Wspomnienia z Tatr i wysokich szczytów górskich..już prawie w niebie

Po 12 latach udało się matce i ojcu jechać samym na wakacje, coś jakby nierealnego, niemożliwego.

Niestety nie mamy tyle szczęścia co niektórzy że wysyłają na wakacje dziećmi z dziadkami lub na weekend i mają czas tylko dla siebie. Ale dzieci pojechały na obóz, chłopiec już po raz 4 a dziewczynka pierwszy raz w życiu (i wróciła zachwycona w przyszłym roku chcę jechać znowu jestem z niej dumna )

No więc po odwiezieniu dzieci na dworzec spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Uczucie dziwne jak to tak bez dzieci, więc wzięłam małpę przytulankę dzieci 🙂

sdr

Po przyjeździe okazało się że domek całkiem przytulny, drewniany, własny pokoik z balkonem i widokiem na góry, Mieszkamy w części Stachonie – Olcza pod domem mamy przystanek busa i kolejne linie jeżdżą częściej na głównej drodze z 500 metrów dalej.

Domek nazywa się Willa Kalina 🙂

dav

sdr

Następny dzień wstajemy rano i jedziemy busem do Kuźnic i ruszamy do hali Gąsienicowej, tempo mamy niezłe i po godzinie i 15 minutach jesteśmy w schronisku. Pogoda na razie dopisuję ale zaczyna padać, chwila odpoczynku i idziemy dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego i wtedy zaczyna lać, tak że w jednej chwili jesteśmy mokrzy,  wyciągamy kurtki ale niewiele to daje spodnie przyklejają się mi do ciała, siadamy w kosodrzewinie woda wali z nieba jak z wiadra, po chwili zaczyna już tylko kropić, przebieram się w inne rzeczy (i to idealna rzecz mieć zawsze w plecaku rzeczy na przebranie, co tam, że  świecę majtkami i tak nikt nie idzie wszyscy wystraszyli się deszczu) a my idziemy na Karb i potem dalej na Kościelec, byliśmy już wiele razy ale po latach już nie pamiętałam trasy i tego że pod samym szczytem parę miejsc że nie jest tak łatwo, a do tego pada i mgła, jest trochę strasznie. Na samym szczycie spotykamy dwóch starszych panów (chwila odpoczynku , połówka marsa i schodzimy w dół) , w drodze powrotnej okazuje się że znacznie trudniej zejść i czasami nie mam pojęcia gdzie nogi położyć i idealna pozycja okazuje się na 5 punktów podparcia łącznie z tyłkiem co po deszczu jest kiepską opcją.

Na szczęście słońce wychodzi, przewiewa chmury i są piękne widoki, w ten dzień już co chwilę mamy deszcz na zmianę ze słońcem, ale schodzimy do Zakopanego szczęśliwi że udało się zdobyć pierwszy szczyt.

fcvebdav

Schodząc z Kościelca widok na Czarny Staw Gąsienicowy
sdr

Tak tam byliśmy w oddali Kościelec

Kolejny dzień pogoda znacznie mniej łaskawa ale jedziemy do Łysej Polany i idziemy do doliny pięciu stawów, pot się leje, trasa daje nam w kość , ale idziemy szybko no i pada po drodze co chwilę. Leci też helikopter ratunkowy, W schronisku okazuje się że osoby siedzące z nami przy stoliku były świadkiem gdy starsza pani przy nich padła na zawał serca i raczej nie przeżyła, ale padła z uśmiechem na ustach bo bardzo chciała po latach wrócić w góry.. Ciarki przechodzą po plecach. Chcemy atakować Szpiglasowy Wierch ale po wyjściu ze schroniska zaczyna tak padać że decydujemy się wrócić do na dół.

sdr

sdr

 

W środę tak pada że tylko spacerujemy po Krupówkach i lenimy się w pokoju, zalewa woda szlaki i zmywa mostek w dolinie Roztoki do doliny 5 stawów nie ma dojścia o czym się dowiadujemy w następny dzień gdy jedziemy znów zaatakować Szpiglasowy.

