Wiosennie, wielkanocnie..

Za oknem topią się śniegi w słońcu i póki co ciągle mróz..

Mam nadzieję że niedługo bo przecież balkon mój czeka aż będą mogły zakwitnąć tulipany, bratki, stokrotki. W donicach czekają zasadzone jesienią krokusy, hiacynty i inne wiosenne kwiaty…

Tosia próbowała wczoraj przyciągnąć wiosnę kwiecistą czapą, którą nosiła i którą sama sobie zrobiła z woreczka na zabawki z Ikei i spinki z kwiatkiem. Śliczna prawda?

Ponieważ świeta tuż, tuż dziś ozdobiłam trochę dom, zrobiłam dwa wianki, jeszcze kilka mam w planach uszyć i powysyłać jako prezenty chociaż nie wiem czy przed świętami się wyrobię, najwyżej listonosz dostarczy je po świętach..

Do zrobienia wianków użyłam zwykłe wianki wiklinowe, pomalowane na biało, potem już tylko różne materiały, koronki, powstał ptaszek, i 2 woreczki ala pisanki.

Ozdoby w domu jajka na lampie i jedno duże które ozdobiłam koronką, wstążką i guzikami (przy pomocy kleju na gorąco), zielony ptaszek ceramiczny oraz królik zielony świeczka z Almi Decor, reszta zakupiona już jakiś czas temu w Piotrze i Pawle, na giełdzie kwiatowej itp..upatrzyłam jeszcze cudownego drewnianego królika sobie..

W ramach poprawiania nastroju w te zimne dni wczoraj upiekliśmy pyszne ciasteczka maślane w kształcie hello kitty i sówek i jeszcze innych. Przepis ze strony Ciasteczkolandii.

Składniki:

  • 175 g miękkiego masła
  • 200 g drobnego cukru
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 400 g lub więcej mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli

Jajka utrzeć z cukrem w jednej misce, mąkę z solą i proszkiem wymieszać w drugiej. Połączyć razem i zagnieść, podzielić na 2 części i włożyć na ok godzinę do lodówki. Wałkować, wykrawać, piec 15-20 min w temperaturze 160stopni. Pyszne, chociaż na przyszłość dodałabym mniej cukru bo dość słodkie wychodzą, ale dzieciom smakują:-))

Dziś odwiedziła nas Tosi najlepsza przyjaciółka z przedszkola, przytulasy uwiecznione na zdjęciach:-)

Dziś  bardziej zdjęciowo..niż opisowo..

dekoracje wielkanocne itp

dekoracje wielkanocne itp2

dekoracje wielkanocne itp3

dekoracje wielkanocne itp4

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dekoracje wielkanocne itp1

Tosia i Julka _26

dekoracje wielkanocne itp5

A to serduszko, które przysłała mi moja przyjaciółka Gosia z Kielc (serduszko z Norymbergii)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A na koniec jeszcze bardzo dziękuję  Monice za kolejne wyróżnienie mojego bloga – The Versatile Blogger.

versatile-blogger

Dziękuję i niedługo postaram się zamieścić zdjęcia 🙂

Wszystkim życzę jak najszybszej wiosny jeśli nie za oknem to chociaż u Was w domach na początek i samych wspaniałych chwil z rodziną, smaków, odpoczynku od codziennego biegu w te Święta.

Uściski!!

Żyć i być jak Pomelo…

Są dni w biegu, pędzie, ciągłe przemieszczanie się, w pośpiechu, kawa pita w biegu, przegryzana kanapka prawie na bezdechu, zwolnienie jedynie gdy lód na chodniku…

Wczoraj po porannych porządkach w domu, zrobieniu klusek dla dzieci w magicznym przyrządzie z tupperware, dzieci zawiozłam do dziadków..i już widok z samochodu całej ferajny machającej mi spowodował ścisk gardła, że sobota, a ja zamiast z dziećmi muszę na cały dzień do pracy…

O świętach nie myślę tak naprawdę jak o świętach, przygotowaniach, ale po prostu, że będę miała wolne i to aż od piątku do wtorku, rozpusta…potem kolejny wolny weekend dopiero jakoś w czerwcu.

Ostatnio stwierdzam, że przez ten ciągły pęd, nie mam czasu ani siły na to, co tak naprawdę sprawia mi największą radość…Czasami zmęczenie powoduje, że czuję się jakbym była obserwatorem wszystkiego z boku..

Wczoraj w pracy zajęcia ze studentami i przerwa w oczekiwaniu na kolejne zajęcia, podczas której siadam z laptopem i kawką w kawiarni, obserwuję ludzi wkoło, rodzice z dwójką dzieci, które zajadają się lodami malinowymi z polewą czekoladową, starsze małżeństwo pijące kawę , mężczyzna w średnim wieku o włoskich rysach rozmawiający przez telefon, mała dziewczynka z napadem złości rzucająca się na ziemię i płacząca i rodzice próbujący ją uspokoić..a ja czuję się trochę niewidzialna.

