wtorek – mój twórczy dzień…

Są dni kiedy wydaje mi się, że żadna siła mnie nie podniesie  z łóżka, włączam drugą, trzecią drzemkę i potem z obłędem biegam po domu, żeby zdążyć…

Czasami budzę się przed budzikiem, wstaję i spokojnie zjadam śniadanie, popijam kawkę

Rano trzeba pomóc założyć dwie pary rajstopek, założyć dwa szaliki i czapy, nakremować dwa buziaki plus trzeci własny, pamiętać o rzeczach dla jednego dziecka, drugiego, dla siebie, ale kto jak kto mama logistyk przeważnie jakoś sobie z tym radzi:-)

Chociaż jeśli muszę po raz nasty prosić o to żeby się dzieci ubierały, pośpieszyły, że wychodzimy do wychodzę z siebie…

Są ranki kiedy budzę się z wciśnięta pomiędzy moje dzieci..bo zły sen, bo pić się chciało, bo u mamy w łóżku cieplej.

Dziś też w łóżku z założenia dwuosobowym nad rankiem tłoczyła się nasza czwórka.

I jeszcze całe naręcze pluszowych przyjaciół dzieci…

Pomimo że się nie wyspałam wstałam w super nastroju, bo dziś był mój jedyny w tygodniu wolny dzień, po zawiezieniu dzieci do przedszkola czekała mnie lista zaplanowanych spraw…

Bardzo pozytywnie działa na mnie tworzenie, wymyślanie i potem jeszcze pisanie o tym Wam tutaj kochani..

Tyle mam pomysłów i ciągle rodzą się nowe.

Nie wiem czy to też zbliżająca się wiosna, ale aż mnie roznosi energia!

Dzisiaj w piekarniku wylądował sernik z malinami, jego zapach roznosi się do tej pory po mieszkaniu i mówię Wam nie ma nic wspanialszego w taki pochmurny dzień jak kawałek ciepłego sernika z malinami plus kawa z brązowym cukrem i mlekiem…mhmmm przepyszne.

Pomalowałam skrzyneczkę, w której trzymam świeczki i sprawdziłam technikę odbijania wzorów na drewnie i materiale. To naprawdę działa!!

Wzór, napis należy wydrukować w lustrzanym odbiciu na drukarce laserowej (z tym jakbyście mieli problem to należy sobie zainstalować PDF Creator, i potem znalezioną grafikę puścić na druk przez Creatora i tam ustawić żeby było lustrzene odbicie, zapisać i wydrukować na drukarce).

Potem przykleić wydruk do materiału (lub drewna) taśmą malarską, potrzeć delikatnie  kawałkiem materiału nasączonym w rozpuszczalniku Nitro odkleić i gotowe. Na końcu materiał jeszcze przeprasować.

Ja z tego co robiłam mam zamiar zrobić personalizowane wszywki i uszyć poduchy…poduchy będą jeszcze częściowo haftowane…na pewno Wam je pokaże.  Grafikę szukałam po blogach, na pinterest itp..nad tym muszę jeszcze posiedzieć żeby znaleźć więcej fajnych rzeczy. Jak znacie fajne linki piszcie!

Nakleiłam też dawno już kupiony cytat na korytarzu, wygląda super :-)) trochę trzeba się namęczyć z każdą literką, ale efekt warty tego.

261

262

269

263

264

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

265

266

267

OLYMPUS DIGITAL CAMERA268

Przepis na sernik to moja zmodyfikowana wersja kilku przepisów:

Spód: paczka ciastek Digestive, ok 60 g masła ugnieść ja dodałam jeszcze łyżeczkę wody. Wykleić ciastem blaszkę, ja użyłam ceramiczną formę z Duki.

Ciasto: 1 kg sera sernikowego (waniliowy z lidla), 250 g serka mascarpone, zmiksować z 50 g cukru pudru, 75 g mąki pszennej. Powoli dodawać 6 jajek, miksować, na końcu maliny (ja użyłam z kompotu własnej roboty). Piec 90 min w temp. 160 stopni. Można podawać jeszcze na wierzchu z malinami..przepyszny…

A na dole na zdjęciu to dostawa wiosennych materiałów od  Little Funky. mam w planie z nich szyć ozdoby wiosenno-świąteczne i dla dzieci też coś:-) ale o tym niedługo.

I tak mi minął twórczo mój wolny dzień, jutro znów praca, praca i w biegu dzień. Ale dzięki dziś będę naładowana pozytywnie przez kilka dni na pewno 🙂

Kolejne pomysły …coś oryginalnego handmade

Od jakiegoś czasu chodziło za mną kilka pomysłów..których część ostatnio udało mi się zrealizować.

Jednym z nich był pomysł na mobil wykonany w kółku, na razie powstał jeden, ale w planach są kolejne…a co się z nimi będzie działo to tssss..nie mówię żeby nie zapeszać, zobaczycie za jakiś czas…

Ten pierwszy składa się z białego kółka w którym zasiadł ptaszek uszyty z trzech kolorów materiałów, docelowo siedzi on jeszcze na małej gałązce. Bez zbędnych ozdób jest prosty, dwie kokardki z aksamitki i jedna kokarda zrobiona z płótna specjalnie obstrzępionego (w taki sposób strzępi się np serwetki żeby się nie pruły, przynajmniej pamiętam że tak mnie babcia uczyła jak haftowałam jakieś swoje pierwsze dzieła)

Mobila zdjęcie takie sobie bo robione o 1 w nocy jak do skończyłam szyć przedwczoraj 🙂

Kolejne zadanie bojowe to zbierać patyki różnorakie bo nawet nie wiecie ile wspaniałych rzeczy można zrobić przy wykorzystaniu patyków, materiałów, włóczki…

misie itp_1811

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Inne mobile będą się składały z ptaszków większych , mniejszych, dodatków takich jak mini proporczyki itp. ..Zobaczycie niedługo:-) na razie kupuję materiały i rozrysowuje pomysły na kartkach…

Udało mi się też stworzyć coś o czym dawno dawno marzyłam, zakupiłam w tym celu na allegro starą ramę (rama kosztowała niewiele ok 20 zł). Z lnu uszyłam prostokąt, do niego przyszyłam koronkę i tasiemkę w kolorze mięty. Zostało to przymocowane klejem na gorąco do ramy od tyłu, przykleiłam sznurki, przybiłam zawieszki i oto ona!

misie itp_1812OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co myślicie ? Fajna?