Dlatego zamiast przez dolinę 5 stawów idziemy do Morskiego Oka i stamtąd pniemy się do góry, po drodze chwilę zawahania bo woda tak zalała że parę razy musimy przeskakiwać przez rwące strumienie przepływające przez szlak i buty mamy kompletnie mokre. Po drodze mijamy pojedyncze osoby, ale ogólnie szlak pusty coś pięknego w Tatrach,szkoda tylko że widoków nie ma za bardzo bo deszcz siąpi i wkoło mgła, ale jest magicznie ..Docieramy na szczyt Szpiglasowego Wierchu 2172 m n.p.m. robimy kilka zdjęć i schodzimy w dół, Po dojściu do Morskiego Oka jesteśmy kompletnie mokrzy, przebieram się częściowo w suche rzeczy w butach chlupocze woda, schodzimy w dół szybko, łapiemy busa i powrót do domu. Gdzie już ciepłe suche rzeczy, bluza i kolacja.

sdr

fcveb

W drodze na Szpiglasowy Wierch strumienie przepływają przez drogę tutaj jeszcze taki mniejszy

sdr

Mój uniform po drodze płaszcz przeciwdeszczowy za 14 zł z marketu nie zdał egzaminu przez zapięcia na zatrzaski i szwy mega przeciekał

dav

sdr

Na szczycie Szpiglasowego Wierchu, mgła i niewiele widać…

digdig

fcveb

sdr

Widok na Morskie Oko w drodze powrotnej

Następny dzień piątek – cel Hala Gąsienicowa, znów leje, kupujemy workowe płaszcze przeciwdeszczowe w których pocimy się jak szczury ale przynajmniej rzeczy mniej mokre, tak pada, że po drodze tylko marzę żeby dojść do schroniska. W schronisku o dziwo tłumy choć po drodze niewiele widzieliśmy osób, okazuje się że część wjechała na Kasprowy kolejką i zeszli w dół do schroniska. Okazuje się przez deszcz który pada i pada gdy decydujemy się iść do przełęczy Liliowe i może zaatakować Świnicę nie ma takiej opcji bo wszystkie szlaki tak zalane że nie ma opcji przejść (szkoda że nie zrobiłam zdjęcia jak płynie olbrzymi potok) , więc wracamy do Kuźnic.

dav

dav

sdr

Trasa w deszczu mamy nowe foliowe uniformy żeby uchronić się przed deszczem, plan na przyszły rok kupić kurtki techniczne bo membrana 10000 nie daję rady. Ja mam kurtkę Milo ale już ma z 14 lat ale niewiele noszona …Ale widać wiek jej nie służy bo już nie dawała rady przy ulewach.

W następny dzień sobota pogoda jest dla nas łaskawa wreszcie wychodzi więc ambitny plan wstajemy wcześnie rano i jedziemy do Kuźnic, w tempie błyskawicznym w trochę ponad godzinę jesteśmy w schronisku Murowaniec w hali Gąsienicowej, chwila odpoczynku i idziemy do Czarnego Stawu Gąsienicowego , szlak trochę zalany ale udaje się przejść po kamieniach, wokół czarnego stawu też ścieżka pod wodą chwilami idziemy trzymając się kosodrzewiny. I potem już kamieniami do góry początek taki sami jakbyśmy szli na Zawrat ale w pewnym momencie odbijamy zielonym szlakiem na Zadni Granat. Kamienie pną się w górę, krok za krokiem, pot się leje , ale udaje się wdrapać na szczyt i jesteśmy na Orlej Perci. Kiedyś już tu byliśmy ale minęło kilkanaście lat. Uczucie wspaniałe, widoki zapierają dech w piersiach. Idziemy czerwonym szlakiem w kierunku Krzyżnych, mijamy wszystkie Granaty i Buczynowe Turnie, momentami jestem przerażona, nie mam pojęcia gdzie nogi położyć, ręce bolą od łańcuchów, ale cieszę się że jednak mam kondycję bo inaczej nie wyobrażam sobie tej trasy, wymagająca i mega męcząca, ale dla tych widoków, adrenaliny naprawdę warto. Spotykamy tylko kilka osób i o dziwo niektórzy idą całkiem sami w pojedynkę, prawie biegiem mija nas gościu z plecaczkiem o posturze biegacza, poza tym dziewczyna samotnie idąca, i jeszcze starszy pan żartujący że powiedział żonie że wróci do domu jak tylko przepłynie Czarny Staw bo szlaki zalało. Wszyscy widać że kochają góry. I ja też. Dla tych widoków i przeżycia naprawdę warto choć momentami wrzeszczę do mojego Piotra z wściekłością że nie czeka na mnie, że mi nie pomaga, choć nie mam żadnych podstaw i to bardziej z przerażenia. Finalnie po 11 godzinach od wyjścia z Kuźnic jesteśmy spowrotem na dole , nogi mam jak z waty ale mega się cieszę. Po drodze z Krzyżnych jeszcze spotykamy kozice górskie i myję się w strumyku bo już nie mogę wytrzymać swojego zapachu i przepoconych ciuchów.