Jeśli ktoś spojrzy z boku może myśli czemu siedzi tak sama, zamyślona, zmęczona…

Rozglądam się, przysłuchując się rozmowom, myślę o moich dzieciach, rodzinie i o tym, że szkoda że teraz nie spędzam z nimi czasu, pomimo że czasami to męczące bo napad szału, bo złość, bo szarpanie się o zabawkę, bo marudzenie przy kasie sklepowej o czekoladkę Kinder…

Ale tak naprawdę docenia się takie chwile i te dobre i te złe, gdy jesteśmy sami i obserwujemy innych z boku, widzimy radość, złość, widzimy wzajemną czułość, uściśnięcie dłoni, pogłaskanie po włosach dziecka, wytarcie brudnej buzi..czasami zdenerwowanie, łzy, ale to wszystko nasze codzienne życie.

Wracając do domu, na dworze ciemno, wiem że dzieciom tylko dam buziaka na dobranoc i na tym skończy się nasz wspólny czas…w radiu leci Kelly Clarson „What doesn’t kill you makes you stronger”, uwielbiam rozkręcam na głośno.

Kojarzy mi się z lotem do Stanów i błogim relaksem.

Co prawda piosenka śpiewana całkiem w innym kontekście, ale myślę sobie, że może ten okres teraz to tylko chwilowy, przejściowy, że taki bieg, pęd, że kiedyś się to zmieni, że nie będę musiała, a takie życie tylko mnie wzmocni…

Tak mnie naszło na przemyślenia gdy jechałam do domu…

Wpadam do domu, dzieci w pidżamkach z okrzykiem „Mamuuusia” oczywiście grzebią w mojej torbie i znajdują kupione w empiku książeczki o Pomelo.

Poznaliśmy je jakiś czas temu dzięki akcji u Kubusia w przedszkolu,  gdzie co tydzień każde dziecko dostaje do domu plecak z książeczkami z Wydawnictwa Zakamarki w środku Mela, Nusia, Pomelo i inne.

I pokochaliśmy Pomelo.

Książki napisane w taki sposób, że aż chce się być takim Pomelo, umieć zachwycać się takimi drobiazgami, kochać rzodkiewki, krople rosy, własny cień, wieczorny deszcz, szary kamyk i zachody słońca. Dla niego nie ma pędu, pośpiechu jest zauważanie najmniejszych rzeczy wokoło, zachwycanie się nimi.

Wiem, że w rzeczywistości tak się nie da, ale zawsze można się chociaż trochę postarać, trochę zwolnić przynajmniej na parę chwil.

Bo przecież tyle jest drobiazgów, ulotnych chwil, uśmiechów, spojrzeń, które tylko dlatego nie zauważamy że gdzieś pędzimy, lecimy…Ale po co…sama czasami nie wiem.

A książeczki o Pomelo moje dzieci uwielbiają i ja też, cudowne słowa, cudowne ilustracje..Zaliczam ją do kolekcji tych ULUBIONYCH.

p.s. zdjęcia wyszły trochę ponure bo je robiłam późno w nocy i mój aparat aż tak dobry nie jest żeby wyszły jasne pomimo że poustawiałam iso itp..

 

zdjecia do pomelo2

zdjecia do pomelo3

zdjecia do pomelo4

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zdjecia do pomelo1

zdjecia do pomelo

A moje dzieci zajadają się kluseczkami zrobionymi z mąki, serka homogenizowanego, jajek, odrobiny soli i gałki muszkatałowej. 🙂

Mój plan jest taki, że pomimo pędu, biegu i zmęczenia muszę znaleźć więcej czasu dla siebie i na to żeby odzyskać energię..Na razie nie wiem jak ale coś wymyślę…

 

Zosia samosia..

Czasami chyba coś ze mną nie tak…

Bo wszystko bym chciała umieć, zrobić, wiedzieć …

A przecież tak się nie da..

To trochę przez to, że taka ze mnie trochę słomiana wdowa i czasami cały tydzień jestem z dziećmi sama,

więc jakoś tak się przyzwyczajam, że praktycznie wiele rzeczy zależy tylko ode mnie

Część rzeczy typowo domowych wiadomo prasowanie, gotowanie, odkurzanie..każda z nas robi przynajmniej co jakiś czas,

ale inne może niekoniecznie…

wiertarka opanowana, kołki i wiertła 6,7,8 i takie tam…bo obrazki, półki u dzieci wieszam..raz miałam pecha i trafiłam w belkę żelbetową i mąż musiał mi pomóc…

farby do drewna, do metalu, akrylowa, rozpuszczalniki..bo różne rzeczy można odnowić, pomalować, dać im drugie życie…meble dla dzieci, kosze wiklinowe, ramki, półeczki, meble ogrodowe,ściany..

kontakt wypadł ze ściany, wyłączenie korków, rozkręcenie, skręcenie, przekręcenie kiedyś się udało.

bo najbardziej czego nie znoszę to bezsilności,

chciałabym coś zrobić, ale nie mogę bo nie umiem, bo nie wiem jak,

i coś zepsutego psuje mi humor przez najbliższe parę dni..

jeśli można schować to w kąt to chowam, gorzej jak ciągle koło tego muszę przechodzić w ciągu dnia..a jak jeszcze to COŚ uprzykrza życie to w ogóle nie mogę tego znieść

Dziś zepsuła się spłuczka w łazience, taka schowana w ścianie, w życiu do niej nie zaglądałam bo skoro działa to po co..chciałam zdjąć przycisk i nawet z tym nie mogłam sobie dać rady..