W wolnej chwili również owijam książki szarym papierem, bo w salonie wylądował regał od Kubusia z pokoju (Kubuś ma teraz inny większy), na regal sukcesywnie owijam książki w szary papier tak mi się ten pomysł spodobał,  trochę to pracochłonne ale z czasem może uda się, jeszcze je trzeba podpisać i będzie pięknie (przynajmniej dla mnie:-)

Regał chcę jak się trochę ociepli pomalować na biały trochę wpadający w kawę mocno zabielaną mlekiem. Na malowanie jeszcze czeka trochę innych rzeczy, ale to jak słoneczka się pojawi więcej.

Na razie na stole tulipany a za oknem zima i śnieg, miałam dziś z dziećmi iść na sanki, ale wiatr wiał straszny i brrr zostaliśmy w domu popołudniu

. Jutro i niedziela niestety praca, ale na szczęście dziećmi zajmie się babcia:-)

misie itp_1813

misie itp_1814

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

misie itp_1815

Ogólnie niby takie drobiazgi co Wam pokazałam, a mnie strasznie cieszą…teraz przechodzę korytarzem i nie mogę napatrzeć się na moją cudowną ramę:-)) A taką ramę widziałam w jednym sklepie internetowym tzn sam pomysł podobny..tylko w tym sklepie kosztuje bagatela od 119-269 euro. Zobaczcie tutaj .

Pomysłów mam jeszcze mnóstwo…tylko czasu brak, ale są noce więc na pewno niedługo powstaną kolejne rzeczy:-)

jak zwolnić…

Ciągle w biegu, pędzie, spóźniona…

Odliczone minuty po wstaniu na uszykowanie siebie, dzieci..szybko kawka, szybko makijaż…

Spoglądanie na zegar..minuta mija za minuta, pora wyjść z domu, jedno dziecko kurtka, buty, szalik, rękawiczki…drugie dziecko, kurtka, czapka, szalik  (na szczęście mamy komin i wzuwane buty jest szybciej…)..już mamy wychodzić.. Nagle krzyk , gdzie jest moja podusia?  (podusia to ulubiona poduszka Tosi, z którą śpi od urodzenia, chodzi do przedszkola, która jest lekiem na każdy smutek wystarczy ją przytulić i jest dobrze…tylko mamy całus jest jeszcze lepszy jeśli jest gdzieś „ała”. Podusię czasami udaje mi się wyprać, choć ciężko jest to zrobić niezauważenie żeby nie było awantury że nie ma podusi….wiele już przeszła i to po niej widać:-)…

No więc szukamy podusi bo przecież bez niej nie wyjdziemy z domu.
Udaje się jest znalazła się ..

No to wychodzimy z domu..do samochodu…jak zasypie śniegiem tak jak dziś, to znacznie wolniej to idzie bo tutaj trzeba rzucić śniegiem, tutaj pomacać czy rzeczywiście jest zimny i mokry…

Potem przedszkola…do pracy…w samochodzie czas dla siebie na posłuchanie muzyki…o może jednej z ulubionych płyt Adele, albo Birdy…Albo chociaż radia zet…

Ciągle w pędzie, ciągle lista spraw do załatwienia..
Wiele spraw na ostatnią chwilę, albo jeszcze później…a jeśli jeszcze słyszę pytania na temat spraw które powinnam załatwić,zrobić i nie zrobiłam tylko atak i złość…że zrobię, że to moja sprawa, że nie ma mnie co męczyć..I tak wiele osób wokół mnie, niektórzy jeszcze bardziej się śpieszą, nie myślą, nie przewidują…pisk opon, trąbienie, złość , jak jeździsz ośle! …

Jadę, śpieszę się, szybko..bo po dzieci do przedszkola, bo już późno..

Nagle korek, uff pewnie coś naprawiają..

Samochód za samochodem wolno jedzie, światła policji…pogięta blacha, straż pożarna, karetka…samochód zmiażdżony..i wtedy myśl…może też się śpieszył po dzieci…rozmawiał przez telefon..przyglądanie się samochodowi czy przypadkiem nie ktoś znajomy…

I nagle ścisk w żołądku to mogłam być Ja i nawał myśli przelatujących przez głowę, co by było z dziećmi,  strach,  że mogłabym wszystko utracić

Potem jadę autostradą na liczniku 90-tka max 100..

Wszyscy mnie wyprzedzają, co z tego,  aż tak się nie śpieszę, bo ciągle w głowie mnóstwo myśli, widok krwi na asfalcie, przecież ja tak nie chcę…

Zwłaszcza że swój limit szczęścia już wyczerpałam chyba..

Kiedyś w pędzie jadąc z pracy..na moim pasie stoi duży samochód kuriera więc go wyprzedzam..nagle straszny hałas..

W ostatniej chwili spojrzenie w lusterko ( w które wcześniej nie spojrzałam) i przerażenie ..odbicie w prawo ale jest już za późno, słyszę trzask i hałaś, wgniatanie blachy, ostre hamowanie i koło mnie zatrzymuje się tramwaj…

Obok w foteliku siedzi mała Tosia, nieświadoma całej sytuacji obgryza gumową żyrafę.

Ja cała roztrzęsiona kładę się na kierownicę i szlocham ..czemu nie spojrzałam w lusterko, czemu nie mogę cofnąć czasu, jaka jestem głupia, nieodpowiedzialna..Ludzie przerażeni – Nic się pani nie stało? Wszystko dobrze? O boże tu jest małe dziecko?
Na szczęście nic się nie stało..wyszłam z tego cało, Tosia też…chyba jakiś anioł nade mną czuwał jednak

Kolejny raz jadę do przyjaciółki, jest zima, śpieszę się..bo mała Tosia z teściową została na chwilę, Kuba w przedszkolu…

Nagle stojący samochód na poboczu, który mijam..w  momencie wyprzedzania skręca i widzę kątem oka że wjeżdża w mój bok…

Widzę przed sobą drzewo, skręcam hamuję…panika, rozpacz..zatrzymuję się na bramie koło pobliskiego domu, samochód zmasakrowany, ja wychodzę bez żadnego zadrapania…policja uznaje winę kobiety, która we mnie wjechała, ale co z tego, cała się trzęsę..muszę dziecko odebrać z przedszkola.
Mężczyzna z którym jadę laweta i zawożę mój samochód do mechanika mówi..to możemy jechać po pani syna do przedszkola…Lawetą pod przedszkole…suuper

Teraz staram się jeździć spokojniej, wolniej, ale jak zwolnić jak ciągle w biegu, ciągle spóźniona..

