Chicago _love

Już minęło parę tygodni, więc najwyższa pora dodać parę słów o Chicago i mojej podróży.

Jest to miejsce, które mnie urzekło, zachwyciło, pozytywnie zaskoczyło i na pewno zostanie w mojej pamięci na długo.

10 sierpnia po 6 rano z Poznania lecę do Monachium i stamtąd do Chicago, podróż w sumie trwa ponad 12 godzin, ale dzięki zmianie czasu jesteśmy w Chicago już około 11. Z lotniska do centrum Chicago decydujemy się jechać pociągiem (jest na pewno taniej tylko 5 dolarów, zamiast 40 dolarów za taksówkę), trochę to nam zajmuje czasu bo akurat trafiamy na remont odcinka i musimy przesiadać się z pociągu na autobus i potem spowrotem na pociąg. Po drodze możemy obejrzeć dzielnice Chicago na obrzeżach miasta, domki, które wyglądają jakby były zbudowane przez jednego developera, większość ceglana bez otynkowania, większe kamienice z charakterystycznymi schodami przeciwpożarowymi na zewnątrz, które znam z filmów. O dziwo wszędzie wyjątkowo czysto, trochę graffiti na ścianach..

Gdy docieramy do centrum niestety nie sprawdzamy wcześniej jak dotrzeć do naszego hotelu Swisshotel, włączenie google map na 5 minut okazuje się, że kosztuje mnie 120 zł, więc od tej chwili nie używam żadnego transferu danych w Stanach poza wi-fi w hotelu, bo koszt jest kosmiczny. Również odbieranie telefonów, czy wysyłanie smsów lepiej dobrze przemyśleć bo ceny zdecydowanie są za wysokie.

Ostatecznie z walizką, która waży 20 kg przechodzimy prawie 8 km, ale docieramy do hotelu błądząc po ulicach bo okazuje się, że jest odcinek North, South, East tej samej ulicy, o czym dowiadujemy się nie mogąc znaleźć numeru hotelu. 🙂

Mieszkamy w hotelu Swisshotel, zbudowanym w kształcie bryły o podstawie trójkątnej. Piętro 28 gwarantuje piękne widoki na rzekę i panoramę Chicago. Hotel dlatego ten, ponieważ odbywa się w nim międzynarodowa konferencja organizowana przez Uniwersytet z Missouri.

Poza obradami na konferencji mamy trochę czasu na zwiedzanie miasta. Chicago zachwyca, rzeka malowniczo płynie przez centrum miasta ma piękny kolor, który trudno opisać trochę zielony, trochę turkusowy. Po rzece pływa dużo statków wycieczkowych, kajaki, nie można się jednak kąpać. Za to można się kąpać w jeziorze Michigan, nad którym plaże zapierają dech w piersiach, są szerokie, piaszczyste, jezioro wygląda jak morze, są na nim fale, woda ciepła. Jednego dnia gdy docieramy tam z plecakiem siadamy i z wielką przyjemnością moczymy nogi a finalnie całe spodnie, gdy zalewa nas fala 🙂 Słońce jednak mocno świeci i szybko wysychamy.

Ludzie nie są wcale grubi i niezadbani, jak się nam często kojarzą Amerykanie. Są szczupli, wysportowani, wielu z nich biega, jeździ na rowerze. Czasami nie mogę się napatrzeć na ich fajny styl ubierania się, fryzurę, delikatny makijaż, pięknie umięśnione sylwetki…i wtedy myślę mogłabym tam mieszkać i żyć jak oni.

Będąc w Chicago na pewno warto kupić bilet na wycieczkę statkiem po rzece i jeziorze połączoną z poznawaniem historii i zabytków miasta. Koszt takiej wycieczki to 50 dolarów, ale naprawdę warto!!

Wycieczka trwała 1,5 h , pływając po rzece usłyszałyśmy wiele ciekawych faktów na temat miasta, jego historii, rozwoju, budynków, ciekawostek. Przewodniczką jest starsza kobieta, wychudzona i opalona jakby pół życia spędziła na morzu (co pewnie jest prawdą skoro tyle pływa z wycieczkami :-), ma fajne poczucie humoru (choć jedna koleżanka komentuje, że chyba jest na chaju- co może jest i prawdą bo to co zadziwia w Chicago to wszechobecny zapach trawki na każdym kroku …:-)

Koniecznie trzeba też odwiedzić wybrzeże Navy Pier, zarówno w dzień jak i w nocy, kiedy jest pokaz fajerwerków. Widok miasta, jego wysokich budynków na brzegu zachwyca. Fajerwerki przychodzą oglądać całe rodziny, małe dzieci, pary, miejscowi i turyści, gra muzyka, jest w tym coś magicznego.

Pięknych miejsc w Chicago jest mnóstwo, są parki takie jak park Milenium, odbywają się w nich koncerty, pikniki, można z własnym kocem i jedzeniem usiąść ze znajomymi na trawie, można zrobić sobie zdjęcie przy znanym pomniku jajku, czy pięknej fontannie.

Można też dobrze zjeść, co prawda nie zawsze tanio, raczej za zdrowe i dobre jedzenie trzeba zapłacić więcej, ale dobrze, że takie jedzenie jest dostępne. W dniu wyjazdu jemy pyszne śniadanie – ja kawę z mlekiem owsianym, tosty z awocado i jajko na miękko z ziołami i pomidorem w kafejce blisko parku Milenium. Można też zamówić wiaderko pysznych krewetek i piwo lokalne siedząc sobie w knajpce na dworze, słuchając muzyki na żywo.

Miasto całe tętni życiem, koncerty odbywają się na żywo w ciągu dnia i wieczorami, są też występy teatralne, bilety można wygrać rejestrując się na stronie internetowej i biorąc udział w loterii.

Miasto mnie urzekło i mogłabym tam mieszkać. Jeśli nie mieszkać to na pewno chciałabym tam wrócić i tym razem na dłużej niż tylko tydzień, bo jeszcze mnóstwo miejsc nie zobaczyłam, nie odwiedziłam. Moja wiza ważna jest jeszcze 10 lat, choć może za chwilę wizy już nie będą potrzebne 🙂

Na pewno warto odłożyć parę groszy i poszaleć na zakupach, kupić Levis’y albo coś w Gap, odwiedzić 8 piętrowy sklep Macy’s i Tk Maxx, gdzie naprawdę można wypatrzyć perełki, torebki za 30-40 dolarów, markowe ciuchy dużo tańsze. Ja wróciłam z żakietem Hilfingera, torebką skórzaną Fossil i jeszcze paroma skarbami 🙂

Poniżej kilka zdjęć więcej możecie obejrzeć na dysku

https://drive.google.com/open?id=1AArp-nsEkXXmMhWXdSAfom0-eMG1rnTr