Jak być zdrowym

W żadnym wypadku nie chcę się wymądrzać bo ani nie mam wykształcenia medycznego, ale chce się z Wami podzielić co robimy, robię żeby czuć się lepiej, żeby pomimo upływających lat nie czuć tego, być zdrowym i pełnym energii , widzieć każdego poranka blask w swoich oczach.

Więc po pierwsze SPORT

Jest on w naszym życiu od jakiegoś czasu jego nierozłączną częścią, trochę się zmienia co robimy, ale ciągle jest to coś. Aktualnie bieganie (choć ja ostatnio mniej bo inne treningi zastąpiły bieganie w upały mi się nie chciało). Chodzę na crossfit, gdzie na workoutach umieram, ale uwielbiam to zmęczenie no fakt że całkiem mi idzie na treningach i często idzie mi lepiej niż znacznie młodszym osobom. Ja akurat chodzę do Reebok crossfit bo mam blisko i też moja przyjaciółka mnie namówiła żeby tam chodzić, choć takich miejsc na mapie Poznania jest kilka i wiem że jak jedno znika pojawia się kolejne i coraz większą popularnością się cieszą.

39296925_1771341889581076_2852624575429083136_n

 

Chodzę też na treningi do trenera Mateusza z All for body , czasami sama, czasami wspólnie z dziewczynką i cieszy mnie że widzę postęp u siebie w sile i tym że jestem w stanie robić ćwiczenia z którymi miałam mega problem.

jest też pływanie , był okres że basen 3 razy w tygodniu teraz w wakacje mniej , ale od września znów wracam na treningi.

Jest też rower ale raczej rekreacyjnie z dziećmi, choć marzy mi się w przyszłym roku wreszcie ukończenie triathlonu więc szosowy trzeba będzie sobie sprawić.

Tak naprawdę sport w obojętnie jakiej postaci to zdrowie, energia i mnóstwo pozytywnych spraw związanych z naszym ciałem, umysłem. Nie wyobrażam sobie już żeby tego sportu w moim życiu nie było i ciągle jeszcze chciałabym wyglądać lepiej, mieć więcej sił, mięśni np na brzuchu, ale to powoli , powoli pracuję nad tym.. A jak u Was? Ogólnie wśród moich znajomych coraz więcej osób coś robi, biega , pływa, itp. I to bardzo dobrze.

Po drugie JEDZENIE

Woda , woda , woda pilnuję żeby pić jej minimum 2 litry, zdarza się czasami mniej, najlepiej wyrobić sobie nawyk że nie ruszamy się nigdzie bez butelki wody, a każdy poranek zacząć od szklanki wody z sokiem z cytryny, odrobiną soli (można dzień wcześniej utrzeć imbir i zalać go rano wodą i dodać cytrynę i wypić).- taka mieszanka poprawia przemianę materii, ale też działa uodparniająco

Od czasu do czasu piję też siemie lniane – zalewam wieczorem łyżkę letnią wodą i rano dolewam odrobinę ciepłej i wypijam. Działa osłonowo i też poprawia przemianę materii.

Staram się pilnować żeby jeść zdrowo, czytam to co kupujemy, ostatnio np dowiedziałam się że ważne jest ilość tłuszczów nienasyconych dlatego sprawdzam ich ilość na maśle, używam też olej lniany do sałatek i pijemy czasami olej z czarnuszki dla odporności. Bo dobre tłuszcze nie są złe, pomagają nam chronić się przed chorobami, obniżają poziom złego cholesterolu i zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób serca

Ja od paru lat jestem wegetarianką, moja rodzinka nie, ale staram się im przemycać dużo warzyw i owoców i mięso też w domu nie jest często, a zamiast tego różne kasze, makarony, pierogi itp.  No i również uważnie czytam etykiety, składy tego co kupujemy.

W sezonie takim jak teraz robię sama zaprawy aktualnie na tapecie pomidory, śliwki, jabłka, powstają musy, powidła, przeciery, z jabłek też robię po raz pierwszy za radą koleżanki ocet jabłkowy który podobno mega wpływa na nasz organizm. więcej możecie sobie poczytać tutaj .