Bo jeszcze misia szukamy przed wyjściem, bo gdy dzieci uszykowane okazuje się, że ja wyszłam bez komputera do pracy więc biegiem spowrotem,

Bo rezerwa się zapaliła i miałam zatankować wczoraj ale jakoś nie było okazji i teraz stres  bo trzeba zdążyć przed pracą, a jeszcze korki, a stacja benzynowa za kawałek, a co jak mi samochód stanie..ufff

I tak  dzień za dniem, wieczorami chwila dla siebie, można się trochę wyciszyć, świeczki, budyń czekoladowy, zielona herbata z jaśminem…

O jak dobrze mhmmm

Powinnam poczytać coś o google docs, chmurze w której można zapisywać dokumenty, napisać artykuł o sztucznej inteligencji ale nie dziś, jutro..a może za dwa dni..bo czasami trzeba odpocząć..nie robić nic co męczy ciało i umysł…

Jutro muszę sobie kupić wielki bukiet tulipanów i upiec jakieś ciastka od razu będzie bardziej domowo, przytulnie…

Poza tym trochę poszyję..właśnie jestem w trakcie szycia misia..i potem myszka w planie i ptaszki…a powstaną z tego cudowne rzeczy, ale to zobaczycie niedługo…

A teraz muszę zwolnić, odpocząć , nie robić nic..Bo od czwartku zaczynam pracę na pełne obroty i będę mieć wolne tylko wtorki na 7 dni..najbliższy wolny weekend Wielkanoc, potem jakoś w czerwcu..trudno

Ale są noce, no i te wtorki..więc na pewno znajdę czas żeby pisać tutaj dla Was..gorzej będzie z tym nierobieniem NIC..

misie itp_183

misie itp_18

misie itp_184

misie itp_185

misie itp_186misie itp_181

misie itp_182

misie itp_187

misie itp_188

Blog miał być misiowy..i jest:-) na zdjęciach różne misie z naszego domu, które uwielbiają dzieci i chyba ja też..bo w końcu większość sama kupiłam…i ten który się szyję..jeden z wielu bo jeszcze inne wykroje czekają:-)

Poza tym skrzynia na owoce, pomalowana, do której przykręciłam kółka i służy teraz jako pojemnik na gazety i kocyki..Wieszaki na rzeczy stare, odnowione i z pieczątkami ze Scandi Loft

Moja i Tosi spódniczka z Kids on the moon..oraz Kubusia nowa półka na książki którą w pędzie w niedzielę po pracy przenosiliśmy i układaliśmy książeczki i inne skarby…i nasz domek z H&M.

Czasami trzeba sobie sprawić przyjemność..

Lista zakupów przed wyjściem do sklepu przeważnie ogranicza się do rzeczy związanych z dziećmi (parówki, jogurty, mleko dla Tosi, serki, pieczywo..) lub domem (sprzątaniem, praniem itp..), czasami zdarza mi się na listę dopisać tulipany, kwiatki dla mnie…

Najczęściej jednak do sklepu wpadam na szybko wrzucam co potrzebuję i biegnie się gdzieś dalej, do domu, po dzieci do przedszkola itp.

Jednak jest mnóstwo cudownych sklepów internetowych, gdy nastanie wieczór, dzieci pójdą spać można chodzić po wirtualnych sklepach, oglądać, kupować, usuwać z koszyka, zmieniać ilości, rozmiary…

Docelowo po dokonaniu zakupu oczywiście zapłacić:-) poczekać kilka dni a czasami już następnego dnia na kuriera i rozpakować zakupione skarby.

I w taki sposób każda z nas może wreszcie zrobić coś dla siebie, nie w biegu, nie z dzieckiem pod pachą, na spokojnie, nawet z kieliszkiem winka w ręce i przy zapalonych świecach czy to nie jest cudowne?

Ja, jak niektórzy wiedzą, uwielbiam kupować różne rzeczy…dekoracje do domu, rzeczy dla mnie, dzieci..a ostatnio wpadłam, oszalałam na punkcie materiałów, wstążeczek, tasiemek, bo tyle mam pomysłów na ich wykorzystanie, że aż spać po nocach nie mogę…

W tym tygodniu przyszły do mnie kolejne paczuszki..między innymi od Agnieszki ze ScandiLoft –

2 pary nożyczek retro, kolejny kolorowy sznurek, taśma fioletowa w kropeczki do mojej pokaźnej kolekcji tasiemek, tusz do stempelków, stempelek maszyna do szycia, 3 komplety różnych słomek papierowych i 2 komplety papierowych foremek do mufinek (część wykorzystana poniżej) i …surprise cudowny gratis w postaci foremek do ciasteczek/pierniczków.

Bardzo bardzo dziękuję na pewno niedługo je wykorzystam.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Doszły też do mnie  serwetki (za grosze zakupione tutaj ) ,  a także kółka metalowe białe, karbowane, serca itp. z Kreatywnego Świata (na razie z jednego kółka i serwetki zrobiłam ozdobę do kuchni. ale docelowo kółka mają posłużyć do robienia cudownych mobili dla dzieci…powstaną niedługo…).

W tym sklepie każdy kto coś tworzy może znaleźć praktycznie wszystko i dostawa ekspresowa.

I jeszcze coś przepięknego przyniósł mi listonosz parę dni temu –  szpulki vintage do tasiemek, wstążeczek nici.. na razie zakupiłam 7 różnych sztuk, ale zakochałam się w nich i na pewno zamówię kolejne. Kupiłam je tutaj

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_127

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_12.02_post 13

Wieczorami ostatnio szyłam, szyłam aż furkotało..mam nadzieję że sąsiadka z dołu mnie nie zabiję za to:-)) Dzieci spały, mój Piotr na wyjeździe w pracy więc co miałam robić…

Uszyłam poduchy łezki na zamówienie Maji z Mimiphotography…powstały 2 sówki dla pewnej małej Emilki i jeszcze trochę serc filcowych i poducha z serduszkami na nagrodę do Konkursu Walentynkowego.

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_12

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

serca

To na razie tyle o szyciu…

Mój Kubuś zamówił sobie wiewiórkę..jak będzie grzeczne to jeszcze ją uszyję na dniach, czego się nie robi dla dzieci..

Zwłaszcza, że Kubuś biedny od poniedziałku uziemiony w domu, kaszle, ma zapalenie oskrzeli, obyło się na razie bez antybiotyku, robimy inhalacje (zakupiłam jak Tosia się urodziła i non stop chorowali nebulizator, cudowna sprawa, dzieci dzięki inhalacjom wyszły mi już z wielu katarów, kaszlów itp.) . Większość nocy przedreptuje do mnie, przytula się, pokasłuje i tak sobie śpimy.

Uff nie znoszę jak moje dzieci chorują, zwłaszcza że przeważnie tak się dzieje jak jestem z nimi sama..więc stres jeszcze większy.  Ta bezsilność jak je boli, męczą się..za gorąco, za zimno, boli, przytul..

No ale jakoś dajemy radę…

Na szczęście Tosia zdrowa i póki co bawi się z dziećmi w przedszkolu dzięki temu jestem w stanie coś w domu porobić.

