Wypoczynek


Od bardzo dawna nie wyjeżdżaliśmy nigdzie na ferie, bo czasu brak, urlopu, pieniędzy na koncie..

Bo jakoś się nie zebraliśmy, nikt nic nie zaplanował, a w tym roku znajomi namówili, decyzja podjęta, urlop załatwiony

Więc jedziemy… przynajmniej taką mam nadzieję

W planach narty, więc wyprawa po spodnie narciarskie dla dzieci i dla siebie, kurtkę dla Tosi, kaska pożyczony bo kasy już brak, ale na szczęście aż trzy osoby proponują pożyczenie:-) ..Nawet samochód musimy pożyczyć od znajomego bo nasze małe, rodzinnego nie mamy, bo na wakacje to głównie samolotem…

Ale udało się wszystko załatwione, kupione, pożyczone…

Biegam, załatwiam, pakuję. Już jutro wyjazd. Jeszcze zakupy ostatnie, prasowanie, porządki

Mąż sto pytań zadaję, co i jak , gdzie, a przecież ja nie wiem, bo to znajomi wszystko załatwiają, my po prostu jedziemy, a czy to ważne. Okazuje się, że tak i jego foch dopada i mówi że nigdzie nie jedzie, nie pakuje się. Więc pół nocy główkuję jak z dziećmi i bagażami do mojego C1 upcham się. Jeszcze kotlety w nocy piekę żeby obiad na pierwszy dzień był, wszystko pakuję, myślę czy coś jeszcze, mapę sobie przeglądami i trasę spisuję, w końcu na parę godzin padam. Nad ranem foch mija ufff Ci faceci, a wszyscy mówią że to baby wymyślają i trudno się z nimi dogadać. Ale udaje się pakujemy i jedziemy razem. Choć ciągle zła jestem za takie fochy, ale powoli mija mi..

Bo jednak taki wyjazd wspólny to też trochę stres, gdy teraz widzimy się po kilka godzin w tygodniu a tutaj mamy spędzić z sobą razem 6 dni prawie non stop.

Po paru godzinach dojeżdżamy na miejsce, jest pokój przestronny, widok piękny, od razu popołudniu z Kubą idziemy na lekcję do instruktora. Pierwszy jego kontakt z nartami, już ściemnia się, a on upada wstaje się, zjeżdża, cały podekscytowany i mówi że jutro też też chcę!!!. Więc kolejną lekcję zamawiamy tym razem z panem Krzychem, który świetny kontakt załapuje i mój Kuba który często zdystansowany, wydawałoby się że nieśmiały, idzie bez oglądania się i przez godzinę świata nie widzi poza nartami i instruktorem. Zjeżdża już sam, a ja dumna aż oczy mokre mi się robią jak na niego patrzę.

Tosia jednak za mała, no i uparciuch z niej większy , śnieg za mokry i zimny, buty cisną, chodzić w nich nie chce, narty mhmm może niekoniecznie, więc nie udaję się jej przekonać, ale za rok myślę będzie dobrze.

W kolejne dni udaje nam się na parę godzin razem z  Kubą na narty jechać na Puchatka , w tym czasie koleżanka z mamą opiekują nam się Tosią. Gdy pierwszy raz zakładam narty cała jestem mokra, boże kiedy ja ostatni raz jeździłam, tuż po studiach, a potem jakoś nie było okazji..To Piotr sam z kumplami wyjeżdżał, a ja dzieci, dom…Ale na szczęście nie zapomina się, choć początkowo trochę niepewnie, ale potem już coraz lepiej mi idzie. Oczywiście daleko mi do profesjonalisty, ale nie jest źle.

W jeden dzień oczywiście wychodzi ze mnie moje roztrzepanie, bo za namową Piotra żeby szybciej przez bramkę przechodzić wkładam karnet do rękawicy, a potem po załadowaniu się na wyciąg te rękawice ściągam i karnet ląduje gdzieś na dole. Przeklinam siebie strasznie, zjeżdżam na dół i mówię że już jeździć nie będę. Piotr tylko z Kubą zjeżdża, a ja potem focha walę że mógł mi kupić nowy karnet i z nikim gadać mi się nie chcę. Na szczęścię cierpliwość do mnie mają i w kolejny dzień Piotr obiecuję że więcej pojeżdżę sobie w Czechach a on zajmie się Tosią.