sdr

davdav

dav

Staw Czarny Gąsienicowy zachwyca nie wiadomo gdzie niebo gdzie woda, gdzie góry 🙂

sdr

Atakujemy Granaty.

dav

dav

 

dav

Ze szczytu Granatu Zadniego

sdr

dav

dav

dav37582418_2231225116893408_7799189653487091712_n37584462_2231225183560068_4955050971362230272_n37585932_2231225360226717_8234599303218200576_n

sdrdav

Przyłapana na łańcuchach w drodze z Granatów na Krzyżne, było czasami naprawdę ciężko 🙂

dav

Ale dla takich widoków warto się zmęczyć

 

37663852_2231225536893366_6582316747267768320_n37681668_2231225416893378_5091820433922064384_ndav

 

davdav

W drodze z Krzyżnych  kaczuszki

 

Po tych 5 dniach chodzenia okazuje się na moim zegarku że mamy zrobione 147 km. szok! Ale też duma. No i najważniejsze że nic nam się nie stało:-)

A góry kocham!!! już marzę żeby tam znów wrócić.

 

 

 

 

 

Nasz tygodniowy reset

Mieliśmy nasz tydzień, reset od budzików, od korków na mieście, od codziennego biegu. Spotkaliśmy znów zimę, pełną śniegu, trochę słoneczną, trochę zamgloną. Dziewczynka przekonała się do nart i bardzo je polubiła, choć zarzekała się, że nie ma mowy,  nie będzie jeżdzić. Chłopiec po 2 latach przerwy założył narty i szybko sobie przypomniał co i jak.

Nawet mama, choć w pierwszy dzień czuła się niepewnie  z czasem coraz lepiej, ćwiczyła skręty, jazdę tyłem itp i tylko 2 gleby zaliczyła 🙂

Było super, żal było wracać, w kolejnym roku może uda się pojechać na jeszcze dłużej.

Koniecznie muszę sobie kupić własne narty i buty, bo wypożyczanie drogie, a noga mi przecież już nie urośnie. Kuba ma swoje kupione na giełdzie, ale zaraz będą za małe więc pewnie dla Tosi będą, a my też kupimy kolejne. Oby tylko był śnieg w kolejnych latach i czas, no i kasa 🙂

Miejscówkę też mieliśmy piękną Leśne Apartamenty na uboczu, z dala od centrum, gwaru z widokiem na las i zwały śniegu i pieńki drewna umalowane w malunki. A w skrzyniach jabłka, pomarańcze, orzechy, które można było jeść do woli. I klimatyczna piwnica (zdjęcia na końcu postu ze strony leśnych apartamentów, sala kominkowa, do zabaw, kuchnia i pełna biblioteka książek, które można sobie pożyczyć i czytać w wolnej chwili)

Niestety szybko minął ten czas i pora wracać do codzienności, jeszcze tata w delegacje na całe tygodnie jeżdzi do Białegostoku więc budzik 5.40 żeby zdążyć do szkoła, przedszkola, pracy… uff dużo sił potrzebuję. Ale damy radę, kto jak nie my:-)

(Poniżej trochę zdjęć, zdjęcia robione telefonem więc jakość może nie ekstra… ale co nieco widać)