Więc dzwonię do męża, jednak naprawianie czegoś na infolinii nie polecam..tylko poziom mojego zdenerwowania wzrastał bo dlaczego coś się zawsze musi psuć jak on wyjedzie i wróci w niedzielę wieczorem…

A u męża wzrastał bo ja na niego krzyczę, bo nie  umiem wytłumaczyć, bo nie widzę gdzie jest pływak.

Jak to nie ma musi być..

Żadnego pływaka nie widzę!

zdjęcie z Internetu z Leroy merlin niewiele mi mówi spłuczka jakaś inna, pływak inaczej wygląda…

Na szczęście pojawił się dziadek tzn mój tata spłuczkę rozkręcił, przeczyścił, pokazał uszczelki, pływaka, dzwon itp objaśnił co i jak i naprawił:-)

spłuczka działa, nie mam zepsutego dnia że do końca tygodnia musiałabym z dziećmi latać do górnej łazienki.

Z tej radości aż zrobiłam sobie wianek wiosenny z wikliny

Zakupiłam na allegro kilka wianków wiklinowych, dziś dwa z nich pomalowałam na kolor blady róż praktycznie biały z odrobiną różowego i uszyłam serca, ptaszka i powstał wianek taki jak na zdjęciach poniżej:-) Sukcesywnie będą powstawać kolejne część z nich pojawi się na allegro…soon

W kuchni na gałęzi siedzi jeszcze jeden uszyty ptaszek i na półkach zrobiło się bardziej kolorowo głównie dzięki kubeczkom ze ScandiLoft.

A na koniec jeszcze trochę od kuchni.Kilka dni temu robiłam pyszne ciasto według przepisu Moje Wypieki najlepsze ciasto marchewkowe ..(na zdjęciach poniżej), przepis na ciasto odrobinę zmodyfikowałam, wyszło naprawdę przepyszne.

Składniki na ciasto marchewkowe

  • 2/3 szklanki mąki pszennej
  • pół szklanki drobnego cukru
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki zmielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki ziela angielskiego
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/3 szklanki oleju rzepakowego
  • 2 jajka, roztrzepane (ja dałam 3 mniejsze)
  • 1 szklanka posiekanych orzechów włoskich
  • 1 szklanka startej na średnich oczkach marchewki

Składniki suche w jednej misce, mokre w drugiej (oprocz marchewki i orzechów), wymieszać suche z mokrymi, dodać marchew i orzechy i wymieszać, wyłożyć na blachę okrągłą wyłożoną papierem do pieczenia i piec ok 40-45 min w temperaturze 175stopni. Ostudzić i przełożyć kremem utartym z mascarpone (250g), serka homogenizowanego (150 g) i cukru pudru ok 1/3 szklanki. Na wierzchu posypać orzechami włoskimi i cynamonem. I gotowe!!

A czytając komentarze pod ostatnim postem Iwony – Ona ma siłę nabrałam ochotę na placki ziemniaczane więc utarłam ziemniaki i upiekłam cały talerz:-))

wiosna_20.032

wiosna_20.036

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wiosna_20.031

wiosna_20.035

wiosna_20.033wiosna_20.034

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

wiosna_20.03

Może jak wiosna zawita do domu to za oknem też się rozpogodzi, moje dzieci odganiają zimę w przedszkolu, robią marzanny, instrumenty do ostraszania wiosny, przebierają się za motyle i na razie nic…jak było biało za oknem tak jest. Ale mam nadzieję że w przyszłym tygodniu przydrepta wreszcie wiosna i zrobi się cieplej…

Dziękuję każdemu za komentarz, odwiedziny..i ciepłe słowa:-))

Marzenia…

Ciągle lista spraw do załatwienia..

Oblepiona karteczkami, przypomnieniami w telefonie, wpisane w kalendarzu coś, czasami wykreślone i przepisane na dzień następny..(i wyrzuty sumienia, że zapomniałam, nie zrobiłam, a może po prostu z lenistwa mi się nie chciało..)

Przelewy (przedszkole, Internet, telefon, rata za laptopa i inne…)

Zakupy (pieluchy dla Tosi i mleko, dżem truskawkowy, danonki, jabłka,  płyn do prania, coś na obiad..)

Maile (cała lista od studentów czekająca na odpowiedź..zapisana w osobnym katalogu..o kurcze całkiem o nich zapomniałam)

Prasowanie (góra rośnie, rośnie i jeszcze żelazko się zepsuło i pożyczam od sąsiadki i może dziś, albo jutro, ale czy chce mi się, czy mam czas..)

Pranie (no tutaj na szczęście pralka pierze , ale zawsze trzeba rozwiesić, pozbierać, poskładać..)

