Żyć i być jak Pomelo…


Są dni w biegu, pędzie, ciągłe przemieszczanie się, w pośpiechu, kawa pita w biegu, przegryzana kanapka prawie na bezdechu, zwolnienie jedynie gdy lód na chodniku…

Wczoraj po porannych porządkach w domu, zrobieniu klusek dla dzieci w magicznym przyrządzie z tupperware, dzieci zawiozłam do dziadków..i już widok z samochodu całej ferajny machającej mi spowodował ścisk gardła, że sobota, a ja zamiast z dziećmi muszę na cały dzień do pracy…

O świętach nie myślę tak naprawdę jak o świętach, przygotowaniach, ale po prostu, że będę miała wolne i to aż od piątku do wtorku, rozpusta…potem kolejny wolny weekend dopiero jakoś w czerwcu.

Ostatnio stwierdzam, że przez ten ciągły pęd, nie mam czasu ani siły na to, co tak naprawdę sprawia mi największą radość…Czasami zmęczenie powoduje, że czuję się jakbym była obserwatorem wszystkiego z boku..

Wczoraj w pracy zajęcia ze studentami i przerwa w oczekiwaniu na kolejne zajęcia, podczas której siadam z laptopem i kawką w kawiarni, obserwuję ludzi wkoło, rodzice z dwójką dzieci, które zajadają się lodami malinowymi z polewą czekoladową, starsze małżeństwo pijące kawę , mężczyzna w średnim wieku o włoskich rysach rozmawiający przez telefon, mała dziewczynka z napadem złości rzucająca się na ziemię i płacząca i rodzice próbujący ją uspokoić..a ja czuję się trochę niewidzialna.

Jeśli ktoś spojrzy z boku może myśli czemu siedzi tak sama, zamyślona, zmęczona…

Rozglądam się, przysłuchując się rozmowom, myślę o moich dzieciach, rodzinie i o tym, że szkoda że teraz nie spędzam z nimi czasu, pomimo że czasami to męczące bo napad szału, bo złość, bo szarpanie się o zabawkę, bo marudzenie przy kasie sklepowej o czekoladkę Kinder…

Ale tak naprawdę docenia się takie chwile i te dobre i te złe, gdy jesteśmy sami i obserwujemy innych z boku, widzimy radość, złość, widzimy wzajemną czułość, uściśnięcie dłoni, pogłaskanie po włosach dziecka, wytarcie brudnej buzi..czasami zdenerwowanie, łzy, ale to wszystko nasze codzienne życie.

Wracając do domu, na dworze ciemno, wiem że dzieciom tylko dam buziaka na dobranoc i na tym skończy się nasz wspólny czas…w radiu leci Kelly Clarson „What doesn’t kill you makes you stronger”, uwielbiam rozkręcam na głośno.

Kojarzy mi się z lotem do Stanów i błogim relaksem.

Co prawda piosenka śpiewana całkiem w innym kontekście, ale myślę sobie, że może ten okres teraz to tylko chwilowy, przejściowy, że taki bieg, pęd, że kiedyś się to zmieni, że nie będę musiała, a takie życie tylko mnie wzmocni…

Tak mnie naszło na przemyślenia gdy jechałam do domu…

Wpadam do domu, dzieci w pidżamkach z okrzykiem „Mamuuusia” oczywiście grzebią w mojej torbie i znajdują kupione w empiku książeczki o Pomelo.

Poznaliśmy je jakiś czas temu dzięki akcji u Kubusia w przedszkolu,  gdzie co tydzień każde dziecko dostaje do domu plecak z książeczkami z Wydawnictwa Zakamarki w środku Mela, Nusia, Pomelo i inne.

I pokochaliśmy Pomelo.

Książki napisane w taki sposób, że aż chce się być takim Pomelo, umieć zachwycać się takimi drobiazgami, kochać rzodkiewki, krople rosy, własny cień, wieczorny deszcz, szary kamyk i zachody słońca. Dla niego nie ma pędu, pośpiechu jest zauważanie najmniejszych rzeczy wokoło, zachwycanie się nimi.

Wiem, że w rzeczywistości tak się nie da, ale zawsze można się chociaż trochę postarać, trochę zwolnić przynajmniej na parę chwil.

Bo przecież tyle jest drobiazgów, ulotnych chwil, uśmiechów, spojrzeń, które tylko dlatego nie zauważamy że gdzieś pędzimy, lecimy…Ale po co…sama czasami nie wiem.

A książeczki o Pomelo moje dzieci uwielbiają i ja też, cudowne słowa, cudowne ilustracje..Zaliczam ją do kolekcji tych ULUBIONYCH.

p.s. zdjęcia wyszły trochę ponure bo je robiłam późno w nocy i mój aparat aż tak dobry nie jest żeby wyszły jasne pomimo że poustawiałam iso itp..

 

zdjecia do pomelo2

zdjecia do pomelo3

zdjecia do pomelo4

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zdjecia do pomelo1

zdjecia do pomelo

A moje dzieci zajadają się kluseczkami zrobionymi z mąki, serka homogenizowanego, jajek, odrobiny soli i gałki muszkatałowej. 🙂

Mój plan jest taki, że pomimo pędu, biegu i zmęczenia muszę znaleźć więcej czasu dla siebie i na to żeby odzyskać energię..Na razie nie wiem jak ale coś wymyślę…

 

6 thoughts on “Żyć i być jak Pomelo…

  1. I tego Ci kochana życzę! Tego czasu dla siebie i dla rodziny, dzieci.
    Wiesz ja pamiętam z dzieciństwa jak mama nam robiła kluseczki z miseczki z serka homo – ich smak uwielbiam do dziś i moim dzieciom też podaję:)
    Ach żeby tak czas dało się czasem tylko zatrzymać …
    Pozdrawiam Cię cieplutko 🙂

    Lubię to

    • Dziękuję:-))) A ja takie kluseczki robiłam pierwszy raz, wcześniej ze zwykłego sera, ale homo nigdy ale już wiem, że są przepyszne. Poza tym kluseczkomania z tupperware to super wynalazek i mam do niego zestaw różnych przepisów więc będziemy próbować kolejne…Też mi się marzy czasami zatrzymanie czasu, ale niedługo święta, parę dni wolnego i okazja to wspólnego pobycia z rodzinką

      Lubię to

  2. U mnie mówią „leniwe kluseczki”, albo „kluseczki z miseczki” – najlepsze są z homo waniliowego z cynamonem, odrobiną brązowego cukru i masełkiem 😉
    Franek lubi Mamę Mu, Nusię, Pomelo mu nie przypadł do gustu…Oboje z Zośką uwielbiają też Pisakowego Wilka 🙂

    Lubię to

Tutaj możesz dodać komentarz :-)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s