swoim własnym rytmem życie śnić,
Znaleźć źródło w najsuchszej pustyni.”

A poniżej kilka zdjęć..między innymi dziewczynka z kołderką dla lalki którą wspólnie uszyłyśmy

IMG_9837_smallIMG_9833_small

IMG_9832_small

IMG_9955_small

I cudne tulipany i ptaszki które dostałam od Pauliny  z My mimi, są cudne!!

IMG_9956_small