IMG_20170306_131425_do postu_smallIMG_20170306_140613_do postu_smallIMG_20170306_164625_do postu_smallIMG_20170307_080616_do postu_smallIMG_20170307_103208_do postu_smallIMG_20170308_140212_do postu_smallIMG_20170308_140229_do postu_smallIMG_20170308_140236_do postu_smallIMG_20170308_100728_do postu_smallIMG_20170307_103344_do postu_smallIMG_20170307_103336_do postu_smallIMG_20170308_102235_do postu_smallIMG_20170308_102257_do postu_smallIMG_20170308_110103_do postu_smallIMG_20170308_140149_do postu_smallIMG_20170308_141840 do postu_smallIMG_20170309_122301 do postu_smallIMG_20170310_134421_do postu_smallIMG_20170308_100728_do postu_smallIMG_20170308_140507_do postu_small20150311_143457gal05h (1)gal06hgal09v

Pocztówki z wakacji cz.2_Norwegia

W tym roku po raz kolejny pojechaliśmy do Norwegii.

Norwegia kapryśna- raz mega słońce, raz ulewa, wiatr, tylko śnieg nie padał na szczęście:-) Ale udało się nam popływać łódką i obejrzeć cudowne widoki, popływać w morzu (brr woda była zimna ale na początku potem już spoko, no i jak się nie wykąpać w takim cudownym miejscu), połowić ryby (łowienie było, ale ryb brak, chłopiec złapał jedną ale ją wrzuciliśmy spowrotem), pozbierać jagody i maliny w lesie, pojeździć na rowerach, pobiegać po norweskich ścieżkach (według planu treningowego rozpisanego przez mojego trenera w towarzystwie męża lub samemu), odwiedzić nowe miejsca i norweskie wysepki (na południe od Fredrikstad (Vesteroy, Asmaloy, Kirkeoy).

Oczywiście standardowo rozwalają nas ceny w norweskich sklepach, dlatego też jedną walizę wieziemy z jedzeniem zawsze bo skromne zakupy w sklepie – chleb, jajka, owoce, piwko itp to min 200 zł.

Ale za to ciuchy można kupić po super cenach i przywiozłam dzieciom z H&M po 3 pary spodni, dżinsy z lindex po 75 koron norwerskich (jedna korona to ok. 42-44 gr.). Sobie kupiłam tylko kolanówki do biegania w różu zaje….stym 🙂

Pobyt w Norwegii uważamy za udany, odpoczeliśmy, dzieci pobawiły się, czasami było za głośno, ale ogólnie wszyscy jakoś dali radę z sobą wytrzymać 😉

Wyjście do lasu to idealne rozwiązanie żeby przynieść pełne pojemniki jagód i malin bo tam ich po prostu nikt nie zbiera, nie wiem czemu, ale nazbieraliśmy mnóstwo, co prawda drobny incydent nam przeszkodził Tosię ugryzła mrówka w tyłek i była rozpacz i płacz, że szczypie i boli. Ale tak to jest jak ktoś ma lenia i siada w lesie na trawie.

Z jagód oczywiście powstały pyszne jagodzianki (z przepisu TUTAJ)  i jeszcze placek drożdżowy z kruszonką i malinami i jagodami (wg przepisu z książki z Lidla-KLIK ) .

Poniżej trochę zdjęć..

IMG_20160802_173647_do postu_smallIMG_20160802_181900_do postu_small

IMG_20160803_104810_do postu_small

IMG_20160803_115540_do postu_smallIMG_20160803_120825_do postu_smallIMG_20160803_115717_do postu_smallIMG_20160803_121657_do postu_small

IMG_20160804_141855_do postu_smallIMG_20160804_150958_do postu_smallIMG_20160804_152653_do postu_smallIMG_20160804_180527_do postu_smallIMG_20160808_123302_do postu_smallIMG_20160808_113351_do postu_small

IMG_20160808_112356_do postu_smallIMG_20160808_111020_do postu_smallIMG_20160807_095205_do postu_smallIMG_20160807_134219_do postu_small

IMG-20160813-WA0001_smallIMG_20160805_121446_do postu_small

IMG_20160805_122505_do postu_smallIMG_20160805_122835_do postu_small

IMG_20160805_125405_do postu_small

IMG_20160805_144107_do postu_smallIMG_20160805_132902_do postu_smallIMG_20160805_133113_do postu_smallIMG_20160805_134734_do postu_smallIMG_20160805_164450_do postu_small

IMG_20160805_164752_do postu_smallIMG_20160805_150605_do postu_small

IMG-20160813-WA0000_smallIMG-20160813-WA0005_smallIMG_20160809_123227_do postu_smallIMG_20160809_123234+do postu_smallIMG_20160809_095028_do postu_smallIMG_20160808_101510_do postu_smallIMG_20160807_135600_do postu_small

IMG_20160804_132446_do postu_small

No to trochę zdjęć Wam pokazałam:-)

Niedługo kolejny post z serii pocztówki z wakacji. Póki co walczę z przecierami pomidorowymi i zaprawami na jesień/zimę. W planach też malowanie, dzieci po długim weekendzie mają półkolonie i mama będzie miała więcej czasu dla siebie, ale też lista spraw do załatwienia dłuuuga.