Z innych rzeczy piję rano i wieczorem kwas fulwowy, i naprawdę uważam że daje on pozytywne działania dla mojego organizmu. Piję go również moja mama, która jakiś czas temu walczyła z rakiem złośliwym języka a teraz odpukać od paru lat jest wszystko dobrze i ja wierzę że to zasługa kwasu.  Kwas fulwowy jest niezwykłą, całkowicie naturalną substancją biologiczną. Kwas fulwowy jest czynnym składnikiem słynnego preparatu torfowego profesora Tołpy, który dekady temu badał i propagował jego nadzwyczajne właściwości mineralne, odżywcze, odpornościowe i lecznicze. Kwas ma mnóstwo właściwości, oczyszcza organizm z toksyn i szkodliwych substancji, daje energię i witalność, poprawia kondycję paznokci, włosów, cery jak dla mnie naturalny specyfik który jest mega. Można go kupić np tutaj

3-KartonikButelkaMiarka-500x578-1-260x300.png

Z innych rzeczy, które jemy to witamina C w postaci proszku , tzw kwas L-ascorbinowy. w necie znajdziemy różne opinie i za i przeciw, u nas na pewno sprawdzone że pomaga chronić się i wcześniej wyjść z infekcji, poza tym łagodzi lub prawie eliminuje zakwasy. Ale też nie można z nią przesadzać bo prowadzi do biegunek.

pol_pl_Witamina-C-w-100-z-dzikiej-rozy-300g-54723_1.jpg

Oprócz tego witamina D zwłaszcza zimą gdy słońca mniej teraz może niekoniecznie bo mamy słońca pod dostatkiem

Związek MSM- organiczny związek siarki – pomaga w chorobach reumatycznych i kości, pomaga zregenerować się po treningach, wraz z wiekiem poziom siarki w organizmie stale się zmniejsza, wskazana jest więc jej suplementacja.

Oprócz tego złożyłam niedawno zamówienie w sklepie biogo.pl i jedzie do nas MSM, Żyworodka w zasypce , ostropest mielony (który dodaję do sałatek, jogurtów praktycznie wszystkiego tylko oczywiście bez gotowania go), maca korzeń w proszku – więcej tutaj KLIK , witamina K2 MK7 i D3KLIK, czarna pasta do zębów , część z tych rzeczy już używałam część będziemy testować.

Oczywiście nie nakłaniam Was do żadnych specyfików, ale są okresy kiedy trudno pewne witaminy dostarczyć tylko poprzez warzywa i owoce.

Z innych spraw w jadłospisie, staram się minimalizować ilość cukru i soli, zamiast cukru używam ksylitol lub jak już cukier brązowy, a sól jak już to himalajską, a oprócz tego mnóstwo ziół różnego rodzaju, czarnuszka, chia.

na zdjęciu czarnuszka (djęcie z allegro)

971377e04aa2b3201cdf2ed3d240

W menu gości też owsianka, tapioka, makarony razowe z warzywami, kasze, zupy kremy własnej roboty, chleb na zakwasie, koktajle warzywne i owocowe i wiele innych smakołyków. w Poznaniu fajnym miejscem na mapie jest Take away healthy food gdzie od dwóch dziewczyn można kupić pyszne i zdrowe jedzonko. – ich strona na FB tutaj – KLIK

34047786_225072548225048_2727967186931941376_n.jpg

39496843_291772711555031_2788589426249302016_n.jpg

Poza jedzeniem i sportem oczywiście pamiętajcie o odpoczynku, odpowiedniej ilości snu (najlepiej kłaść się do 23 bo wtedy naprawdę nasz organizm odpoczywa), nie przesadzaniu z alkoholem, i dużej dawce uśmiechu każdego dnia 🙂

Poniżej trochę naszych letnich kadrów

Z babcią, teściową i dziewczynką w odwiedzinach u prababci moich dzieci

IMG_0842_SMALL

IMG_0850_SMALLIMG_0854_smallIMG_0862_small

Zbiory z ogródka teściowej

davdavdavIMG_0874_SMALLdav

I inne letnie kadry..

davdavdavfcvebsdrfcveb

I nasze wspólne gotowanie..

davdavdav

i ciasto od przyjaciółki jedzone na plaży

dav

i treningowo z dziewczynką

btybdrfcveb

Mam nadzieję że jeszcze do nas wpadacie. 🙂 Uściski !!!

i dbajcie o siebie, znajdzie chwilę na sport, u nas na pewno teraz więcej czasu bo mamy wakacje, ale nawet gdy mam uczelnię i zajęcia staram się tak zorganizować czas żeby ćwiczyć. tylko dzięki temu nie rozniosę na strzępy wszystkich 😉

 

 

 

 

 

 

Wspomnienia z Tatr i wysokich szczytów górskich..już prawie w niebie

Po 12 latach udało się matce i ojcu jechać samym na wakacje, coś jakby nierealnego, niemożliwego.

Niestety nie mamy tyle szczęścia co niektórzy że wysyłają na wakacje dziećmi z dziadkami lub na weekend i mają czas tylko dla siebie. Ale dzieci pojechały na obóz, chłopiec już po raz 4 a dziewczynka pierwszy raz w życiu (i wróciła zachwycona w przyszłym roku chcę jechać znowu jestem z niej dumna )

No więc po odwiezieniu dzieci na dworzec spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Uczucie dziwne jak to tak bez dzieci, więc wzięłam małpę przytulankę dzieci 🙂

sdr

Po przyjeździe okazało się że domek całkiem przytulny, drewniany, własny pokoik z balkonem i widokiem na góry, Mieszkamy w części Stachonie – Olcza pod domem mamy przystanek busa i kolejne linie jeżdżą częściej na głównej drodze z 500 metrów dalej.

