Słabości i poczucie wartości



Każdy z nas ma dni, że czuję się z sobą lepiej i gorzej.

Niektórzy z nas potrzebują ciągłego potwierdzania w oczach , słowach innych, że coś znaczą, że są piękni, mądrzy. Czasami są zamknięci w sobie, czasami wręcz przesadnie wesołością, gadatliwością chcą zamaskować prawdziwe ja. Niektórych trudno rozszyfrować, bo rzadko bywają sobą. Niektórzy nie mają problemu żeby patrzeć komuś w oczy, innym trudno jest wytrzymać taką sytuację. Niektórym się wydaję, że trzeba być silnym w każdej sytuacji.

Czasami wystarczy jedno zdarzenie, słowo, gdzieś daleko w przeszłości, że nasza samoakceptacja spada, nabawiamy się kompleksów i zamiast widzieć w sobie dobre rzeczy, widzimy te złe. Czasami to kiełkuje w nas niczym małe ziarenko i pewnego dnia na tyle wzrasta, że zaczyna nam przeszkadzać w codziennym życiu.

„Tak naprawdę rolą nas rodziców jest budowanie poczucia wartości w naszych dzieciach, słowami, gestami uczyć je, że są wspaniałe, ale też uczyć ich właściwego systemu wartości, żeby umiały docenić to co mają. Na pewno trzeba dużo rozmawiać, czasami też „ugryźć się w język” żeby nie powiedzieć czegoś, co je zrani. Sama się czasami na tym łapie, że powiem coś niepotrzebnie i potem żałuję.

Psychologiem nie jestem, czytam książki Jaspera Juula, czasami jakieś wpisy na blogu..

Sama z sobą dopiero niedawno doszłam do równowagi i akceptacji siebie taką jaką jestem, choć ciągle zdarzają się dni, że nic mi się w sobie nie podoba, że nie lubię siebie, swojej figury, swojej twarzy. Czasami to pewnie prze hormony i trudne dni…Na pewno pomaga mi sport w tym pozytywnym patrzeniu na siebie. treningi, bieganie pozwalają oczyścić ciało i umysł.

Gdy byłam nastolatką niewiele mi się w sobie podobało, miałam odstające uszy, zbyt wiele kilogramów, włosy dziwnie obcięte, rzeczy nie do końca takie jakbym chciała bo nie na wszystko moich rodziców było stać. Moim atutem na pewno było to, że zawsze raczej dobrze szło mi z nauką, poza tym byłam wesoła i towarzyska. Chciałam schudnąć, wydawało mi się, że to spowoduje, że będę piękna. Nagle coś się stało w mojej głowie..Obsesja odchudzania zaćmiła zdrowe i logiczne rozumowanie. Ćwiczyłam w domu. Ograniczyłam jedzenie, potrafiłam pół dnia nic nie jeść, na śniadanie pomidor i jogurt naturalny, potem kawa, woda, sałatka na kolację. Kilogramy spadały. Gdy zjadłam bułkę, kanapkę, włączał się alarm, że to już za dużo. …Jeszcze wtedy nie widziałam, że to jakiś duży problem.

Pomiędzy głodówkami, pojawiały się napady obżarstwa, potem wymioty, ukrywane przy włączonej pralce, albo gdy nikogo nie było w domu. Gdy zamieszkałam z koleżanką było łatwiej, częściej byłam sama w domu. Ciągnęło się to latami. Były okresy lepsze i gorsze. Ślady na rękach, opuchnięte oczy, ból gardła itp..osłabienie, obwinianie siebie i dni że nic się nie chciało. Potem dni kiedy znów jadłam mało, waga była taka jak chciałam i wspaniałe samopoczucie.

Gdy w pewnym momencie już miałam dość zaczęłam chodzić do psycholog, prowadziłam notes w którym pisałam co jem (oj ta lista była czasami przyprawiająca o zawał i ilość jedzenia starczyłaby na kilka dni), jak się czuję, co się dzieje w moim życiu…Było lepiej i gorzej i tak się zmieniało. Myślałam że już nigdy się to nie skończy. Wiele osób z mojego otoczenia wiedziało o tym, mój obecny mąż, siostra, rodzice, nie rozumieli, próbowali wybić to z głowy, samo rozpoczynanie tego tematu powodowało, że się najeżałam, zamykałam w sobie i nie chciałam rozmawiać. Kupiłam kilka książek o bulimii, anoreksji. Tak czytałam o sobie..i czasami byłam przerażona, ale potem przychodził napad i wszystko inne traciło sens, najważniejsze było poczuć ulgę i mieć pusty żołądek.

Na szczęście zaszłam w ciążę. I to pozwoliło mi się opamiętać. Poczułam, że teraz nie liczę się tylko ja tylko jeszcze ta mała istota. I tak powoli odeszła bulimia w zapomnienie. Choć całkiem nie zapomnę o niej do końca życia. Teraz mam w swoim życiu treningi, bieganie, sport na pewno to pomaga, można najeść się bez wyrzutów sumienia wiedząc, że potem na treningu się to spali. Mam dzieci i dla nich chce być silna. Jestem postrzegana jako osoba silna, wesoła, raczej pewna siebie. Wiele z nich nie wie, z czym walczyłam, walczę..A wszystko zaczęło się kiedyś dawno gdy jako mała dziewczynka czułam się brzydka (zawsze moja siostra była ta ładniejsza, szczuplejsza)…i jakoś nikt mnie nie dowartościował na tyle żeby nie miała takiego bałaganu w głowie.

Dlatego nie pozwólcie swoim dzieciom na niską samoocenę, dbajcie o nie, obserwujcie , rozmawiajcie bo to naprawdę chwila i jak nie zaburzenia jedzenia, to złe towarzystwo, narkotyki i inne problemy. Bardzo się boję tego czy uda mi się moje dzieci przed tym uchronić, czy będą podejmować właściwe wybory w życiu..




4 thoughts on “Słabości i poczucie wartości

  1. Bardzo pieknie napisałaś tego posta!!! Tak jak Ty martwię sie o swoje dzieci staram sie im mowić jacy sa wspaniali i wyjątkowi. Macierzyństwo to ciężka praca!!!
    Bardzo sie ciesze, ze udało Ci sie wyjsć z tego błędnego koła. Ciężkie doświadczenia za Toba! W naszych czasach młodości nikt nie mówił o bulimi anoreksji…teraz natomiast social media krzyczą jak mamy wyglądać wiec młodzi maja mega ciężko!!
    Pozdrawiam Cie mocno i zycze duzo siły

    Polubienie

Odpowiedz na Asia Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s