Rajstopki dzieci czekające na pocerowanie (bo szkoda wyrzucić skoro mała dziurka na palcu, więc mama ceruje)

Zadzwonić do przyjaciółki bo wieki nie rozmawiałyśmy..może dziś, albo jutro, jak będę miała wolną chwilę czyli kiedy? Mhmm w czerwcu?

No dobrze chociaż smsa napiszę, a może podjadę w przyszłym tygodniu, ale kiedy w jedyny wolny wtorek już jadę z dziećmi do babci…może za dwa, albo trzy…

Czy za dużo sobie planujemy, czy może jesteśmy niezorganizowani?

Sama już nie wiem

Ostatnio czuję się jakbym na nic nie miała czasu, dzień mijał tak szybko, a najgorsze te niewykonane telefony, odłożone sprawy na później i wyrzuty sumienia, że zapomniałam, że jeszcze nie zrobiłam..

Na ścianie dumnie wisi Kalendarz mamy, jak na początku tygodnia wpiszę w nim zaplanowane sprawy, zadania, zajęcia dodatkowe dzieci to czasami w biegu w ciągu tygodnia nawet na niego nie zajrzę, bo rutyna, bo ciągle to samo, bo pamiętam..a potem okazuje się że jednak niekoniecznie
Dziś miałam rano chwilę żeby w pracy spokojnie usiąść i patrzę na kalendarz o 13 marca..imieniny babci.

Pierwsza myśl: zadzwonię później, popołudniu..ale potem nie muszę zadzwonić teraz, bo na pewno zapomnę. No i zadzwoniłam, i co mam się cieszyć bo odhaczone?

Raczej mi się zrobiło źle bo pomyślałam że gdyby nie imieniny to ostatni raz dzwoniłam może 3 tygodnie temu..i jakie wytłumaczenie bo praca, bo nie mam czasu?

Sama nie wiem, ale ciągle jest tyle spraw, które bym chciała zrobić, osób do których bym chciała zadzwonić, ale czasami przychodzi wieczór po całym dniu biegania i  stwierdzam , że nie chce mi się nic robić, do nikogo dzwonić, z nikim rozmawiać…

Nie lubię takich dni, wolę gdy czuję powiew energii,  gdy czuję jakiś magiczny zastrzyk siły i pomysłów, gdy wszystko mi się chcę, gdy mogę siedzieć nocami i prawie nie spać z wypiekami na twarzy tworzyć, pisać, realizować swoje marzenia..

A ostatnio nie wiem , czy to pogoda, zbyt dużo spraw na głowie, czy jakieś przesilenie zimowe/wiosenne zwał jak zwał..

Lista spraw do załatwienia rośnie w przerażającym tempie.

I jeszcze co chwilę jakieś stresy, jak nie mąż który zostawił dzieci bez opieki, to przedszkole i strach czy dzieci się dostaną, praca i wiele terminów które gonią…

Ten ciągły pośpiech, spoglądanie na zegarek, stanie w korkach, światła czerwone,

Stwierdziłam że zrobię listę niektórych marzeń, może wtedy się spełni chociaż część.

„To możli­wość spełnienia marzeń spra­wia, że życie jest tak fas­cy­nujące” P. Coelho..

Więc…

Marzy mi się żeby stopniały śniegi i zakwitło wszystko wiosennie, zapachniało trawą, pąkami jabłoni

Marzy mi się dzień, który spędzę powoli, delektując się każdą chwilą, nie denerwując się na nic i na nikogo (bo nerwus ze mnie straszny czasami..)

Marzy mi się filiżanka dobrej kawy albo herbaty w towarzystwie przyjaciółki przy stoliku skąpanym w słońcu (nawet nie musi być słońca, ale żebym nigdzie się nie śpieszyła…)

Marzy mi się że nie będę musiała myśleć ile mam na koncie, ile wydałam i ile jeszcze muszę wydać

Marzy mi się dzień bez korków, bez pośpiechu, bez zawiści, bez złości

Marzy mi się dzień kiedy nie będziemy mieć do siebie pretensji, żalów tylko będziemy rozumieć się prawie bez słów..z moim P…

Marzy mi się dzień kiedy tak jak do Kasi z Krainy deszczowców przybędą anioły, mogą być elfy…ważne żeby po prostu przyszły

Marzy mi się żebym wreszcie skończyła pisać mój doktorat ..i nie musiała słuchać od innych pytań ‘ Kiedy, Czy już, A czemu jeszcze nie?

Marzy mi się żeby już był czerwiec..bo wtedy wsiąde w samolot i polecę na parę dni do Porto..

Marzy mi się żeby wreszcie udało mi się spotkać z moją siostrą, może  w maju..

Marzy mi się nowy zielony sweterek , zielonych rzeczy nigdy za dużo

Marzy mi się żeby moje dzieci dostały się do przedszkola, a w przyszłości żeby były szczęśliwe, były kochane i kochały …

Marzy mi się pomalowanie pokojów dzieci, dla Tosi nowe łóżeczko a dla Kubusia biurko..