Domek nazywa się Willa Kalina 🙂

dav

sdr

Następny dzień wstajemy rano i jedziemy busem do Kuźnic i ruszamy do hali Gąsienicowej, tempo mamy niezłe i po godzinie i 15 minutach jesteśmy w schronisku. Pogoda na razie dopisuję ale zaczyna padać, chwila odpoczynku i idziemy dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego i wtedy zaczyna lać, tak że w jednej chwili jesteśmy mokrzy,  wyciągamy kurtki ale niewiele to daje spodnie przyklejają się mi do ciała, siadamy w kosodrzewinie woda wali z nieba jak z wiadra, po chwili zaczyna już tylko kropić, przebieram się w inne rzeczy (i to idealna rzecz mieć zawsze w plecaku rzeczy na przebranie, co tam, że  świecę majtkami i tak nikt nie idzie wszyscy wystraszyli się deszczu) a my idziemy na Karb i potem dalej na Kościelec, byliśmy już wiele razy ale po latach już nie pamiętałam trasy i tego że pod samym szczytem parę miejsc że nie jest tak łatwo, a do tego pada i mgła, jest trochę strasznie. Na samym szczycie spotykamy dwóch starszych panów (chwila odpoczynku , połówka marsa i schodzimy w dół) , w drodze powrotnej okazuje się że znacznie trudniej zejść i czasami nie mam pojęcia gdzie nogi położyć i idealna pozycja okazuje się na 5 punktów podparcia łącznie z tyłkiem co po deszczu jest kiepską opcją.

Na szczęście słońce wychodzi, przewiewa chmury i są piękne widoki, w ten dzień już co chwilę mamy deszcz na zmianę ze słońcem, ale schodzimy do Zakopanego szczęśliwi że udało się zdobyć pierwszy szczyt.

fcvebdav

Schodząc z Kościelca widok na Czarny Staw Gąsienicowy
sdr

Tak tam byliśmy w oddali Kościelec

Kolejny dzień pogoda znacznie mniej łaskawa ale jedziemy do Łysej Polany i idziemy do doliny pięciu stawów, pot się leje, trasa daje nam w kość , ale idziemy szybko no i pada po drodze co chwilę. Leci też helikopter ratunkowy, W schronisku okazuje się że osoby siedzące z nami przy stoliku były świadkiem gdy starsza pani przy nich padła na zawał serca i raczej nie przeżyła, ale padła z uśmiechem na ustach bo bardzo chciała po latach wrócić w góry.. Ciarki przechodzą po plecach. Chcemy atakować Szpiglasowy Wierch ale po wyjściu ze schroniska zaczyna tak padać że decydujemy się wrócić do na dół.

sdr

sdr

 

W środę tak pada że tylko spacerujemy po Krupówkach i lenimy się w pokoju, zalewa woda szlaki i zmywa mostek w dolinie Roztoki do doliny 5 stawów nie ma dojścia o czym się dowiadujemy w następny dzień gdy jedziemy znów zaatakować Szpiglasowy.

Dlatego zamiast przez dolinę 5 stawów idziemy do Morskiego Oka i stamtąd pniemy się do góry, po drodze chwilę zawahania bo woda tak zalała że parę razy musimy przeskakiwać przez rwące strumienie przepływające przez szlak i buty mamy kompletnie mokre. Po drodze mijamy pojedyncze osoby, ale ogólnie szlak pusty coś pięknego w Tatrach,szkoda tylko że widoków nie ma za bardzo bo deszcz siąpi i wkoło mgła, ale jest magicznie ..Docieramy na szczyt Szpiglasowego Wierchu 2172 m n.p.m. robimy kilka zdjęć i schodzimy w dół, Po dojściu do Morskiego Oka jesteśmy kompletnie mokrzy, przebieram się częściowo w suche rzeczy w butach chlupocze woda, schodzimy w dół szybko, łapiemy busa i powrót do domu. Gdzie już ciepłe suche rzeczy, bluza i kolacja.

sdr

fcveb

W drodze na Szpiglasowy Wierch strumienie przepływają przez drogę tutaj jeszcze taki mniejszy

sdr

Mój uniform po drodze płaszcz przeciwdeszczowy za 14 zł z marketu nie zdał egzaminu przez zapięcia na zatrzaski i szwy mega przeciekał

dav

sdr

Na szczycie Szpiglasowego Wierchu, mgła i niewiele widać…

digdig

fcveb

sdr

Widok na Morskie Oko w drodze powrotnej

Następny dzień piątek – cel Hala Gąsienicowa, znów leje, kupujemy workowe płaszcze przeciwdeszczowe w których pocimy się jak szczury ale przynajmniej rzeczy mniej mokre, tak pada, że po drodze tylko marzę żeby dojść do schroniska. W schronisku o dziwo tłumy choć po drodze niewiele widzieliśmy osób, okazuje się że część wjechała na Kasprowy kolejką i zeszli w dół do schroniska. Okazuje się przez deszcz który pada i pada gdy decydujemy się iść do przełęczy Liliowe i może zaatakować Świnicę nie ma takiej opcji bo wszystkie szlaki tak zalane że nie ma opcji przejść (szkoda że nie zrobiłam zdjęcia jak płynie olbrzymi potok) , więc wracamy do Kuźnic.

dav

dav

sdr

Trasa w deszczu mamy nowe foliowe uniformy żeby uchronić się przed deszczem, plan na przyszły rok kupić kurtki techniczne bo membrana 10000 nie daję rady. Ja mam kurtkę Milo ale już ma z 14 lat ale niewiele noszona …Ale widać wiek jej nie służy bo już nie dawała rady przy ulewach.

W następny dzień sobota pogoda jest dla nas łaskawa wreszcie wychodzi więc ambitny plan wstajemy wcześnie rano i jedziemy do Kuźnic, w tempie błyskawicznym w trochę ponad godzinę jesteśmy w schronisku Murowaniec w hali Gąsienicowej, chwila odpoczynku i idziemy do Czarnego Stawu Gąsienicowego , szlak trochę zalany ale udaje się przejść po kamieniach, wokół czarnego stawu też ścieżka pod wodą chwilami idziemy trzymając się kosodrzewiny. I potem już kamieniami do góry początek taki sami jakbyśmy szli na Zawrat ale w pewnym momencie odbijamy zielonym szlakiem na Zadni Granat. Kamienie pną się w górę, krok za krokiem, pot się leje , ale udaje się wdrapać na szczyt i jesteśmy na Orlej Perci. Kiedyś już tu byliśmy ale minęło kilkanaście lat. Uczucie wspaniałe, widoki zapierają dech w piersiach. Idziemy czerwonym szlakiem w kierunku Krzyżnych, mijamy wszystkie Granaty i Buczynowe Turnie, momentami jestem przerażona, nie mam pojęcia gdzie nogi położyć, ręce bolą od łańcuchów, ale cieszę się że jednak mam kondycję bo inaczej nie wyobrażam sobie tej trasy, wymagająca i mega męcząca, ale dla tych widoków, adrenaliny naprawdę warto. Spotykamy tylko kilka osób i o dziwo niektórzy idą całkiem sami w pojedynkę, prawie biegiem mija nas gościu z plecaczkiem o posturze biegacza, poza tym dziewczyna samotnie idąca, i jeszcze starszy pan żartujący że powiedział żonie że wróci do domu jak tylko przepłynie Czarny Staw bo szlaki zalało. Wszyscy widać że kochają góry. I ja też. Dla tych widoków i przeżycia naprawdę warto choć momentami wrzeszczę do mojego Piotra z wściekłością że nie czeka na mnie, że mi nie pomaga, choć nie mam żadnych podstaw i to bardziej z przerażenia. Finalnie po 11 godzinach od wyjścia z Kuźnic jesteśmy spowrotem na dole , nogi mam jak z waty ale mega się cieszę. Po drodze z Krzyżnych jeszcze spotykamy kozice górskie i myję się w strumyku bo już nie mogę wytrzymać swojego zapachu i przepoconych ciuchów.

sdr

davdav

dav

Staw Czarny Gąsienicowy zachwyca nie wiadomo gdzie niebo gdzie woda, gdzie góry 🙂

sdr

Atakujemy Granaty.

dav

dav

 

dav

Ze szczytu Granatu Zadniego

sdr

dav

dav

dav37582418_2231225116893408_7799189653487091712_n37584462_2231225183560068_4955050971362230272_n37585932_2231225360226717_8234599303218200576_n

sdrdav

Przyłapana na łańcuchach w drodze z Granatów na Krzyżne, było czasami naprawdę ciężko 🙂

dav

Ale dla takich widoków warto się zmęczyć

 

37663852_2231225536893366_6582316747267768320_n37681668_2231225416893378_5091820433922064384_ndav

 

davdav

W drodze z Krzyżnych  kaczuszki

 

Po tych 5 dniach chodzenia okazuje się na moim zegarku że mamy zrobione 147 km. szok! Ale też duma. No i najważniejsze że nic nam się nie stało:-)

A góry kocham!!! już marzę żeby tam znów wrócić.