Jak mama pracuje Kuba trochę ogląda bajki (no dobra trochę więcej niż trochę…), buduje coś z klocków, wspólnie też czytamy książeczki..

I to właśnie ma być jeden temat, o którym Wam chciałam dziś napisać.

O tych takich naszych wybranych ulubionych, czytanych wiele razy, oglądanych, a nawet trzymanych pod łóżkiem czy koło poduszki w czasie snu.

Są to nie tylko ulubione książeczki moich dzieci ale i moje, które nie tylko przekazują wspaniałe wartości, ważne sprawy, uczą wyrażać uczucia…sama jestem nimi zachwycona, poza tym są cudownie wydane, te ilustracje, kolory są takie że każda mama estetka będzie uwielbiała patrzeć na regał z książeczkami.

U nas regał niedługo będzie większy…już nam się książeczki nie mieszczą poza tym chcę regał pasujący do łóżeczka Kubusia.

Wybrałam tutaj kilka tylko książeczek o niektórych może słyszeliście o innych może nie…

Tak naprawdę jest ich dużo dużo więcej…

Książeczką ulubioną zarówno Tosi jak i Kubusia jest Miasteczko Mamoko, gdzie wybierają swoich bohaterów i śledzą ich losy na kolejnych stronach. W książce jest bardzo dużo różnych szczegółów, na które trzeba zwrócić uwagę i długo się nie nudzi..Są jej jeszcze 2 części Dawno dawno temu w Mamoko i Mamoko 3000.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zachwyciła mnie i moje dzieci też książeczka Słoneczne jajo, Elsy Beskow, gdzie dziewczynka córka elfów znajduje w lesie coś dużego, złocistego i stwierdza że to może być jajo zniesione przez słońce, zanim pozna prawdę przeżywa wspaniałą przygodę swojego życia. Ilustracje  i wydanie książki to coś przepięknego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_122

Koniecznie też trzeba mieć książki Oliversa Jeffersa..

My mamy Chłopiec i Pingwin i Serce w Butelce- przepiękne ilustracje no i tekst i to co przekazują …trudno wyrazić słowami.

Na przykład w Sercu w butelce autor opisuje dziewczynkę, która z bezgranicznym zachwytem chłonęła wszelkie wspaniałości otaczającego ją świata. Ale pewnego razu zdarzyło się coś co skłoniło dziewczynkę do ukrycia swojego serca w bezpiecznym miejscu. Lecz dopiero wtedy świat opustoszał…Ostatecznie wszystko kończy się dobrze i dziewczynka odzyskuje swoje serce.

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_123

Kolejne książeczki, które polecam to Gdzie jest moja siostra, Nordqvista.

To prawdziwa magiczna podróż przez bajeczne krajobrazy, w które można wejść i pozostać w nich na długo. Obrazy pełne szczegółów, od których nie można oderwać oczy opowiadają ciepłą, zabawną historię, pochłaniają całą uwagę.

Książeczka pokazuje poszukiwania siostry przez brata, siostry która wciąż znika, która opowiada że świat jest taki duży, że jest tyle nowych rzeczy do zobaczenie. Brat żeby ją odnaleźć musi sobie przypomnieć, jak ona myśli, co najbardziej lubi robić i czego pragnie…

Jest jeszcze książeczka z moich młodych lat…której bajkę grajkę wozimy w samochodzie i słuchamy w drodze do przedszkola…Plastusiowy pamiętnik.

Kto go nie zna, na pewno wszyscy z was. U nas na półce leży sobie wydanie z edycji limitowanej, z dodatkami pokazującymi stare rękopisy, zdjęcia z innych wydań plastusia. Prawdziwy skarb.

 

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_126

Kolejne 3 książeczki to trylogia : Inne życie, Różowe życie i Czarne życie autorki Amandy Eriksson.

Główna bohaterka dziewczynka musi radzić sobie z różnymi problemami, uczuciami..zazdrością, umieraniem i odchodzeniem, chęcią posiadania rzeczy.

Uporać się z tym pomaga jej mama i cudowny dziadek.  Książeczki pokazują, że życie może mieć różne kolory: zielony, różowy, a czasem też – czarny, ale w każdej z tych barw można znaleźć coś pozytywnego i dobrego dla siebie.

I to jest nauka nie tylko dla dzieci, bo książeczki te poruszyły również mną i zachwyciły w jaki sposób przekazują takie ważne sprawy.

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_124

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_125

A tutaj pokój Kubusia i zrobiona przeze mnie półka ze skrzynki po owocach (kolejna taka półka w stanie surowym czeka pod schodami na pomalowanie i zawieszenie obok tej.

zgrane

Co do moich książek to też mam ich mnóstwo jeszcze po moich dziadkach, a może nawet pradziadkach..takie skarby, część oprawione bo mój dziadek był introligatorem. Ledwo się mieszczą na półkach..do nich dochodzą kolejne z pracy, kupowane dla siebie…

A te w mojej sypialni postanowiłam ostatnio owinąć szarym papierem żeby mi pasowały do wystroju…jak dla mnie przepięknie.

dom, dzieci, klocki_10.021

A tutaj moje dzieci, którym ostatnio uwielbiam robić zdjęcia, zwłaszcza jak są grzeczne i się ładnie bawią :-))

dom, dzieci, klocki_10.024

dom, dzieci, klocki_10.023

zgrane1

Tosia z misiem ubranym w walentynkową spódniczkę 🙂

Kubuś w spodenkach Kids of the moon, wygodne i super sama bym takie chciała mieć :-)

Kubuś w spodenkach Kids on the moon, wygodne i super sama bym takie chciała mieć 🙂

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_128

tutaj moje dziecko ma zieloną twarz bo było z przedszkolem na wycieczce w Ecotropicanie gdzie ich pani tak pomalowała:-)

tutaj moje dziecko ma zieloną twarz bo było z przedszkolem na wycieczce w Ecotropicanie gdzie ich pani tak pomalowała:-)

Na koniec trochę słodkości przed walentynkami jak znalazł:-)

Zrobiliśmy dziś z Kubą mufinki i ciasteczka owsiane. Część z nich Tosia jutro z sobą weźmie dla przedszkolaków na Walentynki.

Mufinki według przepisu z książki kucharskiej dla dzieci (jedyna modyfikacja dodaliśmy pokruszoną mleczną czekoladę).

A ciasteczka wzorowane na przepisie Ewy Wachowicz:

Przepis: 150 g masła, jajko, pół szklanki cukru brązowego, 1/4 szklanki cukru pudru zagnieść dodać do tego szklankę mąki, łyżkę cukru waniliowego, pół łyżeczki proszku do pieczenia, szklankę płatków owsianych, 1/2 szklanki suszonej żurawiny, 1/2 szklanki łuskanych pokrojonych orzechów włoskich. Wszystko wymieszać, robić kuleczki wielkości orzecha włoskiego, na blachę wyłożoną papierem do pieczenia układać i spłaszczyć, odległości dość znaczne  od siebie bo w czasie pieczenia się rozlewają.