Uściski !!!

 

Pocztówki z wakacji cz.1

Dawno nas tutaj nie było. Wakacje lecą powoli się kończą. Byliśmy w różnych miejscach, jedynie żałuję że nad morze nie dotarliśmy, ale może jeszcze się uda…

W lipcu odwiedziliśmy Warszawę na parę dni, wsiadłam zapakowałam moją cytrynkę C1 i wspólnie z dziećmi ruszyłam. Metę załapaliśmy u Marty (Noszki – wielkie dzięki kochana i uściski dla męża, dzieciaków).

Moje dzieci chciały koniecznie iść do Centrum Nauki Kopernika gdzie już raz ze mną były. Oprócz tego pojechaliśmy na Farmę Iluzji – z Wwy jest to kawałek  bo około 100 km drogą na Lublin gdzie ruch dość duży, ja oczywiście pobłądziłam skręciłam za późno i z 40 km nadrobiłam, ale i tak warto było. Na miejscu czekało na nas mnóstwo fajnych miejsc, dzieci były zachwycone, labirynty z luster, tory przeszkód, domy nachylone, kręcące się, wielki wodny dmuchany plac zabaw, piłki na wodzie, łódki, plaża i miejsce dla przesiewaczy złota itp…

Poniżej trochę zdjęć:-)

IMG_9089_do postu_smallIMG_9093_do postu_smallIMG_9095_do postu_smallIMG_9101_do postu_smallIMG_9104_do postu_smallIMG_9105_do postu_small

IMG_9107_do postu_smallIMG_9111_do postu_smallIMG_9122_do postu_smallIMG_9128_do postu_smallIMG_9136_do postu_smallIMG_9139_do postu_small

IMG_9141_do postu_small

IMG_9145_do postu_smallIMG_9154_do postu_smallIMG_9161_do postu_smallIMG_9165_do postu_smallIMG_9170_do postu_smallIMG_9172_smallIMG_9180_do postu_smallIMG_9184_do postu_smallIMG_9187_do postu_smallIMG_9190_do postu_smallIMG_9200_do postu_smallIMG_9204_do postu_smallIMG_9207_do postu_smallIMG_9208_do postu_smallIMG_9209_do postu_smallWarszawa lipiec 20162_small

IMG_9223_do postu_small

Na pewno miejsce warte odwiedzenia jeśli będziecie w okolicy, więcej info tutaj 

Jedynym akcentem który nam trochę popsuł humory była burza która nas złapała w drodze powrotnej z Farmy do Wwy, wiało tak strasznie, gałęzie latały, drzewa się łapały, najadłam się z dziećmi strachu ufff , ale udało się szczęśliwie wrócić i na szczęście miałam tablet oprócz telefonu bo inaczej bym nie miała mapy na google:-)

O Centrum Nauki Kopernika już na blogu pisałam możecie kliknąć na POST 

Tym razem było jak zwykle dużu ludzi, bilety na szczęście kupiłam wcześniej on line. Z dziećmi pochodziliśmy, pooglądaliśmy , pobawiliśmy się, dzieci były zawiedzione że nie było dużej konstrukcji z piłkami do wyrzucania (wygląda na to że ją zlikwidowali…) ale zbudowaliśmy swój gazociąg , wodociąg itp, stworzyliśmy budowle z piasku, badaliśmy jak tworzą się fale, dźwięk, promieniowanie itp itd. A na koniec oczywiście mała pamiątka.

Zdjęć dużo nie robiłam tylko kilka..