Marzy mi się, żebym za parę lat, paręnaście lat miała się do kogo przytulać i żeby dzieci ciągle chciały się do mnie przytulić od czasu do czasu

Marzy mi się kolacja i miły wieczór z moim mężem

Marzy mi się mniej zazdrości, niemiłych słów i mniej ludzi którzy tylko umieją innym uprzykrzyć życie..

Część z tych marzeń jest na wyciągnięcie dłoni, niektóre może pozostaną tylko marzeniami . Niektóre są tuż za rogiem… część to może nie marzenia tylko kwestia poczekania, upływu czasu..

Nic się nie stanie jeśli niektóre tylko będą tutaj spisane, to pewne drogowskazy, punkty na mojej drodze które miło byłoby minąć, wtedy łatwiej byłoby żyć w codziennym biegu, pośpiechu, gdy czasami wychodząc z domu zapomina się o takich banalnych sprawach jak 2 śniadanie, antyperspirant, czy rękawiczki w ten śnieg za oknem.

Jedno marzenie wczoraj spełniłam:-) marzyła mi się pewna książka z Ikei, wczoraj po nią pojechałam z dziećmi i przyjaciółka i mam ją! O książce już kiedyś pisała Maja tutaj

do wpisu2

do wpisu3

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

do wpisu

do wpisu1

marzenia1marzenia2

p.s. dziś tylko Tosia chętnie pozowała do zdjęć, Kubuś nie, Z kolei wieczorem Kuba grzecznie zasnął a Tosia marudziła i szwendała się prawie do 21…

Niedzielne poranki…dziś z White Plate i zaproszenie na konkurs

Co prawda w weekendy chodzę do pracy, ale nie zawsze na 8

Dziś jechałam dopiero na 12..

Ale jak wytłumaczyć dzieciom, że mama by dziś z chęcią pospała tak do 9? I tak dla mnie były dziś łaskawe bo zeszłe dwa dni budziły mnie o 5.30, zmora jeszcze było ciemno, a dziś wstały o 6.30.

Są plusy i minusy tej  godziny, plusem jest to że do godziny 9 mieliśmy ogarnięte sypialnie, ubrane dzieci, zjedzone śniadanie, wypitą kawę a nawet dwie i upieczone ciasto:-)

A minus taki że worki pod oczami chyba nigdy mi nie znikną…

Ale sprawiłam sobie kilka drobnych prezentów, m.in. kupiłam mój jeden z ulubionych perfumów Sunflowers E.Arden.uwielbiam go (moja przyjaciółka też i zawsze wyczuje na odległość że go mam, prawda ?;-) i wczoraj odebrałam z Empiku zamówioną książkę White Plate.

Już dawno chciałam ją zamówić i wreszcie się zdecydowałam…Bardzo bardzo dobry zakup!

Książka wydana cudnie, na pewno ją oglądaliście na fb i różnych blogach, jeśli nie kilka zdjęć u mnie poniżej..

Wypróbowałam dziś przepis na szarlotkę z malinami, trochę przepis zmodyfikowałam bo nie miałam mrożonych malin, ale miałam  pachnący latem własnej roboty dżem z jeżyn i malin.

Teraz doceniam moje przetwory letnie, niedawno robiłam zupę na własnych pomidorach, jadłam sałatkę z bakłażanami marynowanymi…w szafce jeszcze stoją marynowane papryczki, powidła śliwkowe, dżemy z śliwek, jeżyn i inne…

Wyszło przepysznie…ciasto jest idealnie kruche, farsz ani za słodki ani za kwaśny i do tego wygląda też bardzo fajnie

Podkład z ciasta kruchego: 15o g cukru, 300 g mąki, 20 dkg zimnego masła, 3 żółtka i albo cukier waniliowy z prawdziwą wanilią albo aromat waniliowy – wyrobić na masę, trochę trzeba się naugniatać żeby powstała ładne wyrobione jednolite ciasto.

3/4 ciasta wyłożyć blaszkę okrągłą, prostokątną albo formę inną, ja wykorzystałam formę ceramiczną kupioną w Duka.

Włożyłam do lodówki zanim nie zrobiłam farszu.

Osobno też 1/4 ciasta które zostało do lodówki żeby stwardniało.

Na farsz około 1 kg jabłek obrać, pokroić w kawałki do garnka ( w przepisie White Plate jest ok 20 dkg cukru ) ja dałam mniej max 10 dkg, podgotować aż jabłka zmiękną.

Ostudzić. I tutaj moja modyfikacja bo dodałam do jabłek około 3 łyżek dżemu jeżynowo-malinowego i wyłożyłam na ciasto, na wierzchu zetrzeć na tarce resztę ciasta kruchego i na 40 min do piekarnika 200 stopni.

W oryginalnym przepisie wykłada się masę z jabłek na wierzchu maliny i potem kruche ciasto.