Piec 20-25 minut w temp. 160 stopni.

I mufinki i ciasteczka przepyszne dobrze że jutro zawożę je do przedszkola Tosi bo chyba bym połowę sama zjadła 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zgrane3

dostawa ze scandi_ksiązki dzieci i dzieci_12.02_post 131

Do usłyszenia wkrótce:-))

Nawet nie wiecie jaką radość mi sprawiają Wasze komentarze, mobilizują na maksa i cieszą że podoba Wam się to co robię, że czytacie moje posty..bardzo bardzo dziękuję !!

Być mamą…

Zaczęło się od dnia kiedy okazało się, że w moim brzuchu rośnie na razie jeszcze bardzo bardzo mała istota, z dnia na dzień, tygodnia na tydzień brzuch stawał się coraz większy, ooo kopnięcie i mała nóżka odbijająca się przez skórę na brzuchu,  lekarka na USG pokazuje nóżki, rączki, słyszę bicie małego serca…

Potem ból, mega wysiłek i jest..przytula się do mnie mała istotka.

Z jednej strony strach..czy poradzę, czy będę umiała się zająć, zaopiekować..niedowierzanie …jestem mamą….i wielka radość..to moje dziecko.

Mijają dni, miesiące, lata…pojawia się kolejna istotka…

Wiele rzeczy się uczę i zaznaję po raz pierwszy w życiu …wiele spraw się zmienia na zawsze i chyba ja też…ale nie żałuję niczego.

Są pierwsze kroczki, pierwsze słowa, pierwszy rok w przedszkolu, pierwsza wizyta u fryzjera, pierwszy zjedzony naleśnik, pierwsza przespana noc, pierwsze święta..…

Wielka radość gdy mała rączka chwyta mnie za palec podczas kąpieli, gdy oczka wpatrują się we mnie uważnie a za jakiś czas słyszę słowo „mama”..potem „kocham Cię jesteś moja..”

Wielki stres gdy  czasami muszę przeczuwać pół nocy (albo i całą) bo brzuszek boli, bo gorączka…

Czasami radość, szczęście, czasami strach, złość, bezradność…

Staranie się bycie naj…sto pytań, wątpliwości…

Już nie śpię nocami jak kamień bo zawsze może trzeba będzie wstać, dać pić, przytulić, przykryć kocykiem, poszukać misia który gdzieś wypadł z łóżeczka, założyć lub zdjąć skarpetki, wytłumaczyć że nie ma co się bać bo to był tylko zły sen..

Teraz przeszkadza mi, że telefon niepotrzebnie dzwoni akurat gdy kładę dziecko spać, że listonosz przynosi paczkę w trakcie dziennej drzemki dziecka i mojej czasami też, że sąsiedzi mają imprezę, że w sylwestra wszyscy strzelają tymi bezsensownymi petardami, że korki są w mieście gdy akurat pora przedszkole zaraz zamykają…

Czasami marzy mi się dzień lenistwa..nie wychodzenia z łóżka, spokoju i ciszy…zwłaszcza gdy dzieci na zmianę mają focha, budzą mnie w nocy, czasami staram się pomyśleć tylko o sobie, ale kawę i tak najczęściej piję zimną.

Na ścianie wisi kalendarz…co tydzień zapisywany notatkami, przypomnieniami (nazywa się Kalendarz mamy) – Kuba piątek basen, Tosia środa balik, Tosia szczepienie, kupić pieluchy i mleko itp. Itd.

I tak mija dniem za dniem mamy z dziećmi, bo tata przeważnie w pracy poza domem…ach gdyby tak jeszcze można mieć trochę więcej cierpliwości czasami, spokoju, nie denerwować się typowym buntem 2 latka, czy typowym fochem 5 latka.

Czasami złość na samą siebie, że niepotrzebnie krzyczę, że może za mało wytłumaczyłam, że mogłam policzyć do 5 albo i 10 zanim się uniosłam, że to przecież dzieci…

Ale też dni które mijają cudownie kończą się wspólnym czytaniem bajek, słodkimi przytulasami i buziakami na dobranoc a najlepiej jeszcze pobudką rano i stwierdzeniem że dzieci przespały całą noc. ..

Bo dla mnie być mamą to uczyć się spoglądać na świat oczami swoich dzieci, zauważać rzeczy wcześniej nieistotne…biedronkę na chodniku, foremkę zagubioną w piaskownicy, śmiej żelki na półce w sklepie, patyki w trawie, grymas na buzi bo lizak spadł w piach, czy wielki uśmiech ot tak bez powodu… a to że czasami oczy podkrążone, że niewyspana i zmęczona trudno.

Tak naprawdę dzieci uczą mnie mieć dużo więcej energii, zapału…

Oczywiście uwielbiam też te chwile gdy dzieci pójdą spać, w domu nastaję cisza, czasami nie włączam nawet radia, ani telewizji, tylko jak już ogarnę dom, pozbieram kubeczki, skarpetki, klocki, książeczki, chrupki kukurydziane itp.  delektuje się czasem tylko dla siebie.

Czasami szyję coś, czytam zaległy Twój Styl, czy wpisy na moich ulubionych blogach, jakąś książkę, czasami piszę jakiś artykuł do pracy, czy robię maseczkę z alg i moczę nogi w soli morskiej…

Oczywiście jest wiele spraw niezałatwionych, ciągle odkładanych na później, i wiele robionych na ostatnią chwilę bo na jutro jest termin, ostatnio wzięłam się za badania, chociaż chodzenie po lekarzach to u nas sami wiecie…najlepiej prywatnie bo szybciej..

Bo trzeba być zdrowym jak się ma takie małe istotki koło siebie…no i trzeba dla nich żyć.

Niedługo czeka mnie leczenie ryboflamina, interferon..w głowie mnóstwo pytań jak to będzie, skutki uboczne itp. I czy będę miała tyle siły i entuzjazmu do wszystkiego jak teraz, bo przecież tyle planów, rzeczy zaplanowanych…Ale byle to mieć za sobą i być zdrowym, bo przecież chcę być mamą zawsze za rok, dwa, dziesięć.