IMG_9227_do postu_small

IMG_9230_do postu_smallIMG_9232_do postu_smallIMG_9234_do postu_smallIMG_9239_do postu_smallIMG_9246_do postu_smallIMG_9249_do postu_smallIMG_9254_do postu_smallIMG_9256_do postu_smallIMG_9260_do postu_smallIMG_9263_do postu_smallIMG_9265_do postu_smallIMG_9266_do postu_small

W Warszawie odwiedziliśmy jeszcze kameralne kino na boku w Białołęckim ośrodku kultury gdzie obejrzeliśmy z dziećmi Bardzo Fajny Gigant. Bajko/film czasami trochę Tosia była przestraszona i siedziała mi na kolanach, ale finalnie stwierdziła że się jej podobało 🙂

Mnie urzekła…nie tylko fabułą, ale i sposobem wykonania

9058107-bfg-bardzo-fajny-gigant-900-475

IMG_20160711_211852IMG_20160713_182413

I tak minęło parę naszych wakacyjnych dni…ciąg dalszy pocztówek nastąpi niedługo.

Pozdrawiamy!!!

 

 

 

 

 

Paris Paris i Troyes

Jak do tej pory we Francji byłam raz, na zakończenie studiów pojechałam na obóz studencki na Lazurowe Wybrzeże, średnio to wspominam bo warunki mieszkaniowe mieliśmy kiepskie, z siostrą się kłóciłam i ogólnie chciałam wracać do domu..

W tym roku nadarzyła się okazja udać do Francji ponownie, w związku z konferencją razem z koleżanką z pracy wyruszyłyśmy, tatusiowe poinstruowani zostali jak wygląda grafik tygodniowy dzieci i jakoś musieli dać radę 😉

Wyjazd z Poznania busem do Berlina bo ceny biletów z Berlina prawie 3 razy tańsze niż z Warszawy. Z Berlina oczywiście do Paryża, sama konferencja była w Troyes ale postanowiłyśmy jedną noc spać w Paryżu żeby trochę zwiedzić.

Wyposażone w mapę obeszłyśmy wiele miejsc w Paryżu – oczywiście wieżę Eiffla, Łuk triumfalny, Bazylika Sacre Coeur, pola Elizejskie, Luwr, Moulin Rouge itp …Koło Bazyliki ciekawostka akurat kręcili jakiś film z serii Bollywood, chyba z tych gorszych ale wszędzie mnóstwo statystów, ochrony, no i zdjęć nie pozwolili sobie robić.

W Paryżu zachwyciło mnie to, że jest w nim tyle miejsc z duszą, historią, po których widać, że są tutaj od wielu lat, albo i wieków, widać że w czasie drugiej wojny niewiele rzeczy uległo zniszczeniu. Sklepiki, uliczki, drzwi, okna mogłam spacerować i wpatrywać się w nie godzinami, a poza tym wspaniałym uczuciem jest znaleźć się vis a vis miejsca , o którym do tej pory czytało się w książkach, lub uczyło na lekcjach języka francuskiego.

W ten dzień w sumie nam wyszło 26 km chodzenia, noc spędziłyśmy w hoteliku Du Molin, generalnie nie polecamy malutkie pokoiki, prowadzony chyba przez chińczyków, na zdjęciach na booking.com wyglądał znacznie bardziej interesująco a nas rozczarował , ale jedną noc można wytrzymać.

Kolejny dzień jechałyśmy pociągiem  z dworca Paris d’Est do Troyes. Troyes to miasteczko leżące nad Sekwaną według historii  jego początki sięgają czasów starożytnych, kiedy to znajdowała się tu osada zwana Augustobona. Zamieszkiwali ją wówczas członkowie galijskiego plemienia Trykassów.Obecnie Troyes to drugi co do wielkości (po Reims) ośrodek Szampanii i zarazem jedno z najładniejszych miast w tej części kraju. Liczne urocze domki z muru pruskiego tłoczące się w wąskich zaułkach starego miasta tworzą jeden z największych zespołów urbanistycznych we Francji. Jednym z najważniejszych zabytków Troyes jest usytuowana we wschodniej części starego miasta okazała gotycka katedra św. św. Piotra i Pawła (Cathédrale Saint-Pierre et Saint-Paul). Jej budowa rozpoczęła się w XIII wieku ..(historia wyczytana w necie)

W Troyes zachwyciły nas uliczki, stare budynki, kościoły, jest tam wiele miejsc pochodzących z XVI w. i okresów wcześniejszych zachowanych w lepszym lub gorszym stanie ale pachnących historią i zapierających dech w piersiach. Domy budowane starą metodą łączenia drewna ze słomogliną.