Wieczorami padamy razem z dziećmi, więc odsypiam się za wszystkie czasy. I jak to na wakacjach pizza, gofry z bitą śmietaną, piwko, na szczęście spalam na nartach kalorie 🙂

Ogólnie spędzamy wszyscy w czwórkę kilka dni razem, nie zabijamy się nawzajem, czasami kłócimy, ale też rozmawiamy, przytulamy i po powrocie do domu pozostają wspomnienia.

I już na przyszły rok znów wiem że na narty wspólnie pojedziemy i może dzieci załapią bakcyla a dzięki temu i my motywację mieć będziemy. A przecież o to chodzi, żeby robić coś razem, wspólnie, z pasją…

Jak tylko będzie okazja postaram się żebyśmy wyjeżdżali wspólnie, póki dzieci będą chciały, bo potem dorosną i będą miały swoje plany i towarzystwo.

A ten czas tak szybko  płynie…

Zdjęć niewiele mam, telefonem robione w biegu, bo przecież czasu nie było, tyle się działo…Ale akumulatory naładowane i teraz można znów działać, do pracy szykować się, kolejne plany realizować.

20140204_131941_small

20140204_132058_small

20140204_155729_small

20140204_174213_small

20140205_110310_small

20140205_115141_small

20140205_115320_small

20140205_120202_small

20140205_151738_small

20140206_150355_small

20140208_142055_small

20140208_142106_small

20140208_142119_small

20140208_143200_small

20140208_152512_small

20140208_143733_small

20140208_143756_small

20140208_143244_small

20140208_143236_small

20140208_152524_small

20140205_115219_small

20140205_115215_small

No to tyle zdjęć…

Ja powoli staram się wrócić do codzienności, na razie z dziećmi jeszcze w domu bo Tosia trochę brzuszek chory więc dziś i jutro jeszcze leniwie, domowo..

Ściskam wszystkich ❤ Na blogu jeszcze do 14-ego Konkurs walentynkowy organizowany wspólnie z Kasią z Krainy deszczowców, jutro zabieram się za szycie nagród kolejnych…A poza tym w najbliższym czasie czeka mnie wiele wiela pracy bo w pracy terminy mnie gonią ufff więc naukowo muszę popracować zamiast tylko szyć, szyć…Chociaż ostatnio właśnie szycie sprawia mi wielką radość.

16 thoughts on “Wypoczynek

  1. no to najważniejsze,że w czwórkę pojechaliście i w takim samym składzie wróciliście,ze żadnego rozwodu nie będzie :p
    wspólny czas to piękny czas a w dodatku w takich okolicznościach to już bajka 🙂
    buziak

    Lubię to

    • Masz rację grunt to pełny skład rodzinki :-))) Choć wisiało na włosku ale udało się, tak to jest jak się dwóch uparciuchów spotka…Było pięknie, teraz niestety powrót do codzienności, dziś do 20 w pracy ufff. Pozdrowionka i uściski!

      Lubię to

  2. Takie wspólne wyjazdy to najlepsze co może się rodzinie przytrafić – praktykujemy najczęściej jak się da!

    a gdzie konkretnie byliście? bo może gdzieś na stoku się minęliśmy? albo chociaż w okolicach? 🙂

    Lubię to

    • oj tam oj tam od razu zabronione :-)) Ale doskonale Cię rozumiem, bo teraz jak jestem w pracy to nawet na zdjęcia nie patrzę bo żal serce ściska…Candy chyba przegapiłam..W domu net mi nie działa, tylko w telefonie. Na komentarze w przerwie w pracy odpisuje..

      Lubię to

  3. My też wróciliśmy tylko z przeciwnej strony Polski 🙂 akumulatory podładowane i teraz tylko pozostało czekać na letnie wakacje…..
    Wypoczynek z rodzinką – bezcenny… częstszych wyjazdów życzę („niedługo” weekend majowy można planować;-))

    Lubię to

    • Też fajnie, w sumie nie ważne gdzie ważne że razem i oderwanie się od codzienności :-)) Mówisz że weekend majowy już planować, nawet nie przyszło mi to do głowy 🙂

      Lubię to

Tutaj możesz dodać komentarz :-)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s