Polecam bo wychodzi przepyszne!!

do postu1

do postu2

do postu3

P1010234

P1010236

P1010247

P1010249

P1010248

A tutaj poniżej na zdjęciach to co powstało:-) minimalnie brzeg się przypiekł…ale i tak jest przepyszne

P1010265P1010266

P1010254

do postu4

Na zdjęciach powyżej: waga retro, sztućce drewniane, sznurek  i nożyczki od ScandiLoft , ramka ze zdjęciem i drewniana tablica z Velvet House .

Jutro poniedziałek więc kawałek ciasta obowiązkowo z sobą żeby przetrwać kolejny dzień w biegu, dzieci, przedszkole, praca, odebranie dzieci, basen, powrót do domu…Ale potem wtorek…mój ulubiony dzień, Ci którzy tu zaglądają wiedzą dlaczego

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, odwiedziny i to że tutaj zaglądacie, czytacie…

Na blogu One Little happiness ruszył konkurs, w którym nagrodą jest między innymi uszyty przeze mnie mobil. Zapraszam Was wszystkich serdecznie, ja niestety nie mogę już startować, a szkoda bo nagrody przefantastyczne…

A żeby brać udział trzeba

Napisać list do swojego dziecka-dzieci,tego jeszcze w brzuchu,
lub tego już po drugiej stronie,list w którym chce się opisać
swoje uczucia do Niego,lub przekazać coś ważnego,
list który kiedyś będzie się mogło mu podarować.
Zrobić foto relację minimum 5 maksymalnie 15 zdjęć,
z dnia w którym list był pisany,
na przykład z zlewem pełnym naczyń,stertą prasowania w tle,
paczką pampersów, które w tych czasach są dostępne,
wszelka kreatywność i pomysłowość mile widziana

Więcej szczegółów poczytajcie TUTAJ

Nominacja…

Ponad 3750 wyświetleń…

20 postów

139 lajków na facebooku

137 followersów

2 Candy z nagrodami własnoręcznie szytymi

55 dni istnienia bloga

i teraz pierwsze wyróżnienie – nominacja do nagrody Liebster Award, którą przyznała mi Monika  mieszkająca w Anglii i prowadząca bloga home.me.and.more pełnego energetycznych i cudownych zdjęć oraz apetycznych przepisów- bardzo bardzo dziękuję ❤

Nagroda Liebster jest przyznawana blogom rozkwitającym za tzw „dobrą robotę”, aby je bardziej rozpowszechnić, pokazać innym, że warto tu zaglądać 🙂

lobster-award1

A to moje odpowiedzi na pytania :

1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?

Pierwsza myśl, żeby stworzyć blog zaświtała mi w zeszłym roku, początkowo na facebooku zamieszczałam zdjęcia swoich prac, pomysłów, inspiracji i dobra znajoma Maja powiedziała, że co ja robię, że takie rzeczy się zmarnują jeśli je tylko będę wrzucać na fb, że koniecznie muszę mieć blog. No i to ona spowodowała, że zaczęłam o tym myśleć, czytać, miałam problemy z ogarnięciem strony technicznej…ale w końcu udało się 14 stycznia tego roku pojawił się pierwszy post , potem kolejne i wpadłam..teraz już chyba jestem uzależniona od pisania postów i mojego bloga, uwielbiam to robić:-)

  Czytaj dalej

Co nam wypada a co nie (dziś post praktycznie bez zdjęć..)

Co nam wypada a co nie..

Są osoby, które uwielbiają innym mówić co wypada a co nie

Od kiedy jesteśmy mali jesteśmy pouczani, że to wolno, tego nie

Że przy stole trzeba prosto siedzieć

Że nie siorbać, nie mlaskać, nie hałasować

Mówić proszę , dziękuję, dzień dobry

Lista z dnia na dzień robi się coraz dłuższa..

Część porad i wskazówek jest jak najbardziej potrzebna

Każda mama wie, że bez zasad i zakazów dzieci by nam weszły na głowę

Co i tak czasem robią..

Ale mamy nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu dzięki nam uczą się pewnych rzeczy i stają się lepsze

Czasami rodzi się w nas złość i bunt bo chcemy coś robić po swojemu, nie tylko jak jesteśmy dziećmi, w dorosłym życiu również

I co z tego, że nie wypada skoro nam to przynosi radość…to nasza pasja, nasze marzenie

I jeszcze kwestia komu nie wypada? i kto mówi że nie wypada?

Jeśli nikomu nie szkodzimy, nie uprzykrzamy życia, nie czynimy zła to dlaczego nie..

Jakim prawem niektórzy mają nam mówić, że coś wypada a coś nie?

A może to właśnie im nie wypada prawić nam kazań i morałów?

Ten mój dzisiejszy post i to parę zdań powstało powstał ponieważ pewna osoba powiedziała mi , że pisanie takiego bloga nie wypada osobie, która ma poważną pracę naukową, zawodową..

A ja  myślę że bloga może prowadzić każdy kto ma na to ochotę, kto chce przekazać coś innym, kto ma swoje pasje i lubi tworzyć, lubi pisać, robić zdjęcia i jeśli dzięki temu jest szczęśliwszy dlaczego ktoś ma mieć prawo podcinać skrzydła?