Sesja Maja_pazdziernik 2012

Zdjęcia: Mimi Photography

zgrane 8.021

zgrane 8.02

Zdjęcie : Mimi Photography

Zdjęcie : Mimi Photography

zgrane 8.022zdjęcia z 2.021

zgrane 8.023

zgrane 8.024

zgrane 8.025

zdjęcia z 2.022

zdjęcia z 2.023

zdjęcie Mimi photography

zdjęcie Mimi photography

Całkiem na koniec trochę komentarzy i odnośników : powyżej na zdjęciach Kubuś w bluzie od Efvva (czarna z brązowymi dodatkami i tzw zębatym potworem na przedzie:-), Tosieńka ma różową czapeczkę krasnalkową i żółre getry i na jednym zdjęciu szare ponczo w kwiatki  a Kuba szal owijacz i czapkę szarą od Little rose & brothers, obydwie z Tosią mamy spódniczki Kids of the moon (akurat na zdjęciu nie widać dokładnie Tosia szaro-niebieską a ja liliową) i Tosia ma jeszcze z kids czapeczkę mooni. To tak w ramach szaleństwa zakupowego mamy bo czego się nie robi dla swoich dzieci …:-)

KONKURS WALENTYNKOWY

ZAPRASZAM WAS KOCHANI SERDECZNIE DO KONKURSU WALENTYNKOWEGO !!
Aby wziąść z nim udział trzeba do dnia 13 lutego 2013 r. do godziny 24.00 :

1. Przysłać na maila myhomeandheartblog@gmail.com zdjęcie swojego dziecka/dzieci z ulubioną przytulanką, misiem, zajączkiem, podusią…(będzie się liczył pomysł na zdjęcie
i to coś czym mnie urzekniecie:-)
2. Udostępnić na swojej stronie lub na stronie bloga informację o konkursie
3. Polubić profil My Home and Heart_Blog (jeśli go jeszcze nie lubicie 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ZAPRASZAM SERDECZNIE!!!

Nagrody:

1 miejsce – poducha serce ręcznie szyta,

2 miejsce – duże serce filcowe ręcznie szyte,

3 miejsce – mniejsze serce filcowe ręcznie szyte !

Serca w stylu jak na zdjęciu, poducha z bardzo dobrej jakościowo bawełny ładnie ozdobionej filcem, koronką:-)

WYNIKI KONKURSU 14 lutego o godzinie 12.00.

dziś w roli głównej rolki po papierze, kartony…

Planów było mnóstwo co zrobię wczoraj i dziś, ale jak to zwykle bywa z dziećmi bardzo często zmieniają nam plany… Z soboty na niedzielę Kubuś dostał gorączki i siedział kolejne dni ze mną w domu.

Na szczęście Tosia zdrowa i chodziła do przedszkola bo dwójka w domu to już kompletnie zero czasu dla siebie.

A z Kubą 5latkiem zawarliśmy układ, że część mojego czasu poświęcam na zabawę z nim, a część na swoją pracę a wtedy on ogląda bajki, powiedzcie który 5 latek nie zgodziłby się na taki układ 🙂

Wczoraj układaliśmy origami według instrukcji w necie, powstał „wybitnie” latający samolot, łódka, skacząca żaba, poza tym w ruch poszły klocki lego, puzzle ..Dziś od rana wstałam z myślą że musimy wymyśleć coś fajnego . Kubuś stwierdził że zrobimy coś z rolek po papierze toaletowym, które zbieramy i wrzucamy do kosza pod schodami.

Zaczęliśmy przeglądać pomysły w necie, ale na większość pomysłów Kuba był na NIE,

Ja: a może kotek?

Kuba: nie

Ja: a może pingwin?

Kuba: nie

Ja: a może rakieta?

Kuba: nie..

W pewnym momencie już zaczęłam tracić cierpliwość, a tu nagle w przelocie mignęło nam na pinterest zdjęcie garażu z kartonu, przeglądałam dalej, ale Kuba: „Mama wróć tam, wróć na garaż” No i zaczęliśmy tworzyć nasz własny garaż 🙂

Jakiś czas temu kupiłam naklejaną domostradę od zuzu toys , oprócz tego papierów kolorowych, sznureczków, krepę, klej na gorąco i inne akcesoria mamy w domu zawsze więc zabraliśmy się do pracy. Warsztat był na korytarzu, tak się wciągnęłam w tworzenie garażu , że w pewnym momencie nie wiem już kto lepiej się bawił, Kuba czy ja. W kartonie zostały wycięte z każdej strony otwory (wjazdy), ponaklejaliśmy domostradę, dekoracje z papieru kolorowego, dla każdego wjazdu powstała brama (odpowiednio ozdobiona) i podciągana za pomocą sznurka do góry.

Wszystko łączyliśmy za pomocą kleju na gorąco, porobiliśmy pieczątki które mamy od Scandi Loft (mamy alfabet, literki, aparat fotograficzny i stempelek dala, tusz czerwony i zielony..ale na pewno w przyszłości dokupię jeszcze więcej innych ), ze Scandi Loft wykorzystaliśmy też kolorowe sznurki. Praca i nasze gotowe dzieło na zdjęciach poniżej. Kuba zachwycony, Tosia jak wróciła z przedszkola też miała niespodziankę. Zabawka ekologiczna, nie grająca , nie hałasująca, nie wymagająca ciągłej pomocy osoby dorosłej..po prostu same plusy! Dlatego jeśli jeszcze nie zbieracie zbierajcie kartony, rolki po papierze, nakrętki od butelek bo zawsze się mogą przydać do zabawy z dziećmi.

Kuba buduje garaz_1Kuba buduje garaz_2

garaz_4Garaz z Kuba i poduchy łezki_5.023

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Garaż obfotografowany ze wszystkich stron, a to dlatego że z każdej strony był trochę inny:-)

Szczerze mówiąc przebywanie z dzieckiem do tego chorym to duże wyzwanie dla cierpliwości. Wszelkie jedzenie jest na NIE, wszelkie marudzenie na TAK. Mama najlepiej jakby przełączała bajki, czytała cały dzień książki i jeszcze wymyślała zabawy co 5 minut inną. Ale muszę pochwalić moje dziecko, jak powstał garaż miałam spokój przez prawie 2 godziny:-)

W tedy powstała poducha, o której Wam zaraz napiszę..

Jest to poducha łezka, która nie jest mojego pomysł, została stworzona przez Juliette Colette Zü  (jej marka to ) – cudowne pomysły na dekoracje do domu, dla dzieci, delikatne, pastelowe.

Podsunęła mi je Maja z Mimiphotography. Dziś została uszyta jedna duża poducha łezka , kolejne powstaną jak dokupię wypełnienie do poduszek bo na tego olbrzyma zużyłam to co miałam :-), pomysł jest taki że średnia będzie zrobiona z kremowego sweterka, malutka chyba żółta.

Do szycia wycięłam z papieru szarego kształt łezki, potem na jednej części zrobiłam oczki i buzię, złożyłam dwie części lewą stroną do siebie zeszyłam na maszynie, zostawiając dziurkę na wypchanie, żeby lepiej się wypychała ponacinałam ją do szwu i obcięłam czubek z nadmiarem szwu.