Zakwaterowanie miałyśmy w klimatycznym  hoteliku w centrum miasta Hotel d’Arlequin.  Zdecydowanie polecamy !

Oprócz zwiedzania oczywiście chodziłyśmy na sesje i wykłady na konferencji która odbywała się na Politechnice w Troyes, popołudniami biegałyśmy nad Sekwaną dwa razy około 10 km bo przecież treningi muszą być, a jak Polska grała z Portugalią gorąco kibicowałyśmy w pubie (szkoda że się nie udało..)

W piątek po 3 dniach pobytu w Troyes wracałyśmy do Paryża i pojechałyśmy pociągiem rano, żeby jeszcze trochę pozwiedzać tym razem Notre Damme i okolice, Pompidou i urokliwe uliczki nad Sekwaną i w centrum. W sumie znów 20 km przemaszerowane.:-) Wieczorem samolot i powrót do domu.

Poniżej wpierw zdjęcia z Paryża

IMG_20160627_195733_do postu_small

IMG_20160627_195956_do postu_smallIMG_20160627_195235_do postu_small

IMG_20160627_144528_do postu_smallIMG_20160627_144327_do postu_smallIMG_20160627_144945_do postu_smallIMG_20160627_144204_do postu_smallIMG_20160627_143801_do postu_smallIMG_20160627_130732_do postu_smallIMG_20160627_131539_do postu_smallIMG_20160627_121808_do postu_smallIMG_20160627_122533_smallIMG_20160627_115343_do postu_smallIMG_20160627_115049_do postu_smallIMG_20160627_110657_do postu_smallIMG_20160627_110327_do postu_smallIMG_20160627_105917_do postu_smallIMG_20160627_101748_do postu_smallIMG_9085_do posta_smallIMG_9083_do posta_smallIMG_9080_do posta_smallIMG_9078_do posta_smallIMG_9077_do posta_smallIMG_9072_do posta_smallIMG_9063_do posta_smallIMG_9077_do posta_smallIMG_9074_paryz_smallIMG_9053_do posta_smallIMG_9048_do posta_smallIMG_9044_do posta_smallIMG_9032_do posta_smallIMG_9026_do posta_smallIMG_9051_do posta_smallIMG_9052_do posta_small

No i zdjęcia z Troyes

 

IMG_8949_do postu_small

IMG_8950_do postu_small

IMG_8957_do postu_smallIMG_8959_do postu_small

IMG_8963_do postu_smallIMG_8965_do postu_small

IMG_8970_do postu_smallIMG_8971_small

IMG_8972_do postu_smallIMG_8975_do posta_small

IMG_8983_do posta_small

IMG_8986_small

IMG_8987_do postA_small

IMG_8991_small

IMG_8993_DO POSTA_small

IMG_8996_do posta_small

IMG_8994_do posta_small

IMG_8998_small

IMG_8999_do posta_small

IMG_9004_do posta_small

IMG_9006_do posta_small

IMG_9011_do posta_small

IMG_20160628_182151_do postu_small

IMG_9013-do posta_small

IMG_20160628_182501_do postu_small

IMG_9019_do posta_small

IMG_20160628_182614_do postu_small

IMG_9020_do posta_small

IMG_20160628_182955_do postu_small

IMG_20160628_183044_do postu_small

IMG_20160628_183117_do postu_small

IMG_9022_do posta_small

IMG_9021_do posta_small

IMG_20160628_195002_do postu_small

IMG_20160628_195033_do postu_smallIMG_8946_do postu_small

 

 

Teraz już w domu, wakacje mają dzieci, wymyślamy różne zajęcia, w najblizszą niedzielę jedziemy do Wwy i spotkamy się m.in. z Martą z Noszki 🙂

Potem przyjeżdża moja siostra z Norwegii, chłopiec jedzie na obóz, na początku sierpnia my jedziemy do Norwegii, w 2 połowie sierpnia może jakiś wypad na parę dni nad morze zależy jak pogoda.

Uściski dla Was!!!