Ale myślę, że żeby to zrozumieć trzeba też mieć trochę inną wrażliwość, dostrzegać piękno w drobnych rzeczach i chyba też być trochę szalonym…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czuję wiosnę…

Wreszcie za oknem świeci słońce, co prawda rano jak wychodzimy z dziećmi szyby zamarznięte i trzeba skrobać, ale potem w ciągu dnia już czuć, słychać i widać , że niedługo wiosna…mam nadzieję że się nią trochę nacieszymy bo czasami jest tak, że prawie od razu robi się lato i tej wiosny niewiele jest.

Jak byłam dziewczynką uwielbiałam gdy przychodziła wiosna i można było po raz pierwszy założyć półbuty wtedy wydawało mi się, że fruwam i jestem jak ptak tak lekko mi się chodziło, biegało.

Do tej pory lubię to uczucie, gdy nie trzeba już chodzić w kozakach. Od poniedziałku pomimo tego, że rano trochę chłodno biegam już w balerinkach..no chyba że znów sypnie śnieg i przyjdą mrozy będę musiała powrotem wskoczyć w kozaki, chciałabym już móc je schować na górę szafy…

Wiosną zawsze w domu prało się u nas firanki, myło okna i w domu od razu robiło się jaśniej i cudownie pachniało.

Teraz moje firanki już zmieniłam w salonie na wersję jasną, a okna czekają na umycie, niedługo się za nie zabiorę bo jak świeci słońce nie mogę na nie patrzeć.

( a tak a propos patentem szybkiego mycia okien są ściereczki Jana Niezbędnego do okien, jedną wyciera się na mokro, drugą na sucho i w 15 min umyte duże okna w salonie..Takie same ma moja siostra, teściowa, koleżanka i też tylko tak myją okna..)

Dzisiaj zasiadłam przy maszynie do szycia…Jak oszalała szyłam, szyłam, szyłam, nawet nie myślałam żeby coś zjeść, napić się to chyba jakiś nałóg:-)

Przede wszystkim uszyłam mobil, który będzie prezentem w konkursie na blogu One Little Happiness u Pauliny. Ale na pewno powstaną takie w tym stylu kolejne..Bo mi się bardzo podoba, Kuba od razu jak wrócił z przedszkola stwierdził że jest boski i że musimy taki mieć własny.

Powstała też poducha z materiału, na którym w zeszłym tygodniu odbijałam rysunek , teraz napis został wyhaftowany, przyszyta kokardka, serce i poducha wypełniona i zasiadła na moim fotelu..cuudnie wygląda.

Wczoraj wracając z Kubą z basenu jak para wariatów chodziliśmy po krzakach i zbieraliśmy gałęzie, przywiozłam ich cały bagażnik, z kilku z nich powstały bukiety pomponowe (zrobiłam pompony, przymocowałam je do gałęzi i teraz stoją na półce:-) Natchnęła mnie przyjaciółka, która pokazała mi zdjęcie takich gałęzi z pomponami.  Kolejne gałęzie będą jeszcze potrzebne do robienia mobili i innych moich pomysłów…ale o tym innym razem.

W ramach dobrego śniadanka polecam jogurt przekładany musli, malinami na wierzchu z warstwą pokruszonych ciasteczek i miętą..pyychota i jaka zdrowa.

Nowy folder3-002

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nowy folder4OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nowy folder5

Nowy folder6

A poniżej zdjęcia z niedzielnego spaceru podczas którego Kuba i Tosia wybiegali się na polu, oglądaliśmy pociągi i Kuba z Tosią wrzucali kamienie do strumyku.

Kubuś po raz pierwszy w tym roku wyciągnął hulajnogę:-)

Nowy folder7

Nowy folder8

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tosia kozaki H&M, spodenki Kids on the moon, kurteczka CoolClub., Czapka Little rose & Brothers

Kuba  buty Bobbie shoes kupione w Deichmann, kurtka Troll kids, dżinsy Smyk, szal owijacz i czapka Little rose & Brothers

Słowa, Słowa…

Są pierwsze słowa

Słowa, które cieszą

Słowa, które bolą

Słowa, które pozostają w pamięci na długi czas

Słowa wyszeptane, słowa wykrzyczane, słowa nigdy nie powiedziane…

Dlaczego taką wagę przykładamy do słów?

Czasami powiemy coś szybciej niż pomyślimy, przynajmniej ja tak mam…

Czasami złościmy się, że ktoś czegoś nie chce powiedzieć, albo właśnie powiedział, a my tego nie chcieliśmy

Czasami coś powiemy, a potem nasze dziecko powtarza to słowo non stop, co już nas nie cieszy

Ostatnio moja Tosia chodziła i mówiła „dupa” i „masiakra”  niby nie takie bardzo brzydkie słowa, ale może niekoniecznie odpowiednie dla 2-latki

Czasami okazuje się, że ktoś inne rzeczy mówi nam w twarz, a inne za naszymi plecami

I to boli czasami bardzo..