Potem poducha została wypchana, doszyta jeszcze mała wstawka z tasiemki w serducha od Craftoholic mum , dziurka zaszyta i poducha gotowa, brakuje jej na razie mniejszego towarzystwa wtedy będzie wyglądała jeszcze lepiej.

Garaz z Kuba i poduchy łezki_5.025

Garaz z Kuba i poduchy łezki_5.026

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A propos Scandi Loft to w tym tygodniu przyszła słodka paczuszka a w niej między innymi drewniane sztućce , które na razie służą jako dekoracja 🙂 I jeszcze foremki do mufinek i foremka sowa, ale to w innym wpisie Wam pokażę co pysznego z nich powstało.

Garaz z Kuba i poduchy łezki_5.024

Miłego wieczora kochani! Do usłyszenia wkrótce.

W lutym moja ilość wpisów będzie większa ze względu na fakt, że mam wolne studenci mają sesję, ja tylko jakieś konsultacje…od końca lutego niestety zacznie się większa ilość zajęć (praca w ciągu tygodnia i weekendy), ale na pewno znajdę chwilę żeby coś stworzyć, upiec, uszyć, napisać….

p.s. a zobaczcie co studenci piszą żeby zaliczyć :-)))

Analizy eksperymentów symulacyjnych: Niestety z uwagi na naszą niekompetencję i kolokwialne „olewanie sprawy” nie zdążyliśmy przeprowadzić eksperymentów. Nasza pewność siebie i złudna wiara w to iż będziemy mogli zrobić zadanie w flexsim’ie w domu doprowadziła nas do momentu, w którym stwierdziliśmy iż jesteśmy naiwni i nie najmądrzejsi. Problem leżał w tym, że nie do końca wiedzieliśmy jak projekt ma finalnie wyglądać ponieważ nie dołożyliśmy wszelkich staranności aby uzyskać takie informacje. Naszą rozpacz z tego tytułu pogłębia fakt iż dzisiaj (tj. 20.01.13)
dowiedzieliśmy się jak powinniśmy wykonać eksperymenty. Żal i ból w naszych sercach jest ogromny gdyż okazało się, że projekt wbrew pozorom nie jest trudny. Mamy nadzieję iż dobra frekwencja na zajęciach, projekt skończony do połowy oraz nasze szczere przyznanie się do niechlujstwa jakie wdarło się w nasze słabe, nieprzystosowane do okrutnego życia dusze pozwoli nam uzyskać ocenę dostateczną z wielkimi minusami.
 

pamiętnik i wspomnienia

„Mój ojciec Józef urodził się we wsi Ozimek pow.Opole w roku 1870. W roku 1885 mój ojciec przesiedlił się do Przystani w powiecie Częstochowa i pracował we dworze jako kowal. Tam też ożenił się z Józefą Malczak, która pracowała jako pokojowa we dworze.
 
Po kilku latach z całą rodziną przenieśli się Juliampola i zamieszkali tam w budynku karczmy pod nazwą „Wygwizdów”. Dziadek Walter pracował jako karczmarz a ojciec Józef jako kowal. Po dwóch latach z powodu waśni rodzinnych moi rodzice przenieśli się do Trębaczowa w pow. Pajęczno.
Po roku przyjechał po ojca dziedzic Madaliński prosząc go aby wrócił do niego z powrotem obiecując większą pensję i deputat. W tamtym czasie obszarnicy dbali o kowali.
Ojciec zgodził się i rodzice otrzymali 2 izbowe mieszkanie, 12 korców zboża, 1 morgę pola pod ziemniaki, 10 metrów kubicznych drzewa, 2 krowy i 1 cielę i 15 rubli miesięcznie.
 
W 1901 roku z nakazu rządu carskiego, wywłaszczono dziedzica i rozpalcerowano jego dwór.
Mój ojciec wykupił 5 ha, kuźnię i stelmaszkę, z której wybudował chatę, chlew i stodołę.
Ja urodziłem się 5 czerwca 1903 roku.
Po kilku latach ojciec dokupił jeszcze 3 ha. W 1913 r rodzice pierwszą działkę (5ha) pierworodnej córce Krystynie (mojej siostrze).
Na pozostałej ziemi pobudowali najpierw stodołę a w 1915 roku chatę do której mieliśmy się wprowadzić w lipcu. Lecz w przeddzień ja zachorowałem na dur brzuszny, a dzień później młodszy brat i siostra, którzy po 4 dniach zmarli. Po dwóch dniach od ich pogrzebu zachorował mój ojciec, który po 6 dniach zmarł.
Do nowego gospodarstwa przeprowadziła się moja mama, ja i młodsza siostra (starszy ode mnie brat i siostra byli w Niemczech). Zaczęła nas gnębić bieda.
Jednak w drugim roku 1 wojny światowej nadarzyła się możliwość zarobienia trochę pieniędzy. Niemcy zrobili granicę między Juliampolem a Szarkami i nie przepuszczali produktów żywnościowych.
Mama, siostra i ja przemycaliśmy Żydom w Szarkach krowy, cielęta, drób by zarobić trochę marek.
Ale gdy w 1918 roku skończyła się wojna – skończył się i przemyt.
Mama wyszła za mąż i przeniosła się tylko z najmłodszą siostrą Andzią.
Ja miałem pójść na służbę do szwagra skąd po 2 latach ciężkiej pracy uciekłem do mamy.
Ojczym był budowniczym domów i zatrudniał mnie, lecz grosza nie dał.
Zacząłem więc szukać jakiejś służby , znalazłem ją u leśniczego, jako parobek do koni.
Zawarto ze mną umowę z wynagrodzeniem 400 zł i umundurowaniem (400 zł to równowartość 5 par butów)”
 

Tak zaczyna się pamiętnik mojego pradziadka, który odnalazł się po latach w rodzinie i został spisany przez najstarszego brata mojej babci (mamy mojego taty). Czyta się go jak książkę z zapartym tchem, a fakt że jest to moja rodzina powoduje szybsze bicie serca i wypieki na mojej twarzy…

W pamiętniku opisane jest burzliwe życie pradziadka podróż do Niemiec gdzie szukał rodziny, podane nazwy miejscowości, nazwiska, dialogi coś niesamowitego. Po długiej i męczącej podróży pradziadek znajduje starszego brata w Niemczech pod Magdeburgiem…w opowieściach bardzo szczegółowych jest zarówno wątek kryminalny jak romansowy…

Tak mój pradziadek pisze o swojej przyszłej żonie i narodzinach dzieci… to wersja skrócona bo cała ma kilkanaście stron…