Chociaż chyba lepiej to wiedzieć niż żyć w nieświadomości…

Niektórym z nas łatwo przychodzi wypowiadanie słów, a tym samym wyrażanie swoich emocji

Niektórzy zanim powiedzą co myślą, czują potrzebują dużo czasu…

Dopóki nie miałam dzieci wyrażenie moich uczuć, powiedzenie słowa „Kocham” było dla mnie trudne (Co może potwierdzić mój mąż:-))…

Mówi się, że to zależy od domu, rodziny..nie wiem możliwe…chyba coś w tym jest

Teraz kilka razy dziennie mówię swoim dzieciom „Kocham Was”

One mi też, ale też są dni kiedy Tosia i Kuba się na mnie zdenerwują, obrażą i mówią mi „Nie lubię Cię”, „Nie kocham Cię” „ Zostaw mnie”..Jednak wiem, że minie 5 minut i już im przejdzie złość.

Czasami jedno słowo zostaje w pamięci na zawsze…

Czasami niektórzy myślą, że dzieci nie rozumieją..że można coś powiedzieć a ich to nie zaboli

Nie ma nic bardziej mylnego..

Pamiętam jak dziś jak byłam mała odwiedziny pewnej cioci, która powiedziała do mojej mamy:

” Monika to taka ładna dziewczynka a Asia nie” (Monika to moja siostra)

Jak mi było przykro, jakie miałam potem kompleksy, że jestem brzydka..

Tak naprawdę długo tak uważałam

Dopóki na studiach nie wyjechałam na studia w ramach Erasmusa to Portugalii i tam nagle się okazało, że moje oczy, włosy to coś pięknego..

Wróciłam dużo bardziej pewna siebie, co całkowicie zmieniło moje życie, zaczęłam patrzeć na siebie z innej strony, zauważać dobre strony, ukrywać te gorsze.

I tak jest do tej pory pomimo tego, że pewnie wiele rzeczy możnaby zmienić, poprawić czuje się piękna i dzięki temu szczęśliwa.

Trzeba w sobie widzieć dobre strony, nie myśleć o tym co nam się nie podoba.

Ja uwielbiam swoje loki, piegi na nosie, które wychodzą zwłaszcza jak zaświeci słoneczko.

Oczywiście są rzeczy, które czasami mi przeszkadzają jak wałeczki na brzuchu, ale nie chodzę z brzuchem na wierzchu, a poza tym po dwóch  porodach nie ćwicząc regularnie mało która z nas ma brzuch modelki.

Wiele lat temu (no dobra kilkanaście:-)) byłam małą  dziewczynką, która miała loki na głowie i odstające uszy, które dla mnie były jeszcze większe niż w rzeczywistości, zawsze miałam je zakryte włosami, nie znosiłam jak wiał wiatr, jak padał deszcz bo tylko myślałam o tym, że a nuż ktoś zobaczy jakie mam uszy..

Ale jak zaczęłam pracować postanowiłam zrobić sobie operację plastyczną.

I to była jedna  z lepszych decyzji w moim życiu

Chociaż musiałam się nacierpieć, chodzić z opatrunkiem na głowie i łykać ketonal bo czułam że mi pulsuje cała głowa..ale było warto

Teraz mój mąż się śmieje że jedno ucho jest jego bo dołożył mi się do operacji.

Wiecie jakie to jest szczęście móc wreszcie związać włosy w kitkę. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.

Czasami coś powiemy i potem żałujemy..

Dopóki ktoś nam nie zrobi przykrości swoimi słowami często nie myślimy że słowa mogą sprawić komuś ból

Czasami żałujemy, że czegoś nie powiedzieliśmy, a już jest za późno tej osoby nie ma

Dlatego póki możemy mówmy co czujemy, myślimy jak nam na kimś zależy

Ja cały czas się tego uczę..I pamiętajmy czasami jedno słowo potrafi innej osobie zmienić  całe jej życie….

A na zdjęciach poniżej wspomnienia letnio-wiosenne- Mój balkon w wersji białej. Już się nie mogę doczekać aż będę mogła na nim sadzić kwiatki..

Oraz moje wspomnienia wakacyjne, letnie..między innymi Hawaje gdzie byłam na konferencji jakiś czas temu…

Słowa_słowa_3.03

Słowa_słowa_3.031

Słowa_słowa_3.032

Słowa_słowa_3.033

Zdjęcie truskawek poniżej z sesji od Mimi Photography:-)

Słowa_słowa_3.035

Słowa_słowa_3.037

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A poniżej na zdjęciu bluzeczki od Czary Maryś🙂 Dziękuję Maryś kochana są śliczne, przy okazji muszę w nich jeszcze mieć zdjęcie razem z Tosią.

Słowa_słowa_3.036

(Dziś od rana byłam w pracy, skończyłam wcześniej zajęcia i stwierdziłam, że napiszę tego posta bo myślałam o nim od wczoraj…i musiałam to spisać żeby nie zapomnieć co miałam na myśli:-)..też tak macie jest pomysł , są myśli i jak się ich nie spiszę uciekają i trudno je złapać?

Ściskam Was mocno i miłej niedzieli z samymi wspaniałymi, ciepłymi słowami:-)