„Kolega mojego starszego brata załatwił mi pracę na dworze Haselchof w górach Harc.
Tam też przyjechała moja  14 letnia siostra po śmierci mamy. Dostałem pracę przy traktorze i dowozie mleka i zamieszkałem w barakach wraz z 130 robotnikami z Polski.
Po 3 tygodniach ze względu na ciężkie warunki postanowiłem uciec wraz z siostrą Anną i wówczas moją narzeczoną – Marią Radlak. 12 lipca 1923 roku dotarliśmy do Burgu gdzie podjąłem pracę w 300ha majątku rolnym.
Podczas polowania z synem właściciela majątku zostaję ranny w głowę, kilka miesięcy przebywałem w szpitalu ostatecznie dostaję rentę inwalidzką (50% niezdolności do pracy).
W drodze do Polski w celu zawarcia związku małżeńskiego zrezygnowaliśmy z dalszej jazdy i podjęliśmy pracę w majątku w Nepperwitz. Tam urodził się nasz syn Józef, jako nieślubne dziecko mojej przyszłej żony Marii Radlak.
25 grudnia 1926 roku wracamy do Polski  W 1927 roku przenosimy się do Juliampola i tam zawarliśmy związek małżeński.
W 1931 roku z 3 synami przenieśliśmy się do Nowej Wsi w powiecie Krotoszyn. Tam urodziły się 4 nasze córki:  Krystyna, Barbara, Irena i w czasie wojny Janina. „

Córka Krystyna to moja babcia, u której dziś byłam z moimi dziećmi i od której wzięłam te spisane dzieje pradziadka…, które przeczytałam z zapartym tchem..część z historii rodzinnej w różnych opowieściach słyszałam, ale nie miałam pojęcia że są takie dokładne i szczegółowe wspomnienia opisane…

Moja babcia mieszka od niedawna sama, 12 września 2012 roku po ciężkiej chorobie odszedł mój dziadek. Jak byłam mała, później jako nastolatka, już nawet jako matka gdy jeździłam do dziadków nigdy nie wyobrażałam sobie że jednego z nich zabraknie…

Byli jak dwie wspólne części, które żyją w swoim świecie czasami, mają swoje dobre i złe przyzwyczajenia ale muszą być razem bo sami nie dadzą sobie rady. Dziadek nie był ideałem, potrafił za dużo wypić, ale jak nie pił był cudownym człowiekiem, który traktował moją babcię jak królewnę i wiele z nas mogłoby pozazdrościć takiej miłości, czułości, serca …a to że byli z sobą 59 lat to już w ogóle coś niezwykłego. …

Gdy okazało się, że dziadek jest chory…nikt nie myślał że to coś aż tak poważnego, że minie kilka miesięcy i już go między nami nie będzie…Niestety jest tak, że gdy ktoś jest zdrowy bardzo często nie mamy czasu, mamy dużo pracy i inne sprawy i rzadko się odwiedzamy, dzwonimy..dopiero uświadamiamy sobie jak ten ktoś odchodzi, że chcielibyśmy spędzić z nim jak najwięcej czasu, być tam co tydzień, potem prawie codziennie, a gdy widzimy że znika że to kwestia minut siedzimy przy łóżku trzymając go za rękę i myśląc ile rzeczy nie powiedzieliśmy, żałując że nasze dzieci pewnie dorosną i nie poznają już tej osoby, która pomimo wad tak była nam bliska…

Nie wiem czemu stwierdziłam że chcę napisać ten post..może dlatego żeby powiedzieć tym którzy mają jeszcze babcie, dziadków, że pomimo tego że życie jest strasznie szybkie, wiele spraw mamy na głowie to musimy znaleźć chwilę, kilka godzin dla nich…

Teraz jak moja babcia jest już sama staram się tam być z moimi dziećmi przynajmniej co tydzień, maksymalnie co dwa tygodnie…Bo naprawdę prawdziwe są słowa „śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”.

Moja babcia też ma trudny charakter i swoje przyzwyczajenia, obiad musi być o 13 a kawa o 16 i nieważne że ktoś jest głodny w innych porach, w telewizji trzeba obejrzeć Familiadę, Jaką to melodię i różne seriale.. Kubuś jest za chudy, Tosia jest pyzą, ja jestem nieuczesana (to wtedy kiedy mam loki).

Ale pomimo tego że już taka jest i się nie zmieni, widzę jak się cieszy kiedy przyjeżdżam, gotuję dla nas garnek rosołu z makaronem, rysuje z Kubą i Tosią domki, kwiatki, wspólnie z nami zbiera kasztany i długo kiwa w oknie gdy odjeżdżamy…Dlatego nawet gdy wolałabym przeleżeć dzień na kanapie i po prostu nigdzie się nie ruszać to jednak dzwonię, pakuję dzieci do samochodu i jadę do niej..bo wiem że za jakiś czas nie wiem ile czy to będzie rok, dwa czy 10 lat już nigdy nie pojadę do jej domu, bo nikogo tam nie będzie kto będzie na mnie czekał, dlatego trzeba wykorzystać każdą chwilę….

Spłakałam się jak bóbr pisząc ten post…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zdjęcia z 2.02

Kuba Tosia_u babci na sankach_27.01

Przy okazji dodam tutaj więcej zdjęć też tych z przeszłości..pradziadka itp, jak je zeskanuje i część odzyskam z mojego starego komputera., te tutaj takiej robione głównie telefonem więc jakość nienajlepsza…Ale akurat w tym poście bardziej liczył się dla mnie tekst.

Zdjęcia rodzinne z przeszłości…

mój pradziadek przy pracach w Niemczech. Rok 1922

mój pradziadek przy pracach w Niemczech. Rok 1922

ślub brata mojej prababci_1917 rok

ślub brata mojej prababci_1917 rok

pradziadek na koniu zakupionym za 5 litrów bimbru. 1946 rok

pradziadek na koniu zakupionym za 5 litrów bimbru. 1946 rok

Rok 1952. Pradziadkowie w Kożmińcu. W głębi          zabudowania gospodarstwa.

Rok 1952. Pradziadkowie w Kożmińcu. W głębi zabudowania gospodarstwa.

Moja babcia Krysia_rok 1949

Moja babcia Krysia_rok 1949

Moi dziadkowie z małym tatą_ rok 1958 _spacer w Koźmińcu

Moi dziadkowie z małym tatą_ rok 1958 _spacer w Koźmińcu

ślub moich dziadków_1953 rok

ślub moich dziadków_1953 rok

Moja prababcia z wnukami (pierwszy z lewej mój tata)

Moja prababcia z wnukami (pierwszy z lewej mój tata)

rodzina u pradziadków w Koźmińcu _ rok 1970

rodzina u pradziadków w Koźmińcu _ rok 1970

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski